
Kolejna burza wokół GTA 6. Gracze wściekli na brak płyt, a giełda reaguje nerwowo
Start zamówień przedpremierowych na Grand Theft Auto 6 miał być dla branży growej wielkim świętem, ale zamiast tego zamienił się w pole bitwy. Choć szefostwo Take-Two Interactive chwali się wynikami, które przerosły wewnętrzne prognozy firmy, inwestorzy i fani kręcą nosem. Powód? Kolejne kontrowersje wokół polityki wydawniczej i rynkowych decyzji studia Rockstar.
Największe emocje wzbudziła informacja o tym, że fizyczne wydania gry mają nie zawierać tradycyjnej płyty, a jedynie kod do pobrania. Dla wielu graczy oraz tradycyjnych sklepów z grami to policzek. Społeczność zarzuca wydawcy brak szacunku dla kolekcjonerów i całkowite odejście od idei faktycznego posiadania kupowanego produktu. Sprawa odbiła się szerokim echem również w sieci, gdzie głośno dyskutuje się o tym, że cyfrowa dominacja odbiera graczom swobodę odsprzedaży używanych egzemplarzy.
Szef Take-Two, Strauss Zelnick, bronił tej decyzji w rozmowach z mediami, argumentując, że rynek dawno przestał opierać się na nośnikach fizycznych, a cyfrowa dystrybucja stanowi zdecydowaną większość obrotów firmy. Taka retoryka niespecjalnie jednak uspokaja rynki. Reakcja giełdy bywa nerwowa – mimo gigantycznego szumu i rekordowego zainteresowania, notowania spółki doświadczały w ostatnich miesiącach wyraźnych wahnięć i presji spadkowej, na co nałożyły się także ostrożne prognozy finansowe przedstawicieli korporacji.
Oliwy do ognia dolały kolejne zapowiedzi gadżetów i wyceny dodatków, które fani wprost określili mianem drogiej drobnizny bez większej wartości. Choć premiera zaplanowana na 19 listopada 2026 roku zbliża się wielkimi krokami, widać wyraźnie, że giganci branży rozrywkowej testują cierpliwość swoich wiernych odbiorców. Pytanie, czy gniew społeczności przełoży się na realne wyniki sprzedaży, czy też – jak to zwykle bywa w przypadku tak potężnych marek – gracze ostatecznie i tak zagłosują portfelami.
Źródło: www.fxmag.pl

