Co dzieje się z ubraniem wrzuconym do kontenera?

Co dzieje się z ubraniem wrzuconym do kontenera?

Kiedy zamykamy drzwiczki metalowego kontenera stojącego pod blokiem i słyszymy głuchy łomot spadającego worka, zazwyczaj towarzyszy nam ciche poczucie dobrze spełnionego obowiązku. Wyrzucamy tam sweter, który wyszedł z mody, za małe spodnie albo bluzkę z przetartym rękawem. Wierzymy, że otwieramy tym samym drzwi do lepszego, bardziej ekologicznego świata, a nasze ubrania trafią do kogoś, kto bardzo ich potrzebuje.

Rzeczywistość okazuje się jednak znacznie bardziej skomplikowana, a drogi, jakie pokonują stare tekstylia po wrzuceniu do pojemnika, rzadko przypominają idylliczne scenariusze z ulotek organizacji charytatywnych. Rynek zbiórki odzieży przechodzi głęboki kryzys, a liczby i raporty branżowe rysują obraz systemu, który ledwo zipie pod naporem taniej, masowej produkcji.

Reklama

Statystyki Unii Europejskiej nie pozostawiają złudzeń co do naszej skali konsumpcji. Statystyczny Europejczyk kupuje rocznie blisko 26 kilogramów ubrań, a pozbywa się około 11 kilogramów. Skala ta rośnie z roku na rok, napędzana przez zjawisko szybkiej mody, gdzie tanie bluzki czy spodnie traktowane są jak dobra jednorazowe. Nic dziwnego, że kontenery na odzież stały się pierwszym przystankiem dla tysięcy ton tekstyliów.

Co dzieje się z nimi tuż po zamknięciu klapy? Pierwszym etapem jest logistika i sortownie. Zawartość pojemników trafia do hal, gdzie praca przypomina momentami walkę z wiatrakami. Oprócz ubrań zdatnych do użytku, operatorzy coraz częściej wyciągają stamtąd zwykłe śmieci domowe, przeterminowaną żywność czy potargane, mokre szmaty. Z danych organizacji branżowych wynika, że w wielu rejonach nawet do 60 procent zawartości kontenerów stanowią po prostu odpady, które zamiast w koszu na śmieci lądują w pojemnikach na odzież.

Gdy czyste i w miarę dobre gatunkowo ubrania zostaną oddzielone od reszty, przechodzą szczegółową selekcję. Tylko niewielki odsetek, szacowany w zależności od zbiórki na 30 do 40 procent, nadaje się do bezpośredniego ponownego założenia. Te egzemplarze trafiają do sklepów z odzieżą używaną w Polsce lub są masowo eksportowane do krajów rozwijających się, głównie w Afryce i Azji. Reszta, czyli rzeczy zniszczone, rozciągnięte czy wykonane z trudnych w recyklingu mieszanek tkanin z poliestrem i elastanem, czeka zupełnie inny los.

Reklama

Przez lata powszechne było przekonanie, że znoszone ubrania są przerabiane na czyściwo przemysłowe dla warsztatów albo nowoczesne materiały izolacyjne. Technologie recyklingu tekstyliów na skalę masową wciąż raczkują, a koszty utylizacji drastycznie rosną. Wprowadzone od stycznia przepisy o obowiązkowej selektywnej zbiórce tekstyliów miały uzdrowić sytuację, ale w praktyce wywołały spore tąpnięcie. Firmy obsługujące tysiące pojemników zaczęły masowo wycofywać umowy i demontować kontenery, wskazując, że koszty zagospodarowania bezwartościowych ubrań przewyższają jakikolwiek zysk z ich odsprzedaży.

Efektem tego impasu są znikające z ulic pojemniki oraz rosnący problem dzikich wysypisk w lasach i na obrzeżach miast. System, który miał chronić środowisko, w wielu miejscach po prostu się zatkał, obnażając fakt, że sam kontener nie rozwiąże problemu nadprodukcji ubrań. Kupowanie mniej i dbanie o to, co już mamy, przestaje być jedynie modnym hasłem ekologicznym, a staje się jedyną realną odpowiedzią na logistyczny zator, w którym tkwi współczesna gospodarka odpadami.

KATEGORIE
TAGI
Udostępnij to

Komentarze

Wordpress (0)
Disqus (0 )