Firmy zarabiające na tym że klient niczego nie kupuje

Firmy zarabiające na tym że klient niczego nie kupuje

Współczesny handel kojarzy się z jednym prostym obrazkiem. Kasjer skanuje towar, terminal pyta o kod PIN, a z kasy fiskalnej wysuwa się paragon. Od lat uczy nas się, że kołem zamachowym gospodarki jest konsumpcja, a firmy żyją z tego, że coś nam sprzedadzą. Istnieje jednak całkiem spora gałąź biznesu, która opiera się na zupełnie innej filozofii. Te podmioty zarabiają krocie dokładnie wtedy, gdy **klient niczego nie kupuje**, rezygnuje z zakupu albo po prostu zapomina o swojej aktywności.

Brzmi to jak ekonomiczny absurd? Nic bardziej mylnego. To sprytnie zaprojektowane modele biznesowe, które czerpią zyski z ludzkiej bierności, niedopasowania ofert do realnych potrzeb albo z sytuacji kryzysowych, w których konsument musi zacisnąć pasa. Przyjrzyjmy się bliżej, jak to działa w praktyce i kto na tym zarabia.

Reklama

Subskrypcje-widma, czyli zarabianie na zapomnieniu

Najbardziej jawnym przykładem mechanizmu, w którym firma czerpie zysk z braku aktywności klienta, są nowoczesne modele abonamentowe. W teorii płacisz za dostęp do platformy streamingowej, aplikacji językowej czy karnetu na siłownię. W praktyce statystyki pokazują brutalną prawdę o naszych nawykach.

Weźmy pod lupę branżę fitness. Popularne sieci klubów fitness doskonale wiedzą, że ich infrastruktura fizycznie nie pomieściłaby wszystkich 100 procent wykupionych karnetów jednocześnie. Model biznesowy wielu takich miejsc opiera się na tzw. uśpionych członkach. Osoba decyduje się na podpisanie umowy w porywie noworocznego postanowienia, opłaca składkę przez kolejne miesiące, ale po trzeciej wizycie przestaje pojawiać się na sali treningowej. **Klient niczego nie kupuje** w sensie fizycznego korzystania z usług, nie zużywa sprzętu, nie angażuje personelu, ale co miesiąc regularnie zasila konto firmy stałym zleceniem z banku.

Podobnie dzieje się z cyfrowymi subskrypcjami w aplikacjach mobilnych. Darmowy okres próbny kończy się w środku nocy, a użytkownik zapomina o anulowaniu subskrypcji. Algorytm pobiera opłatę za kolejny rok z góry, podczas gdy program przez następne dwanaście miesięcy ani razu nie zostanie włączony. Dla firmy to czysty zysk niemający pokrycia w kosztach operacyjnych.

Reklama

Zatory płatnicze i windykacja. Gdy brak transakcji napędza rynek

Spójrzmy na temat z perspektywy relacji między przedsiębiorstwami. Gospodarka opiera się na płynności finansowej, ale dane pokazują, że zatory płatnicze to jeden z największych problemów rodzimego biznesu. Z badań wynika, że **dla 68 proc. firm zatory płatnicze są barierą w prowadzeniu działalności gospodarczej**. Co piąty przedsiębiorca nie reguluje swoich zobowiązań w terminie głównie dlatego, że sam nie otrzymał pieniędzy od własnych kontrahentów.

W tym momencie w grę wchodzą podmioty, których głównym zadaniem jest zarządzanie długami i windykacja. Kiedy kontrahenci przestają sobie płacić, a transakcje zamierają, firmy windykacyjne oraz kancelarie prawne zaczynają odnotowywać rekordowe zyski. Im gorzej radzi sobie tradycyjny handel i im częściej dochodzi do sytuacji, w której klient lub partner biznesowy nie ma środków na sfinalizowanie zakupów, tym więcej pracy mają instytucje odzyskujące należności. Paradoksalnie, kryzys transakcyjny staje się dla nich paliwem do wzrostu.

Doradztwo antykryzysowe i audyty oszczędnościowe

Kiedy na rynku pojawia się niepewność gospodarcza, a konsumenci masowo ograniczają wydatki, zarabiają ci, którzy pomagają te wydatki ciąć. Firmy doradcze, audytorzy finansowi czy niezależni eksperci od restrukturyzacji doskonale odnajdują się w realiach, w którychklienci wstrzymują się z inwestycjami.

Przedsiębiorstwa zamiast kupować nowe maszyny, zatrudniać pracowników na potęgę czy otwierać kolejne oddziały, zatrudniają drogich specjalistów od optymalizacji kosztów. Zadaniem takiej firmy doradczej jest udowodnienie zarządowi, że należy zrezygnować z dziesiątek planowanych zakupów, anulować subskrypcje oprogramowania i zamrozić budżety. Efekt? **Klient finalnie niczego nie kupuje**, ale za sam fakt dowiedzenia się, czego nie kupować, płaci doradcy sowite honorarium.

Model affiliate i pośrednictwo intencji

Warto też spojrzeć na rynek e-commerce od zaplecza. Portale recenzenckie, blogi technologiczne czy serwisy porównujące oferty finansowe zarabiają miliony, nie sprzedając ani jednego fizycznego produktu ze swojego magazynu.

Taki serwis żyje z prowizji od odesłania użytkownika do sklepu internetowego. Jeśli czytelnik wejdzie na stronę, przeczyta artykuł, uzna, że dany gadżet nie jest mu potrzebny i ostatecznie zamknie kartę przeglądarki, portal nie zarobi nic. Jeśli jednak użytkownik przeklika się dalej, ale w ostatniej chwili zrezygnuje z koszyka, mechanizmy remarketingowe i pliki cookies wciąż pozwalają pośrednikom budować profile behawioralne, które sprzedają się reklamodawcom.

Rynek nieustannie ewoluuje, a nowoczesne modele biznesowe udowadniają, że tradycyjna sprzedaż to tylko wierzchołek góry lodowej. Czasem największe pieniądze zarabia się nie wtedy, gdy towar znika z półki, ale wtedy, gdy klient zostawia pieniądze w spokoju albo uświadamia sobie, że najlepiej na tym wyjdzie, rezygnując z jakiejkolwiek transakcji.

KATEGORIE
TAGI
Udostępnij to

Komentarze

Wordpress (0)
Disqus ( )