
Dlaczego złoty raz jest mocny, a raz słaby – i kto na tym zarabia?
Kurs polskiego złotego potrafi przyprawić o ból głowy. Raz rośnie w siłę tak, że zagraniczne wakacje stają się podejrzanie tanie, a innym razem nurkuje, drastycznie windując ceny na stacjach benzynowych i w sklepach internetowych. Wokół wahań krajowej waluty narosło mnóstwo mitów. Warto wreszcie sprawdzić, dlaczego złoty raz jest potężny, a raz leży na deskach, oraz kto na tych skokach faktycznie zarabia miliony, podczas gdy inni liczą straty.
Zacznijmy od fundamentów. Skąd w ogóle bierze się siła lub słabość waluty kraju nad Wisłą? Złoty nie funkcjonuje w próżni. Jako tak zwana waluta rynków wschodzących, czyli emerging markets, jest mocno wrażliwy na to, co dzieje się na świecie. Kiedy globalni inwestorzy mają optymistyczne nastawienie, chętniej inwestują w ryzykowne aktywa, kupują polskie obligacje skarbowe, a wtedy na nasz rynek szerokim strumieniem płyną dewizy. To automatycznie winduje kurs PLN w górę. Z kolei w czasach niepokoju geopolitycznego, konfliktów czy zawirowań energetycznych kapitał ucieka do tak zwanych bezpiecznych przystani, takich jak dolar czy frank, a złoty traci.
Swoje robią też czynniki krajowe. Wysokie stopy procentowe przyciągają kapitał zagraniczny szukający zysku, co wspiera walutę. Do tego dochodzą potężne napływy unijne, chociażby ze środków z KPO, oraz twarde dane o wzroście gospodarczym. Z drugiej strony, kiedy NBP sygnalizuje luźniejszą politykę lub w gospodarce pojawiają się pęknięcia, złoty szybko oddaje pole. Doskonale widać to w oficjalnych statystykach – na przestrzeni ostatnich lat notowaliśmy zarówno spektakularne fale umocnienia (gdzie realny efektywny kurs złotego osiągał najwyższe poziomy od 2008 roku), jak i dotkliwe osłabienia wywołane chociażby szokami zewnętrznymi.
Kto zatem zaciera ręce, gdy złoty rośnie w siłę? Pierwszym oczywistym beneficjentem są **importerzy**. Firmy sprowadzające towary, elektronikę, odzież czy surowce energetyczne z zagranicy płacą za nie w obcej walucie. Gdy złoty jest mocny, za tę samą ilość euro czy dolarów płacą realnie mniej. Korzystają też zwykli konsumenci kupujący w zagranicznych sklepach internetowych oraz osoby spłacające kredyty walutowe, choć tych ostatnich po latach frankowych dramatów zostało już znacznie mniej. Mocna waluta skutecznie mityguje też presję inflacyjną, hamując wzrost cen towarów z importu.
Z drugiej strony medal ma drugą stronę. Przez lata powtarzano mantrę, że silny złoty to cios w plecy polskich eksporterów, bo zagraniczne rynki muszą płacić za nasze towary więcej w przeliczeniu na swoją walutę. Współczesne analizy ekonomiczne, w tym badania ekspertów z Polskiego Instytutu Ekonomicznego, pokazują jednak, że ten mechanizm mocno osłabł. Dlaczego? Ponieważ **wielu polskich eksporterów to jednocześnie importerzy**. Sprowadzają z zagranicy komponenty, półprodukty i maszyny – tańszy import dzięki mocnemu złotemu rekompensuje im mniejszą marżę ze sprzedaży gotowego wyrobu. Co więcej, jak zauważają analitycy, problem ze silną walutą mają głównie mniejsze, mało produktywne firmy, które nie potrafią zabezpieczyć ryzyka kursowego na rynku finansowym. Giganci przemysłowi radzą sobie z tym bez mrugnięcia okiem.
A co dzieje się, gdy złoty słabnie? Wtedy role się odwracają. Słaba waluta to raj dla eksporterów, którzy mogą sprzedawać swoje towary taniej na zewnątrz lub inkasować wyższe marże w przeliczeniu na złotówki. Zyskuje na tym również budżet państwa w specyficzny sposób związany z rezerwami narodowymi – choć jednocześnie słaby złoty oznacza droższy import paliw, surowców oraz rosnącą inflację, która uderza w kieszenie każdego obywatela.
W grze o wielkie pieniądze z udziałem złotego bierze udział jeszcze jeden potężny gracz, o którym rzadko myślimy na co dzień – Narodowy Bank Polski. W sprawozdaniach finansowych banku centralnego wahania kursowe potrafią wywołać gigantyczne cyfry. Przykładowo, gwałtowne umocnienie złotego w minionych latach skutkowało w ujęciu księgowym ogromną stratą NBP (przekraczającą w skali roku nawet kilkadziesiąt miliardów złotych), ponieważ rezerwy trzymane w walutach obcych i złocie po przeliczeniu na polską walutę kurczyły się w księgach. Z kolei gigantyczne zyski z wyceny samego złota monetarnego (którego NBP zgromadził już blisko 580 ton) szły w dziesiątki miliardów złotych, stając się przedmiotem ostrych sporów politycznych i ekonomicznych o to, czy są to zyski realne, czy wyłącznie papierowe.
Wahania kursowe złotego to mechanizm naczyń połączonych. Nie ma tu czarno-białych scenariuszy, w których zyskują wszyscy albo wszyscy tracą. Kiedy jedni płacą mniej za zagraniczne zakupy, inni muszą szukać oszczędności w łańcuchach dostaw. Świadomość tych mechanizmów pozwala lepiej zrozumieć, że stabilność finansowa państwa to delikatna układanka, w której każda zmiana o kilka groszy na wykresie NBP generuje potężne przepływy kapitału w realnej gospodarce.

