Rata 500 zł brzmi niewinnie. Suma wszystkich rat wygląda zupełnie inaczej

Rata 500 zł brzmi niewinnie. Suma wszystkich rat wygląda zupełnie inaczej

Gdy w salonie meblowym, przed ekranem smartfona albo w biurze kredytowym słyszysz, że nowa pralka, laptop czy egzotyczne wakacje będą kosztować zaledwie 500 zł miesięcznie, w głowie zapala się zielone światło. Taka kwota nie wydaje się groźna. Przecież to tyle, co kilka wyjść do restauracji albo standardowe zakupy spożywcze w weekend. Umysł natychmiast odrzuca obawę, że to cios dla domowego budżetu. I na tym polega pułapka, w którą co roku wpadają tysiące konsumentów.

Mechanizm ludzkiej percepcji został zaprojektowany tak, aby łatwo radzić sobie z małymi cyframi i unikać wielkich, abstrakcyjnych pojęć. Banki i instytucje pożyczkowe doskonale o tym wiedzą. Zamiast krzyczeć z banerów reklamowych kwotą 12 000 zł za sprzęt RTV, wolą rozbić ją na wygodne, miękkie i bezpieczne dla psychiki 500 zł. Problem zaczyna się w momencie, gdy zerkamy na tabelę opłat w nieco szerszej perspektywie.

Reklama

Spójrzmy na twarde dane rynkowe. Statystyki pokazują, że Polacy chętnie sięgają po finansowanie ratalne, a wartość całego rynku pożyczek pozabankowych i ratalnych dynamicznie rośnie. Z danych publikowanych przez sektor finansowy wynika, że w ciągu pierwszych sześciu miesięcy roku wartość nowo udzielonych finansowań pozabankowych poszła mocno w górę, przekraczając 15 miliardów złotych. Co ciekawe, coraz częściej pożyczamy wyższe kwoty – sprzedaż zobowiązań przekraczających 10 000 zł rośnie najszybciej. Pojedyncze 500 zł miesięcznie przestaje być odosobnionym przypadkiem, a staje się fundamentem pod całą piramidę comiesięcznych zobowiązań.

Wyobraź sobie prosty scenariusz, który wcale nie jest oderwany od rzeczywistości. Kupujesz nowy telewizor za 500 zł miesięcznie. Brzmi dobrze? Pewnie. Ale w międzyczasie kończy się umowa na smartfon, więc biorąc nowy model, dokładasz kolejne 150 zł raty. Do tego dochodzi rozłożone na wygodne części wyposażenie do kuchni za 350 zł miesięcznie oraz odświeżenie łazienki, które kosztuje kolejne 400 zł co miesiąc. W tym momencie Twoja psychika nadal rejestruje te kwoty osobno: tu pięćset, tu sto pięćdziesiąt, tu trochę drobnych. Kiedy jednak zsumujesz te pozycje, okazuje się, że z Twojego konta co trzydzieści dni znika niepozorne, ale potężne 1400 zł.

W skali roku robi się z tego niemal 17 000 zł czystego przepływu pieniężnego, który oddajesz instytucjom finansowym, zanim jeszcze zdążysz pomyśleć o oszczędnościach. Dane z raportów o zadłużeniu Polaków pokazują, że wielu konsumentów funkcjonuje z minimalną poduszką finansową lub całkowicie bez niej. Co piąty Polak nie posiada żadnych oszczędności, a spora część pozostałych utrzymałaby się z odłożonych pieniędzy najwyżej przez miesiąc w razie utraty głównego źródła dochodu. W takich warunkach kilka małych rat zawieszonych na domowym budżecie działa jak tykająca bomba.

Reklama

Dlaczego tak się dzieje? Ekonomia behawioralna ma na to gotową odpowiedź. Nazywamy to efektem tunelowania. Kiedy skupiamy się na pojedynczym wydatku rzędu kilkuset złotych, nasz horyzont myślowy drastycznie się zwęża. Przestajemy patrzeć na roczny bilans wpływów i wydatków, a zaczynamy oceniać stabilność finansową przez pryzmat tego, czy na koncie została jeszcze kwota na bieżącą kolację. Instytucje finansowe budują swoje oferty z chirurgiczną precyzją, wiedząc, że ludzki mózg o wiele łatwiej akceptuje regularny, mniejszy ubytek gotówki niż jednorazowy, potężny wydatek z konta oszczędnościowego.

Zanim podpiszesz kolejną umowę na coś, co bez problemu mogłoby poczekać, zastosuj prosty test lustra. Zamiast pytać samego siebie: Czy stać mnie na 500 zł miesięcznie?, zadaj sobie pytanie ostateczne: Jak wygląda suma wszystkich moich dotychczasowych zobowiązań w skali roku i czy na pewno chcę wiązać się nimi przez najbliższe trzy lata? Odpowiedź na tak postawione pytanie potrafi skutecznie uleczyć z niejednego zakupowego impulsu.

KATEGORIE
TAGI
Udostępnij to

Komentarze

Wordpress (0)
Disqus (0 )