
Co daje miastu jedna nowa galeria handlowa?
Kiedy w średniej wielkości mieście pojawia się informacja o budowie nowej galerii handlowej, lokalna społeczność natychmiast dzieli się na dwa obozy. Jedni widzą w tym szansę na nowoczesność, nowe marki i koniec jazdy na zakupy do najbliższej aglomeracji. Drudzi kręcą nosem, obawiając się korków, upadku małych sklepików w rynku i kolejnego betonowego kloca w krajobrazie. Rzeczywistość, jak zwykle w takich przypadkach, leży po środku i ma mocno policzalny charakter.
Pieniądze w lokalnej kasie i podatkowy zastrzyk
Z punktu widzenia samorządu nowa inwestycja handlowa to przede wszystkim stałe źródło dochodów. Zgodnie z analizami i szacunkami rynkowymi opartymi na danych branżowych, wpływ z samego tylko podatku od nieruchomości dla dużego obiektu handlowego potrafi zasilić budżet gminy kwotą idącą w miliony złotych w skali roku. Do tego dochodzą udziały w podatku dochodowym od osób fizycznych (PIT). Sektor handlowy w Polsce zatrudnia setki tysięcy osób – jak pokazują dane GUS, handel detaliczny to jeden z największych pracodawców na rynku, generujący stabilne wpływy ze składek i podatków pracowniczych.
Nowa galeria czy nowoczesny park handlowy nie wyrasta w próżni. Wymaga drogi dojazdowej, nowego ronda, często też rozbudowy sieci wodociągowej czy energetycznej. W praktyce oznacza to, że inwestor prywatny często współfinansuje lub wprost buduje infrastrukturę, z której później korzystają wszyscy mieszkańcy, a na którą miasto samo mogłoby czekać latami.
Nowy pracodawca w mieście i rotacja kadr
Pojawienie się wielkopowierzchnięowego obiektu to nagłe zapotrzebowanie na setki rąk do pracy. Od personelu sklepów odzieżowych, przez drogerie, obsługę gastronomiczną, aż po pracowników ochrony, serwisu sprzątającego i kadrę zarządzającą. Dla mniejszych miast to szansa na aktywizację zawodową części mieszkańców, zwłaszcza osób młodych.
Z drugiej strony, lokalny rynek pracy mocno to odczuwa. Małe, niezależne biznesy usługowe i handlowe często narzekają na odpływ pracowników, którzy wolą przejść do dużych, sieciowych marek oferujących bardziej przewidywalne godziny pracy czy pakiety socjalne. To zmusza mniejszych przedsiębiorców do podnoszenia stawek, co z perspektywy pracownika jest akurat zmianą na plus.
Przetasowania w handlu. Kto zyskuje, a kto traci?
Mit o tym, że nowa galeria natychmiast “wyasfaltuje” cały tradycyjny handel w centrum, w ostatnich latach mocno stracił na aktualności. Polskie nawyki zakupowe ewoluowały. Raporty rynkowe wskazują, że tradycyjne ulice handlowe i małe sklepy osiedlowe radzą sobie całkiem dobrze, o ile potrafią znaleźć swoją niszę. Zamiast bezpośredniej konkurencji z wielkimi markami odzieżowymi, lokalni handlowcy stawiają na świeżą żywność, rzemiosło, spersonalizowaną obsługę albo usługi, których w galerii po prostu nie ma.
Fakt faktem, małe sklepy z odzieżą czy obuwiem w tradycyjnych centrach miast odczuwają obecność nowego sąsiada najmocniej. Klienci szukający konkretnych marek sieciowych wybierają wygodę – jeden duży obiekt, zadaszoną przestrzeń i darmowy, wielcypowierzchniowy parking. Nic dziwnego, że deweloperzy coraz częściej stawiają na formaty typu retail park, które pozwalają na szybkie zakupy „prosto z samochodu”, co idealnie wpisuje się w tempo życia współczesnego konsumenta.
Przestrzeń spotkań czy tylko betonowa puszka?
Zmienia się też funkcja samych obiektów. Nowoczesne galerie to już rzadko kiedy wyłącznie rzędy sklepów z ubraniami. Dane pokazują, że zwłaszcza młodsze pokolenie (tzw. pokolenie Z) traktuje te miejsca zupełnie inaczej niż starsi klienci. Dla wielu osób to przestrzeń spotkań towarzyskich, wyjścia do kina, strefa gastronomiczna czy miejsce organizacji lokalnych wydarzeń. Jeśli galeria potrafi zaoferować dobrą strefę food court i rozrywkę, staje się faktycznym, alternatywnym centrum życia społecznego, szczególnie w mniejszych miejscowościach, gdzie brakuje innych dużych przestrzeni rekreacyjnych pod dachem.
Jedna nowa galeria handlowa to dla miasta potężny impuls ekonomiczny. Przynosi realne pieniądze do budżetu samorządu, zmienia mapę lokalnego zatrudnienia i wymusza na tradycyjnym handlu podniesienie jakości usług. Zmienia też nawyki mieszkańców, którzy zyskują dostęp do marek dotychczas zarezerwowanych wyłącznie dla dużych aglomeracji, płacąc za to jednak cenę w postaci większego ruchu samochodowego i konieczności redefiniowania miejskiego krajobrazu.

