Polska po wyborach, Polska po budżecie – które obietnice naprawdę kosztują?

Polska po wyborach, Polska po budżecie – które obietnice naprawdę kosztują?

Każda kampania wyborcza przypomina obietnicę bez pokrycia w eleganckim papierku. Słyszymy o miliardach na zdrowie, edukację, potężnych inwestycjach i niższych podatkach. Kiedy jednak opadają polityczne emocje, a do pracy przystępują księgowi z Ministerstwa Finansów, rzeczywistość boleśnie weryfikuje śmiałe plany. Zderzenie politycznych haseł z surowymi realiami budżetowymi rzuca zupełnie inne światło na to, które zapowiedzi naprawdę drenują państwową kasę, a które pozostają jedynie czystą teorią.

Gdy rząd spogląda w dokumenty finansowe, szybko okazuje się, że worek bez dna nie istnieje. Premier Donald Tusk podczas prac nad planowaniem wydatków państwa wielokrotnie podkreślał, że państwo ma sztywne priorytety, a sytuacja makroekonomiczna pozostaje wyjątkowo wymagająca. Wydatki na obronność, sięgające już około 5% PKB, stały się fundamentem, z którego nikt nie zamierza rezygnować. W cieniu tych gigantycznych kosztów militarnych inne popularne obietnice muszą czekać w kolejce albo wręcz trafiają do kosza.

Reklama

Gdzie uciekają najwięksi gracze, czyli kwota wolna i podatki

Jednym z najgłośniejszych haseł ostatnich lat była obietnica podniesienia kwoty wolnej od podatku z 30 tysięcy do 60 tysięcy złotych. Brzmiało to jak realny zastrzyk gotówki dla każdego pracującego Polaka. Problem polega na tym, że szacunki resortu finansów, na czele z ministrem Andrzejem Domańskim, szybko sprowadziły wyborców na ziemię. Brak tej zmiany w pełnym zakresie oznacza dla budżetu gigantyczną oszczędność, a dla obywateli utratę potencjalnych 3,6 tysiąca złotych rocznie w kieszeni.

Dlaczego tak się stało? Ministerstwo wyliczyło, że sam ten jeden krok kosztowałby państwową kaskę około 58,6 miliarda złotych ubytku rocznie. Przy obecnym, wysokim deficycie sektora finansów publicznych, realizacja tak kosztownego postulatów mogłaby zachwiać stabilnością całego państwa. Podobnie sprawa wygląda z opóźnianymi zmianami podatku Belki czy obiecywanymi modyfikacjami składek dla przedsiębiorców. Pieniądze z podatków muszą najpierw pokryć bieżące funkcjonowanie państwa i rosnące koszty dłuższego zadłużenia.

Bezpieczeństwo i zdrowie pochłaniają najwięcej

Nie wszystko da się jednak odłożyć na półkę. Wspomniane zbrojenia to dziś pozycja obowiązkowa. Kupno nowoczesnego sprzętu wojskowego, myśliwców czy systemów obronnych kosztuje setki miliardów złotych. Dla porównania, cena jednego nowoczesnego myśliwca F-35 oscyluje w okolicach 500 milionów złotych. Kiedy patrzy się na te liczby, łatwo zrozumieć, dlaczego brakuje funduszy na mniejsze, bardziej lokalne inicjatywy czy szeroko zakrojone ulgi podatkowe.

Reklama

Drugim potężnym pożeraczem publicznych pieniędzy jest ochrona zdrowia. Rząd zapowiada coroczne skokowe zwiększanie nakładów, w tym m.in. dodatkowe miliardy na poprawę funkcjonowania szpitali i realny wzrost wydatków o kilkanaście miliardów złotych w skali roku. Te pieniądze muszą jednak skądś pochodzić. Składki zdrowotne i podatki obywateli ledwo nadążają za rosnącymi kosztami medycyny, presją płacową w sektorze ochrony zdrowia oraz starzejącym się społeczeństwem.

Polityczna licytacja a twarde dane

Analitycy rynkowi i ośrodki analityczne, takie jak Forum Obywatelskiego Rozwoju czy Centrum Analiz Ekonomicznych (CenEA), regularnie podliczają skutki wdrażanych i planowanych reform. Z ich wyliczeń wynika prosty wniosek: najdroższe są te obietnice, które bezpośrednio ingerują w strukturalne dochody budżetu, czyli wszelkiego rodzaju obniżki stawek podatkowych, powroty do ryczałtowych składek zdrowotnych dla najbogatszych czy szerokie zwolnienia sektorowe.

Z kolei programy o charakterze czysto socjalnym czy transferowym, choć również obciążające, posiadają zazwyczaj wbudowane mechanizmy kontrolne lub są rozłożone w czasie. Ostatecznie rachunek za każdą polityczną obietnicę i tak płacimy wszyscy jako podatnicy – albo wprost w wyższych cenach i podatkach, albo pośrednio poprzez niedoinwestowanie innych dziedzin życia publicznego. Zanim więc uwierzymy w kolejne cudowne recepty na uzdrowienie naszej gospodarki, warto zajrzeć w arkusze kalkulacyjne Ministerstwa Finansów, gdzie kończy się polityczna retoryka, a zaczyna zwykła, twarda ekonomia.

KATEGORIE
TAGI
Udostępnij to

Komentarze

Wordpress (0)
Disqus (0 )