
Mieszkania od PKP z cenami od 70 tysięcy złotych. Gdzie jest haczyk?
W październiku 2026 roku Polskie Koleje Państwowe znów przyciągnęły uwagę osób szukających własnego kąta, wystawiając na sprzedaż pokaźną pulę lokali mieszkalnych w całej Polsce. Wśród ogłoszeń można znaleźć perełki z cenami wywoławczymi zaczynającymi się od około 70 tys. zł, co w erze rekordowych stawek na rynku nieruchomości brzmi jak finansowe koło ratunkowe. Zanim jednak rzucimy oszczędności na stół, warto przyjrzeć się bliżej temu, jak te transakcje wyglądają od kuchni.
Rozpiętość propozycji serwowanych przez kolejowy koncern jest ogromna. Z jednej strony pojawiają się oferty takie jak 55-metrowe mieszkanie w Wierzchowie za 70 tys. zł, z drugiej zaś lokale w ścisłych centrach miast, jak chociażby 26-metrowy lokal przy ulicy Chmielnej w Warszawie wyceniony na 490 tys. zł. Trzeba jednak pamiętać, że kwoty widniejące w ogłoszeniach to dopiero punkt wyjścia do dyskusji.
Przetargi i koszty ukryte, o których łatwo zapomnieć
Wszystkie nieruchomości z zasobów PKP sprzedawane są w trybie przetargowym. Oznacza to, że kwota startowa rzadko bywa tą ostateczną. Jeśli o dany lokal ubiega się kilku zainteresowanych, licytacja potrafi solidnie wyżyłować końcowy rachunek. Co więcej, większość tanich mieszkań z prowincji czy mniejszych miejscowości to klasyczne pustostany lub lokale wymagające kapitalnego remontu od fundamentów po dach. Wymiana instalacji, stolarki czy podłóg potrafi pochłonąć drugie tyle, co sama cena zakupu.
Dla kogo są te oferty? Analitycy rynku wskazują, że to opcja głównie dla lokalnych mieszkańców szukających taniego dachu nad głową, którzy potrafią samodzielnie przeprowadzić remont, lub dla cierpliwych inwestorów. Zakup kolejowego lokalu wymaga zimnej kalkulacji i policzenia wszystkich kosztów dodatkowych, bo okazyjna cena na papierze w zderzeniu z rzeczywistością budowlaną może szybko stracić swój blask.

