Nadgodziny mają swoją cenę – kto naprawdę na nich zarabia?

Nadgodziny mają swoją cenę – kto naprawdę na nich zarabia?

Zostajesz w biurze lub przy taśmie produkcyjnej dłużej, bo robota sama się nie zrobi? Nie jesteś wyjątkiem. Statystyki pokazują, że polski rynek pracy od lat mocno trzyma się w czołówce najbardziej zapracowanych w Europie. Według danych Eurostatu Polacy pracują średnio niemal 39,7 godziny tygodniowo, wyraźnie wyprzedzając pod tym względem zachodnich sąsiadów . Nadgodziny stały się stałym elementem krajobrazu zawodowego. Warto jednak zadać sobie proste pytanie: kto na tym układzie faktycznie korzysta?

Gdy ekstra godziny stają się codziennością

Zostawianie w firmie dodatkowego czasu rzadko wynika z czystej miłości do obowiązków. Badania rynkowe, w tym analizy przeprowadzone przez platformę LiveCareer, pokazują, że ponad 60 procent pracowników przyznaje się do regularnego robienia nadgodzin . Co ciekawe, w niektórych branżach, takich jak przemysł czy edukacja, odsetek ten potrafi skoczyć nawet do poziomu 75-76 procent .

Reklama

Część osób decyduje się na ten krok z bardzo prozaicznego powodu: chęci podreperowania domowego budżetu. Inflacja i koszty życia sprawiają, że dodatkowe stawkowe lub nadliczbowe są dla wielu jedyną drogą do spięcia mieszkanych wydatków. Druga strona medalu bywa jednak ciemniejsza. Blisko jedna trzecia pracowników wykonujących zadania po godzinach nie dostaje za ten czas ani grosza dodatkowego wynagrodzenia . I tu pojawia się kluczowy zgrzyt.

Kto tu naprawdę zarabia?

Kiedy pracownik zostaje po godzinach „charytatywnie”, zysk ma zazwyczaj tylko jedna strona. Z perspektywy biznesu darmowe nadgodziny to czysty zysk operacyjny. Firma zyskuje dodatkowe zasoby ludzkie bez ponoszenia kosztów etatowych, rekrutacyjnych czy składek. Zamiast zatrudnić kolejną osobę i rozłożyć zadania, organizacja wyciąga darmową wydajność ze stali i nerwów obecnego zespołu.

Z kolei menedżerowie średniego szczebla często patrzą na nadgodziny przez pryzmat własnych KPI oraz terminów narzuconych z góry. Jeśli projekt zostanie zamknięty na czas dzięki darmowemu wysiłkowi podwładnych, dyrekcja przyzna premię, a słupki w raporcie dadzą powody do zadowolenia. Koszt tego sukcesu ponosi jednak pracownik, który traci czas, zdrowie i relacje rodzinne.

Reklama

Kultura obecności zamiast efektywności

W wielu miejscach pracy wciąż silnie trzyma się tak zwana kultura obecności. Przełożeni krzywo patrzą na osobę, która wybiórczo o godzinie 16:00 zamyka komputer i wychodzi do domu. Zamiast rozliczać zespół z realnych efektów i dowiezionych zadań, ocenia się go po tym, jak długo świeci się światło nad jego biurkiem.

To błędne koło. Pracownicy zostają dłużej nie dlatego, że mają mnóstwo pracy, ale ze strachu przed oceną lub utratą posady. Jak wskazują cykliczne badania rynku pracy Randstad czy ADP, obawa przed zwolnieniem skutecznie paraliżuje ludzi przed upominaniem się o swoje prawa czy odmówieniem pracy w dni wolne .

Cena, której nie da się spłacić przelewem

Nadgodziny mają swoją realną cenę, której nie da się zrekompensować żadną premią. Przewlekłe zmęczenie prowadzi do spadku koncentracji, a stąd już krótka droga do błędów, które w biznesie potrafią kosztować najwięcej. Organizm prędzej czy później wystawi rachunek w postaci wypalenia zawodowego, problemów ze snem czy pogorszenia relacji z najbliższymi.

Zanim więc następnym razem weźmiesz na siebie kolejny projekt robiony na wczoraj, warto zatrzymać się i pomyśleć, czy gra jest warta świeczki. Czas, który oddajesz firmie za darmo lub w cenie permanentnego stresu, to waluta, której nikt Ci nie zwróci.

KATEGORIE
TAGI
Udostępnij to

Komentarze

Wordpress (0)
Disqus ( )