
Praca po 60. roku życia – problem społeczny czy szansa dla gospodarki?
Gdy myślimy o polskim rynku pracy, rzadko kiedy widzimy na nim osobę po sześćdziesiątce. Przez lata utrwaliliśmy w głowach prosty schemat: szkoła, praca, a tuż po przekroczeniu magicznej granicy wieku zasłużony odpoczynek na emeryturze. Tyle że ten tradycyjny model sypie się na naszych oczach pod naporem liczb. Według danych Głównego Urzędu Statystycznego polskie społeczeństwo błyskawicznie się starzeje, a udział osób w wieku 60 lat i więcej zbliża się już do jednej trzeciej całej populacji. W tym samym czasie na rynku brakuje rąk do pracy, a pracodawcy zmagają się z rekordowymi dziurami kadrowymi.
Zamiast traktować wiek emerytalny jako nieprzekraczalną metę, powinniśmy spojrzeć na niego jak na początek zupełnie nowego rozdziału. Co ciekawe, same liczby pokazują spory rozziew między rzeczywistością a naszymi wyobrażeniami. Z raportów Polskiego Instytutu Ekonomicznego wynika, że zaledwie co szósty Polak w wieku 60+ faktycznie kontynuuje aktywność zawodową. Zupełnie inaczej wygląda to w deklaracjach samych zainteresowanych. Badania agencji zatrudnienia Job Impulse wskazują, że aż 71 proc. osób po 60. roku życia chce pracować. Nie robią tego wyłącznie dla pieniędzy, choć dodatkowy dochód ma ogromne znaczenie. Chodzi także o rutynę, kontakty z ludźmi oraz potrzebę czucia się po prostu potrzebnym.
Skoro chęci są tak duże, dlaczego statystyki zatrudnienia w tej grupie wciąż kuleją? Winny jest system oraz głęboko zakorzenione stereotypy. W świadomości wielu rekruterów wciąż pokutuje przekonanie, że pracownik po sześćdziesiątce gorzej radzi sobie z technologiami albo częściej choruje. Tymczasem twarde dane ZUS i niezależne analizy demograficzne pokazują coś zupełnie innego – na zwolnieniach lekarskich najczęściej lądują wcale nie seniorzy, lecz osoby trzydziestoletnie. Co więcej, nowoczesne technologie dawno przestawiły się na przyjazne interfejsy, z których seniori korzystają na co dzień, chociażby za sprawą bankowości mobilnej czy smartfonów.
Spójrzmy na to z perspektywy gospodarczej. Polska stoi przed potężnym wyzwaniem demograficznym, a współczynnik obciążenia demograficznego rośnie w oczach. Bez wykorzystania potencjału doświadczonych pracowników stabilność systemu ubezpieczeń społecznych stanie pod dużym znakiem zapytania. Praca po sześćdziesiątce nie jest więc socjalnym problemem, który trzeba ukryć pod dywan, lecz gigantyczną szansą na załatanie dziur w budżecie państwa i firmach. Zespoły międzypokoleniowe, w których świeże spojrzenie młodych pracowników miesza się z wieloletnią praktyką starszych kolegów, zyskują na efektywności, co potwierdzają liczne analizy rynkowe.
Kluczem do zmiany tej sytuacji nie jest przymus ani podnoszenie wieku emerytalnego za wszelką cenę, ale elastyczność. Osobom po sześćdziesiątce rzadko uśmiecha się etat na pełnych obrotach przez pięć dni w tygodniu po osiem godzin. O wiele większym zainteresowaniem cieszą się lżejsze formy zatrudnienia, kontrakty projektowe czy niepełny wymiar godzin. Jeśli polski biznes i instytucje państwowe dostosują warunki do realnych potrzeb oraz możliwości tej grupy, zyskają lojalnych, odpowiedzialnych i niezwykle cennych ekspertów, a gospodarka złapie tak potrzebny oddech.

