
Port w Gdańsku i pieniądze płynące razem z towarem
Gdy myślimy o porcie, zazwyczaj widzimy wielkie statki, rzędy kolorowych kontenerów i powoli obracające się dźwigi. To obrazek dobry na plakat, ale pomijający to, co najważniejsze. Za każdym rozładowanym tonażem idą konkretne przepływy pieniężne, które realnie zasilają polską kieszeń. Wystarczy przyjrzeć się bliżej temu, co dzieje się nad Motławą i Zatoką Gdańską, by zrozumieć, że towary zwożone z całego świata to dla nas coś więcej niż tylko stal czy paliwa.
Wystarczy spojrzeć na najnowsze dane. Tylko w pierwszym półroczu 2026 roku Port Gdańsk obsłużył 41,7 mln ton ładunków, co oznacza solidny, 9-procentowy wzrost w porównaniu do analogicznego okresu roku ubiegłego. W tym świecie miliony ton oznaczają miliony, a czasem miliardy złotych krążące w gospodarce. Skala tego zjawiska przestaje być abstrakcyjna, gdy zaglądnziemy do niezależnych analiz finansowych.
Port, który waży w budżecie państwa
Ciekawe wnioski przynosi raport przygotowany przez PwC Polska, który bierze pod lupę realny wpływ gdańskiego portu na krajowe finanse. Okazuje się, że sama obsługa ładunków i powiązane z nią podatki generują dla budżetu państwa gigantyczne kwoty. Tylko w 2024 roku wpłynęło z tego tytułu aż 44,6 mld zł, co stanowiło imponujące 6,5 proc. całkowitych dochodów budżetu państwa.
Aby lepiej to sobie wyobrazić bez sięgania po skomplikowane wykresy, spójrzmy na proste porównanie. Kwota 44,6 mld zł to równowartość pozwalająca na wybudowanie w kraju około 100 tysięcy mieszkań komunalnych. To także ponad 70 proc. rocznego budżetu programu Rodzina 800+, którego koszt oscyluje wokół 63 mld zł. Towar spływający na nabrzeża nie tylko zapełnia magazyny, ale bezpośrednio finansuje codzienne funkcjonowanie państwa.
Do tego dochodzi ogólny wkład portu w polski PKB. Zgodnie z wyliczeniami analityków, Port Gdańsk generuje rocznie około 20,5 mld zł wkładu do gospodarki, co pod względem efektu ekonomicznego można śmiało porównać do funkcjonowania sporego, kilkusettysięcznego miasta.
Paliwa, kontenery i mniejsze strumienie pieniędzy
Struktura tego, co przypływa do Gdańska, pokazuje, na czym zarabiamy najwięcej. Niemal połowę, bo dokładnie 45 proc. całości przeładunków w pierwszym półroczu 2026 roku, stanowiły paliwa płynne (osiągając wolumen 18,8 mln ton). To krwioobieg naszego bezpieczeństwa energetycznego, wokół którego kręcą się wielkie transakcje rafinerii i firm paliwowych.
Drugim potężnym filarem jest drobnica – w tym przede wszystkim kontenery obsługiwane przez największy na Morzu Bałtyckim terminal Baltic Hub, który w pierwszych sześciu miesiąцах 2026 roku obsłużył blisko 1,6 mln TEU (wzrost o 23 proc.). Drobnica odpowiada za 36 proc. portowego tortu, rosnąc o solidne 17 proc. r/r do poziomu 15,2 mln ton. Zamiast nudnych statystyk warto zauważyć, że za każdą skrzynką kontenerową kryje się elektronika, odzież czy części maszyn, które trafiają do sklepów w całej Europie Środkowej, zostawiając marże w polskich firmach logistycznych i spedycyjnych.
Co ciekawe, skoki notuje się także w niszowych segmentach. Przeładunki węgla w pierwszym półroczu 2026 roku skoczyły o 51 proc. (do 4,3 mln ton) m.in. przez specyficzne warunki zimowe, a rekordzistą dynamiki okazało się drewno ze wzrostem o 178 proc. Każda zmiana na rynkach surowcowych natychmiast rezonuje w przychodach operatorów.
Miejsca pracy i ludzka twarz logistyki
Pieniądze z towarów to również miejsca pracy dla realnych ludzi. Sam Port Gdańsk w spółkach stricte operacyjnych i portowych zatrudnia bezpośrednio około 16 tysięcy osób. Jednak efekt domina sięga znacznie dalej. Badania rynku pracy pokazują, że gdański port wspiera łącznie ponad 84 tysiące miejsc pracy w skali całego kraju.
Kierowcy tirów, pracownicy agencji celnych, serwisanci sprzętu przeładunkowego, kolejarze prowadzący składy towarowe w głąb lądu – wszyscy oni czerpią zyski z faktu, że statek z Dalekiego Wschodu czy Ameryki wybrał właśnie polskie nabrzeże zamiast zachodnioeuropejskich hubów w Hamburgu czy Rotterdamie. Pieniądze płynące razem z towarem nie znikają w korporacyjnych chmurach. Ostatecznie trafiają do portfeli tysięcy pracowników, którzy wydają je lokalnie, napędzając wewnętrzną gospodarkę.

