Kto naprawdę zarabia na podatku liniowym? Nowe dane rozgrzewają debatę o podatkach

Kto naprawdę zarabia na podatku liniowym? Nowe dane rozgrzewają debatę o podatkach

Rozliczenie podatkowe w Polsce od lat przypomina układankę, w której najwięcej do powiedzenia mają ci najbogatsi. Dyskusja o tym, czy stała stawka dla przedsiębiorców ma sens ekonomiczny, powraca jak bumerang za sprawą nowych analiz naukowych. Z badań przeprowadzonych przez ekonomistów z Wydziału Nauk Ekonomicznych Uniwersytetu Warszawskiego – prof. Michała Brzezińskiego oraz dra hab. Leszka Morawskiego – wynika, że koszt funkcjonowania stawki liniowej w obecnym kształcie jest ogromny.

W samym 2022 roku państwowy budżet zanotował uszczuplenie rzędu **19,1 mld zł**. O tyle mniej zapłacili w PIT i składce zdrowotnej biznesmeni rozliczający się za pomocą 19-procentowej „liniówki” w porównaniu do scenariusza, w którym musieliby podporządkować się klasycznej skali podatkowej. Najciekawsze kryje się jednak w strukturze tych oszczędności.

Reklama

Miliony dla nielicznych

Zamiast wspierać małe, osiedlowe sklepiki czy początkujących rzemieślników, główną pulę zysków zagospodarowuje ścisła czołówka dochodowa. Wyliczenia badaczy z UW pokazują bezwzględną statystykę: aż **71 proc. całej kwoty ulgi** trafiło do zaledwie **10 proc. najlepiej zarabiających** podatników korzystających z tej formy. Przekłada się to średnio na około **270 tys. zł rocznie** czystego zysku na jedną osobę z tej grupy.

Gdy spojrzymy jeszcze wyżej, na sam top, czyli górny **1 proc. podatników** (około 5 tysięcy osób), skala robi wrażenie jeszcze większe. Ta wąska grupa zgarnęła **30 proc. całkowitej korzyści**, co daje średnio ponad **1,1 mln zł na głowę**. Jak celnie podsumował prof. Brzeziński w rozmowie z „Rzeczpospolitą”, mamy tu do czynienia z dosłownym mechanicznym wsparciem dla milionerów.

Dlaczego budżetowi tak trudno odzyskać te pieniądze?

Kiedy pojawiają się głosy o ewentualnej likwidacji podatku liniowego, łatwo wpaść w pułapkę myślenia, że taki ruch natychmiast załata dziurę w finansach publicznych. Rzeczywistość okazuje się bardziej skomplikowana. Ekonomiści wyliczają, że prosta likwidacja tego mechanizmu mogłaby przynieść kasie państwa zaledwie około **6,3 mld zł rocznie**. Skąd taka różnica względem 19 mld zł kosztów? System naczyń połączonych w polskim prawie podatkowym sprawia, że po zmianie przepisów część firm mogłaby uciec w inne formy rozliczeń, takie jak ryczałt od przychodów ewidencjonowanych, albo drastycznie zoptymalizować koszty prowadzenia działalności.

Reklama

Warto też pamiętać, jak wygląda mechanika samej „liniówki”. Osoby zarabiające mniej, na przykład do **120 tys. zł rocznie**, na podatku liniowym de facto przepłacają w porównaniu do skali podatkowej, bo tracą kwotę wolną oraz ulgi, a ich stawka wynosi sztywne 19 proc. zamiast 12 proc. Dopiero powyżej tego progu, gdzie skala rośnie do **32 proc.**, liniowy PIT staje się finansowym strzałem w dziesiątkę. Do tego dochodzi składka zdrowotna wynosząca na liniówce **4,9 proc. dochodu**.

Dyskusja o podatku liniowym nie dotyczy więc rzeszy zwykłych Kowalskich prowadzących jednoosobowe firmy, lecz najbogatszych graczy na rynku. Z punktu widzenia politycznego ruszenie tego tematu to grząski grunt, a z ekonomicznego – operacja wymagająca chirurgicznej precyzji, by nie zabić przedsiębiorczości, a jednocześnie bardziej sprawiedliwie rozłożyć ciężary podatkowe.

Źródło: www.parkiet.com

KATEGORIE
TAGI
Udostępnij to

Komentarze

Wordpress (0)
Disqus ( )