
Samotność ma swoją cenę – ekonomia życia w pojedynkę.
Wolność, święty spokój, nikt nie marudzi o zostawione kubki w zlewie i pełna kontrola nad pilotem do telewizora. Brzmi jak plan idealny? Dla miliona Polaków to codzienność. Jednoosobowe gospodarstwa domowe stanowią już około 35 procent wszystkich domów w kraju. Zjawisko to przestaje być niszową ciekawostką statystyczną, a staje się fundamentem nowej rzeczywistości demograficznej. Statystyki nie kłamią, ale rzadko pokazują to, co kryje się na dnie domowego budżetu. Samotność ma swoją wymierną, rynkową cenę, której wysokość zaskakuje niejednego zwolennika pełnej niezależności.
Gdy wchodzimy do marketu, mechanizmy ekonomiczne zaczynają grać na naszą niekorzyść. Gospodarstwa wieloosobowe korzystają z tak zwanego efektu skali. Kupowanie większych opakowań, dzielenie kosztów stałych czy optymalizacja zużycia energii to luksusy, na które singiel nie może liczyć. Według analiz rynkowych koszty podstawowego koszyka zakupowego dla jednej osoby regularnie szybują w górę. Przykładowo, comiesięczne wydatki na najpotrzebniejsze artykuły spożywcze i chemiczne dla singla potrafią pochłonąć znaczną część pensji minimalnej, oscylując wokół 700-770 zł samych wydatków sklepowych. W skali roku robi się z tego poważna kwota, zwłaszcza gdy dodamy do tego fakt, że mniejsze opakowania w sklepach w przeliczeniu na kilogram czy litr są po prostu droższe.
Największym pożeraczem portfela singla są jednak koszty mieszkaniowe. Wynajem kawalerki czy zakup mniejszego lokalu na kredyt nie skaluje się liniowo. Ogrzewanie, czynsz administracyjny czy opłaty za prąd i szybki internet rozkładają się w parze na dwie osoby, co daje o połowę mniejsze obciążenie na głowę. Singiel płaci za całą przestrzeń sam. Z wyliczeń Instytutu Pracy i Spraw Socjalnych wynika, że koszty utrzymania jednej osoby w wieku produkcyjnym sięgają ponad 2 tysięcy złotych miesięcznie w ramach skromnego minimum socjalnego. Co ciekawe, niemal dwie trzecie różnicy w kosztach życia między singlem a gospodarstwem dwuosobowym wynika właśnie z utrzymania czterech ścian.
Ekonomia życia w pojedynkę odbija się również na poziomie stresu finansowego. Z badania zrealizowanego dla Rejestru Dłużników BIG InfoMonitor wynika, że osoby żyjące w pojedynkę znacznie częściej deklarują problemy z wiązaniem końca z końcem. Aż 24 procent singli przyznaje, że ich budżet jest bardzo skromny lub muszą sobie odmawiać wielu rzeczy, podczas gdy w parach ten problem dotyczy 16 procent respondentów. Utrata pracy w duecie oznacza bufor bezpieczeństwa w postaci drugich dochodów. Singiel zostaje sam na placu boju z hipoteką, czynszem i rachunkami, co drastycznie podnosi poziom lęku o jutro.
Do rachunku ekonomicznego trzeba dopisać jeszcze jeden element, o którym rzadko mówi się wprost. To koszty zdrowotne i społeczne. Raporty dotyczące dobrostanu psychicznego wskazują, że przewlekła samotność generuje realne straty dla gospodarki, m.in. poprzez spadek produktywności czy częstsze zwolnienia lekarskie wynikające ze stresu i obciążenia psychicznego. Państwo i biznes tracą przez to miliardy złotych rocznie. Wolność i niezależność są bezcenne, ale w praktyce okazują się jednym z najdroższych towarów na współczesnym rynku.

