
Amerykańscy politycy krzyżują szyki inwestorom. Co wybory w USA zmieniają na giełdzie?
Amerykańska giełda wchodzi w gorący okres. Zbliżające się wielkimi krokami wybory połówkowe w Stanach Zjednoczonych sprawiają, że inwestorom mocniej bije serce. Na parkietach widać ostrożność, bo stawką jest nie tylko układ sił w Kongresie, ale też stabilność portfeli milionów ludzi na całym świecie. Rynek zastanawia się, czy nadchodzące głosowanie sprowadzi główne indeksy w dół, czy może stanie się iskrą do kolejnych wzrostów.
Przedsiębiorstwa i fundusze nie lubią niespodzianek, a kampania wyborcza za oceanem dostarcza ich aż nadto. Jak celnie ujął to główny strateg rynkowy Carson Group, Ryan Detrick, w tym starciu nie liczą się partyjne barwy – dla graczy giełdowych liczy się wyłącznie kolor zielony, czyli zyski. Mimo to polityczne przetasowania potrafią mocno namieszać w konkretnych branżach.
Kto zyska, a kto straci na zmianach w Waszyngtonie?
Analitycy rynkowi najczęściej wskazują na scenariusz zakładający tak zwany polityczny klincz, czyli podział władzy. Oznacza to najczęściej sytuację, w której Izba Reprezentantów przechodzi w ręce Demokratów, podczas gdy Senat pozostaje lojalny wobec Republikanów. Dla inwestorów to całkiem wygodna opcja. Dlaczego? Ponieważ taki układ skutecznie blokuje nagłe, rewolucyjne zmiany w prawie podatkowym czy gospodarczym. Brak radykalnych ruchów legislacyjnych oznacza święty spokój dla rynków.
Zupełnie inaczej wygląda sytuacja w przypadku poszczególnych sektorów. Dobrym przykładem są spółki zbrojeniowe. Kiedy w sondażach rosną szanse Demokratów, akcje firm obronnych dostają zadyszki. Inwestorzy zakładają wtedy, że ambitne plany gigantycznych dopłat do armii mogą trafić do kosza. Podobnie dzieje się z tradycyjną energetyką czy sektorem finansowym, które mocno reagują na każdą zmianę politycznego wiatru.
Co na to historia? Wnioski mogą zaskoczyć
Mimo że przed samą elekcją nerwowość rośnie, dane historyczne potrafią skutecznie ostudzić emocje. Statystyki pokazują ciekawą zależność. Wybory połówkowe w USA zazwyczaj działają jak oczyszczający burzowy deszcz. Kiedy niepewność znika, kapitał śmielej wraca do gry.
Z wyliczeń opartych na danych rynkowych wynika, że w przeszłości po każdych wyborach midterms amerykański indeks S&P 500 w dłuższej perspektywie radził sobie solidnie. Co więcej, rok następujący bezpośrednio po takim głosowaniu często zapisuje się w podręcznikach jako jeden z najsilniejszych w całym cyklu prezydenckim. Zamiast panikować i szukać czarnych scenariuszy, warto pamiętać, że giełda w dłuższym terminie potrafi trawić polityczne zawirowania znacznie lepiej, niż sugerują to codzienne nagłówki gazet.
Źródło: www.fxmag.pl

