
Miliony z dobroczynności. Jak działa mechanizm finansowy wokół Fundacji Siepomaga?
Działalność charytatywna kojarzy się nam głównie z oddaniem, społecznym zacięciem i pomaganiem potrzebującym. Gdy jednak w grę wchodzą setki milionów złotych, filantropia zaczyna przypominać potężny mechanizm biznesowy. Ostatnie doniesienia medialne rzuciły światło na finanse Fundacji Siepomaga oraz powiązanej z nią spółki technologicznej Fundigic, należącej do liderów organizacji – Patryka i Moniki Urbanów.
Skala działalności robi wrażenie. W 2025 roku na konta fundacji wpłynęło ponad 564 miliony złotych. Organizacja standardowo pobiera do 6 procent prowizji od wpłat na cele statutowe, utrzymanie serwisu oraz obsługę płatności. Okazuje się jednak, że istotna część tych środków trafia do prywatnej spółki świadczącej usługi informatyczne i administracyjne na rzecz fundacji.
Prywatna spółka i milionowe dywidendy
Z ustaleń dziennikarzy wynika, że Patryk i Monika Urbanowie posiadają łącznie 92 proc. udziałów w spółce Fundigic (działającej wcześniej jako Siepomaga sp. z o.o.). Firma ta odpowiada za obsługę IT, księgowość oraz – co kluczowe – sprzedaż licencji na oprogramowanie do prowadzenia zbiórek. W 2025 roku spółka zanotowała blisko 25 milionów złotych zysku netto przy przychodach rzędu 65 milionów złotych.
Wielkość wypłat dla właścicieli wzbudza dyskusje w środowisku prawniczym i gospodarczym. W ciągu trzech lat (2023-2025) małżeństwo wypłaciło sobie ze spółki ponad 23 miliony złotych dywidend. Sam rok 2025 przyniósł im ponad 11,3 miliona złotych z tego tytułu. Do tego dochodzą wynagrodzenia oraz kontrakt menedżerski Patryka Urbana, z którego w latach 2023-2025 wypłacono niemal 3 miliony złotych.
Gdzie przebiega granica konfliktu interesów?
Eksperci od lat wskazują, że łączenie funkcji zarządczych w organizacji pożytku publicznego z posiadaniem prywatnej firmy obsługującej tę organizację rodzi poważne pytania o przejrzystość. Z jednej strony fundacja powinna dążyć do minimalizowania kosztów operacyjnych, aby jak najwięcej środków trafiało do potrzebujących. Z drugiej strony właściciele spółki dostarczającej usługi mają uzasadniony cel biznesowy w postaci generowania zysków.
Adwokaci i analitycy rynku zauważają, że nawet rynkowe stawki za licencje czy usługi nie ucinają wszystkich wątpliwości etycznych. Kluczowe pozostaje pytanie, czy warunki współpracy podlegają niezależnej i rzetelnej kontroli. Przedstawiciele fundacji odpierają zarzuty, wskazując na stabilność operacyjną oraz fakt, że koszty mieszczą się w standardach rynkowych, a organizacja pomyślnie przechodzi oficjalne kontrole.
Sprawa ta pokazuje, jak cienka bywa linia między nowoczesnym zarządzaniem dużym projektem a prywatnym biznesem opartym na strukturach non-profit. Pokazuje też, że transparentność finansowa w polskim sektorze pozarządowym staje się tematem, obok którego trudno przejść obojętnie.

