
Amerykańskie dane mącą na walutach. Co dzieje się z kursem dolara i złotym?
Ostatnie dni na rynku walutowym przypominają emocjonujący rollercoaster. Najpierw obserwowaliśmy szybki wystrzał dolara, który po publikacji mocniejszych od oczekiwań danych o inflacji CPI w Stanach Zjednoczonych testował okolice 3,93 zł, by chwilę później gwałtownie zawrócić. Taka huśtawka nastrojów pokazuje, jak nerwowo inwestorzy reagują na każde nowe wieści zza oceanu.
Głównym paliwem dla ostatniej zmienności były odczyty makroekonomiczne. Wrześniowa inflacja konsumencka w USA sięgnęła 3,7 proc. w ujęciu rocznym, przewyższając rynkowe prognozy zakładające 3,6 proc. To natychmiast rozbudziło obawy, że Rezerwa Federalna (Fed) będzie musiała dłużej utrzymać restrykcyjną politykę monetarną lub sięgnąć po kolejne podwyżki stóp procentowych. Reakcja giełd i rynku walutowego była natychmiastowa – amerykańska waluta zyskała na szerokim rynku, a rentowności tamtejszych obligacji skoczyły w górę.
Korekta i spadek poniżej ważnej granicy
Sytuacja zmieniła się jednak szybciej, niż wielu się spodziewało. W kolejnych dniach kurs USD/PLN zanotował wyraźne cofnięcie, spadając poniżej psychologicznego poziomu 3,90 zł i lądując w okolicach 3,8950 zł. Skąd ta nagła zmiana frontu?
Eksperti rynkowi wskazują, że kluczem okazał się spadek rentowności amerykańskich obligacji skarbowych. 10-letnie papiery zanotowały zniżkę do poziomu około 5,08%, co skłoniło kapitał do ucieczki w stronę bezpiecznych aktywów i wyhamowało rajd zielonego baka. Dodatkowo inwestorzy zaczęli brać pod uwagę fakt, że wyceny dolara były już mocno rozgrzane, a rynkowy RSI zbliżał się do stref wykupienia.
Jak w tym wszystkim odnajduje się polski złoty?
Na krajowym podwórku sytuacja wygląda stosunkowo stabilnie, choć presja zewnętrzna robi swoje. O ile relacja USD/PLN mocno faluje pod dyktando danych z USA, o tyle złoty wobec euro trzyma się w dość wąskiej konsolidacji. Analitycy bankowi podkreślają jednak, że potencjał do głębszej aprecjacji naszej rodzimej waluty jest w tej chwili mocno ograniczony. Przeszkodą pozostają:
- podwyższone ryzyko geopolityczne w regionie,
- niepewność wokół sytuacji fiskalnej w Europie (m.in. we Francji),
- wahania na rynkach akcji technologicznych i powiązanych ze sztuczną inteligencją.
Przed rynkiem wciąż pozostaje seria kolejnych odczytów z gospodarki USA, w tym dane o wrześniowej inflacji PPI czy krajowym rynku pracy. Oznacza to tyle, że obecny spokój może być tylko chwilowym przystankiem przed kolejną falą nerwowości na wykresach walutowych.
Źródło: www.fxmag.pl

