
Wrześniowa iluzja na giełdzie: Indeks trzyma fason, a portfele krwawią
Kiedy patrzysz na główny wykres amerykańskiego indeksu **S&P 500** po zakończeniu września, możesz odnieść wrażenie, że na giełdzie panował zwykły, nudny porządek. Benchmark zanotował bowiem minimalny spadek rzędu **0,5%**. Jednak to statystyczne złudzenie skrywa obraz zupełnie innej rzeczywistości, z którą mierzyła się większość inwestorów.
Pod rynkową powierzchnią rozegrała się prawdziwa wyprzedaż. Aż **75% spółek** wchodzących w skład tego prestiżowego indeksu zakończyło wrzesień na minusie. Sektor finansowy zanotował głęboki spadek o **7,3%**, nieruchomości osunęły się o **6,7%**, a tradycyjne spółki użyteczności publicznej straciły **6,1%**. Jak to możliwe, że przy tak szerokiej fali przecen główny wskaźnik niemal tego nie zauważył?
Odpowiedź tkwi w mechanice samej giełdy i bezwzględnej koncentracji kapitału na samej górze. Współczesne indeksy giełdowe są ważone kapitalizacją rynkową. Oznacza to, że gigantyczne technologiczne korporacje mają w nich gigantyczną siłę głosu. Kiedy wąska grupa największych liderów technologicznych radzi sobie dobrze, z powodzeniem ciągnie cały wózek w górę, nawet jeśli trzy czwarte firm w tym samym czasie traci na wartości.
Wrzesień po raz kolejny udowodnił, że ma swoje kaprysy, które analitycy rynkowi od lat nazywają giełdową klątwą. Statystyki historyczne pokazują, że ten miesiąc niemal regularnie przynosi schłodzenie nastrojów. Tyle że tym razem ból był rozłożony bardzo nierówno. Inwestorzy, których portfele opierały się na tradycyjnych sektorach gospodarki czy mniejszych spółkach, odczuli mocne uderzenie, podczas gdy bierni obserwatorzy głównego wykresu widzieli jedynie kosmetyczną korektę.
To doskonały powód, by pamiętać o prostej zasadzie: pojedynczy wskaźnik rzadko opowiada całą historię. Zanim uwierzysz w absolutną stabilizację rynku, warto czasem zajrzeć pod maskę i sprawdzić, czym faktycznie napędzany jest ten ruch.
Źródło: www.fxmag.pl

