
Paradoks Wysp Brytyjskich. Jak polityczna obietnica rozminęła się z demograficzną rzeczywistością
Hasło odzyskania kontroli nad granicami było jednym z głównych paliw napędowych kampanii przed referendum w 2016 roku. Zwolennicy wyjścia Wielkiej Brytanii z Unii Europejskiej przekonywali, że pożegnanie ze wspólnotowym mechanizmem swobodnego przepływu osób pozwoli rządom w Londynie samodzielnie zarządzać napływem obcokrajowców i radykalnie go ograniczyć. Rzeczywistość okazała się jednak zaskakująco inna, tworząc gospodarczy i polityczny bumerang, z którym kolejne gabinety próbują sobie poradzić.
Zmieniony kierunek napływu
Statystyki publikowane przez brytyjski urząd statystyczny ONS pokazują zaskakujące zjawisko. Owszem, migracja z państw Unii Europejskiej zaczęła drastycznie spadać, a od dłuższego czasu saldo dla obywateli z UE jest wręcz ujemne – więcej osób wyjeżdża z Wysp, niż do nich przyjeżdża. Wolne miejsca na rynku pracy szybko jednak zagospodarowali obcokrajudcy z państw spoza wspólnoty.
W efekcie w kolejnych latach po formalnym wdrożeniu nowego systemu punktowego notowano rekordowe skoki napływu ludności. Zamiast pracowników z Europy Środkowej czy Wschodniej, do Wielkiej Brytanii masowo zaczęli napływać obywatele z odległych geograficznie i kulturowo regionów Azji oraz Afryki. Najnowsze dane za rok kończący się w grudniu 2025 roku wskazują, że roczne saldo migracji netto oszacowano na poziomie 171 tysięcy osób. To wyraźny spadek względem historycznego szczytu z marca 2023 roku, kiedy to wskaźnik ten osiągnął niebotyczny pułap blisko 944 tysięcy osób, pokazując jednak, że rynek pracy i gospodarka wciąż silnie polegają na zagranicznych kadrach.
Trzy scenariusze dla Londynu
Utrzymująca się presja demograficzna sprawia, że politycy w Londynie tkwią w politycznym zaułku. Eksperci zajmujący się gospodarką i polityką międzynarodową wskazują, że przed brytyjskim rządem stoją w zasadzie trzy trudne ścieżki. Pierwsza to dalsze uszczelnianie systemu wizowego i drastyczne cięcia w sektorach usługowych oraz opiekuńczych, co grozi jednak paraliżem kluczowych gałęzi gospodarki, takich jak publiczna służba zdrowia NHS. Druga opcja to pełna akceptacja modelu społeczeństwa wielokulturowego opartego na globalnej rekrutacji pracowników.
Trzecia droga, choć przez wielu polityków wciąż traktowana jako polityczne tabu, coraz głośniej pojawia się w kuluarowych debatach analityków. Mowa o powolnym, strukturalnym zbliżeniu handlowo-gospodarczym, a w perspektywie lat nawet powrocie do unijnych struktur rynkowych, który na nowo uregulowałby zasady przepływu siły roboczej z Europy. Brytyjski eksperyment pokazuje, że proste zamknięcie jednych drzwi w globalnym świecie rzadko przynosi oczekiwane ukojenie, a ekonomia często weryfikuje nawet najgłośniejsze polityczne hasła.
Źródło: www.fxmag.pl

