
Praca na końcu świata. Płacą nawet 11 tysięcy złotych za liczenie pingwinów i życie bez bieżącej wody
Marzy Ci się zmiana otoczenia, ale standardowe oferty korporacyjne wywołują u Ciebie ziewanie? Brytyjska organizacja charytatywna UK Antarctic Heritage Trust co roku organizuje rekrutację, która totalnie wyróżnia się na tle tradycyjnego rynku pracy. Poszukują śmiałków do prowadzenia placówki na Półwyspie Antarktycznym .
Chodzi o legendarną bazę Port Lockroy na malowniczej wyspie Goudiera . Oferta brzmi jak scenariusz filmu awanturniczego, ale to jak najbardziej jawna propozycja zawodowa. Zarobki wahają się od 1,7 tys. do 2,5 tys. euro miesięcznie, co w przeliczeniu daje w granicach 7,5 do 11 tys. zł . Do tego organizacja w pełni pokrywa koszty zakwaterowania, wyżywienia oraz specjalistycznej odzieży chroniącej przed trzaskającym mrozem .
Co właściwie robi się na Antarktydzie?
Zakres obowiązków brzmi osobliwie, bo łączy biurokrację z dziką przyrodą. Wybrany w rekrutacji zespół, liczący zazwyczaj od 4 do 5 osób , zajmuje się obsługą turystów przypływających statkami ekspedycyjnymi , zarządzaniem najdalej wysuniętą na południe placówką pocztową świata (tzw. Penguin Post Office) oraz prowadzeniem lokalnego muzeum . Najbardziej osobliwym zadaniem jest jednak systematyczne liczba gniazd, jaj oraz samych pingwinów, które tłumnie zamieszkują okolicę w ramach długoletnich programów monitoringu przyrodniczego .
Kontrakty zawierane są zazwyczaj na okres australijskiego lata, czyli od listopada do marca . Choć brzmi to jak egzotyczne wakacje, rzeczywistość na miejscu bywa surowa.
Wygody zostają w domu
Zanim ktoś skusi się wizją zarobku i spakuje walizkę, musi wiedzieć o kilku twardych ograniczeniach. W bazie nie ma bieżącej wody . Zapasy wody pitnej są dowożone statkami , a standardowy pryzmat higieny wygląda tak, że kąpiel bierzemy średnio raz w tygodniu . Zapomnij też o stałym, szybkim internecie czy zasięgu w smartfonie – kontakt ze światem zewnętrznym jest mocno ograniczony .
Warto też pamiętać o wymogach formalnych – organizatorzy wymagają m.in. uregulowanego statusu i prawa do pracy na terenie Wielkiej Brytanii, co dla części kandydatów z poza Wysp może stanowić spore sitko rekrutacyjne . Mimo to chętnych co roku nie brakuje, bo perspektywa zaszycia się w tak unikalnym zakątku Ziemi to dla wielu przygoda życia, której nie kupisz za żadne pieniądze.

