Transport którego nie widać kiedy produkt stoi już na półce

Transport którego nie widać kiedy produkt stoi już na półce

Gdy stoisz w alejkach ulubionego marketu i sięgasz po chrupiące bułki, świeże mleko czy minimalistycznie zapakowane gadżety elektroniczne, widzisz tylko gotowy produkt. Pudełko jest nienaruszone, etykieta czytelna, a cena skalkulowana tak, by wydawała się rozsądna. Rzadko jednak zadajemy sobie pytanie, jakim kosztem ta rzecz przebyła drogę z fabryki na sklepową półkę. Cały proces, który sprawia, że towar w ogóle tam się znajduje, przypomina górę lodową. Widzimy zaledwie jej czubek, podczas gdy gigantyczna masa skrywa się pod powierzchnią wody.

W świecie ekonomii i logistyki koszty te określa się mianem ukrytych. Zgodnie z analizami rynkowymi, dla wielu firm europejskich koszty transportu i szeroko pojętej logistyki pochłaniają od 6% do 10% całkowitych przychodów, a w skrajnych przypadkach nieefektywności operacyjne potrafią wygenerować obciążenia sięgające nawet 20% budżetu. Te pieniądze nie biorą się znikąd. Są sprytnie wtopione w cenę każdego artykułu, który ląduje w twoim koszyku.

Reklama

Anatomia niewidzialnego frachtu

Kiedy myślimy o transporcie, do głowy od razu przychodzi nam duża ciężarówka jadąca autostradą albo statek kontenerowy kołyszący się na oceanie. To jednak tylko fizyczny ruch. Prawdziwa logistyka to skomplikowany system naczyń powiązanych, na który składają się godziny spędzone na bezproduktywnym oczekiwaniu pod rampami rozładunkowymi, cyfrowe zarządzanie przepływem dokumentów oraz setki drobnych decyzji podejmowanych przez spedytorów.

Warto spojrzeć na to przez pryzmat konkretnych wskaźników. W nowoczesnej gospodarce kluczową rolę odgrywa wskaźnik OTIF (On Time In Full), który mierzy, czy dostawa dotarła na czas i w kompletnej strukturze. Badania pokazują, że średnia europejska w tym zakresie oscyluje wokół 83%, podczas gdy rynkowi liderzy dążą do pułapu przekraczającego 95%. Każdy punkt procentowy poniżej tej normy oznacza opóźnienia, zmarnowane godziny pracy, kary umowne oraz konieczność organizowania kosztownych transportów awaryjnych. Te straty rzadko uderzają w samych przewoźników – na końcu zawsze pokrywa je ostateczny konsument w cenie towaru.

Gdy liczby zaczynają mówić własnym głosem

Sytuacja w samym sektorze transportowym przypomina obecnie jazdę po nierównym terenie. Z danych publikowanych przez Główny Urząd Statystyczny wynika, że polskie firmy logistyczne i transportowe rzuciły się do wielkich inwestycji – w pierwszym półroczu nakłady inwestycyjne w tej sekcji wzrosły aż o 57,1% r/r, a same zakupy środków transportu wystrzeliły o 30,6%. Branża próbuje się modernizować, kupuje nowoczesny sprzęt i walczy o przetrwanie w realiach rosnących kosztów stałych, cen paliw oraz presji regulacyjnej związanej z dekarbonizacją.

Reklama

Jednocześnie statystyki bezlitośnie pokazują drugą stronę medalu. Zmagania z rosnącymi kosztami operacyjnymi i presją cenową sprawiają, że z polskiego rynku znikają kolejne podmioty. Tylko w pierwszym kwartale roku działalność zamknęło 1234 firm transportowych, co stanowi kontynuację fali zamykania biznesów z poprzednich okresów. Kiedy mali i średni przewoźnik upadają, na rynku kurczy się pula dostępnych zasobów, a presja na stawki frachtowe rośnie. To mechanizm domina, który po cichu drenuje portfele nas wszystkich.

Jak ukryte koszty trafiają na paragon

Zastanawiasz się zapewne, jak to możliwe, że transport, którego fizycznie nie widać na półce, realnie wpływa na domowy budżet? Odpowiedź tkwi w strukturze marż handlowych. Sklepy wielkopowierzchniowe oraz sieci dyskontów operują na zoptymalizowanych łańcuchach dostaw, ale ich dostawcy muszą radzić sobie z narastającymi opłatami. Jeśli przewoźnik stoi w korku, płaci wyższe myto drogowe, boryka się z podwyżkami cen paliw lub marnuje czas przez błędy w cyfrowym awizowaniu dostaw, te koszty zostają doliczone do faktury wystawionej producencie.

Producent z kolei musi zachować rentowność, więc delikatnie koryguje cenę hurtową. Sklep przekłada to na cenę detaliczną. Proces ten odbywa się płynnie i bezgłośnie. Nie ma tu jednego momentu, w którym ktoś podnosi cenę o ryczałt za transport – wszystko dzieje się mikroskopijnymi krokami wzdłuż całego łańcucha wartości. Ostatecznie płacisz za to, że system logistyczny miejscami po prostu przepala pieniądze na nieefektywności.

Gdy następnym razem spojrzesz na sklepową półkę zatłoczoną towarami z całego świata, pamiętaj, że kupujesz znacznie więcej niż sam fizyczny przedmiot. Płacisz za niewidoczną sieć powiązań, algorytmy planujące trasy, ryzyko kursowe, opłaty drogowe i trudną walkę przewoźników o każdy przejechany kilometr. Logistyka jest jak powietrze – zauważamy ją dopiero wtedy, gdy zaczyna jej brakować.

KATEGORIE
TAGI
Udostępnij to

Komentarze

Wordpress (0)
Disqus ( )