
Wynagrodzenie którego nie widać na pasku wypłaty
Gdy dostajesz przelew na konto, Twoja uwaga niemal automatycznie wędruje do jednej konkretnej cyfry. To ta kwota w prawym dolnym rogu paska płacowego. Pieniądze, które możesz wydać w sklepie, odłożyć na wakacje albo przeznaczyć na bieżące rachunki. Jednak patrzenie na finanse zawodowe wyłącznie przez pryzmat gotówki na koncie przypomina ocenianie wartości samochodu tylko po tym, ile litrów paliwa ma w baku. Istnieje cała warstwa finansowa, która realnie wpływa na domowy budżet, a na tradycyjnym pasku wypłaty po prostu jej nie widać.
Z badań rynku pracy wynika, że dodatki pozapłacowe dawno przestały być jedynie miłym dodatkiem dla pracowników biurowych w dużych korporacjach. Według danych z raportu Up Bonus „Benefity pracownicze. Trendy”, aż 54% pracowników w Polsce uwzględnia oferowane benefity przy podejmowaniu decyzji o przyjęciu nowej pracy, a co trzecia osoba traktuje je jako realną formę rekompensaty niższej pensji. Co ciekawe, ten sam raport pokazuje drugą stronę medalu: aż 40% zatrudnionych nie ma pojęcia, ile tak naprawdę warte są świadczenia otrzymywane od szefa. Pieniądze zamrożone w pakietach, dofinansowaniach czy elastycznym czasie pracy po prostu nam uciekają, bo rzadko przeliczamy je na czystą gotówkę.
Zastanówmy się, co właściwie składa się na tę ukrytą część pensji. Kiedy firma opłaca prywatną opiekę medyczną, z której korzystasz cała rodzina, oszczędzasz kwotę, którą musiałbyś wydać z własnej kieszeni w prywatnym gabinecie. Podobnie działa dofinansowanie do posiłków, karty sportowe, dodatkowe ubezpieczenia na życie czy budżety szkoleniowe. Kiedy podliczymy te elementy w skali roku, okazuje się, że zyskujemy kilka, a czasem kilkanaście tysięcy złotych, które nie są opodatkowane w taki sam sposób jak podstawowa pensja brutto.
Pracodawcy doskonale wiedzą, jak ważna jest ta ukryta waluta. Z analiz rynkowych prezentowanych przez agencje zatrudnienia wynika, że zdecydowana większość firm planuje utrzymanie lub zwiększenie budżetów na świadczenia pozapłacowe. Dzieje się tak nie bez powodu. W obliczu rosnących kosztów życia i wysokiej inflacji, podwyżki gotówkowe bywają dla firm trudne do dźwignięcia ze względów podatkowych i strukturalnych. Z kolei mądrze zaprojektowany pakiet benefitów pozwala pracownikowi zyskać więcej, niż wynikałoby to z czystego wzrostu pensji zasadniczej, który w dużej mierze pochłonęłyby wyższe podatki i składki.
Warto też spojrzeć na to z perspektywy codziennych nawyków. Dla wielu osób pojęcie wynagrodzenia totalnego brzmi jak korporacyjny żargon wymyślony przez działy HR. A to przecież nic innego jak odpowiedź na pytanie: ile pieniędzy zostaje mi w kieszeni dzięki temu, że pracuję akurat tutaj, a nie u konkurencji? Jeśli pracodawca finansuje kursy językowe, za które w przeciwnym razie płacisz z własnej kieszeni, to de facto dostajesz podwyżkę, której nie widać na pasku. Jeśli pracujesz w modelu hybrydowym lub zdalnym, oszczędzasz setki złotych miesięcznie na paliwie, biletach miesięcznych i lunchach kupowanych w mieście.
Problem polega na tym, że rzadko robimy takie podsumowania. Przyzwyczailiśmy się patrzeć na przelew i na tym kończyć analizę. Dopiero moment, w którym przychodzi nam zapłacić za prywatną wizytę u lekarza, kupić drogi karnet albo sfinansować certyfikat zawodowy, otwiera oczy na to, ile faktycznie oszczędzamy dzięki firmowym dodatkom. Zamiast czekać na kolejną rundę rozmów o podwyżki, warto czasem spojrzeć na swój pakiet świadczeń szerzej i sprawdzić, czy w pełni korzystasz z tego, co pracodawca już teraz kładzie na stół.

