Dlaczego bankom opłaca się rozdawać karty kredytowe?

Dlaczego bankom opłaca się rozdawać karty kredytowe?

Ciepły popołudniowy spacer, miła rozmowa przy kawie i nagłe pytanie konsultanta w banku lub propozycja w aplikacji mobilnej: czy chcesz zamówić kartę kredytową z darmowym prowadzeniem i limitem na start? Zgodnie z danymi Narodowego Banku Polskiego na polskim rynku funkcjonuje około 5 mln takich plastików. Banki nie rozdają ich jednak z czystej sympati za ładny uśmiech czy dobrą historię rachunku. Za tym prostym kawałkiem plastiku stoi precyzyjnie skalkulowany model biznesowy, w którym instytucje finansowe niemal zawsze wychodzą na swoje.

Przez lata wokół kart kredytowych narosło sporo mitów. Część osób uważa je za czyste zło i drogę do zadłużenia, inni traktują jak darmową skarbonkę i bezpłatny kredyt na trzydzieści parę dni. Prawda, jak zwykle w finansach, leży pośrodku. Z punktu widzenia banku kluczem do zysku wcale nie jest wpędzanie każdego klienta w gigantyczne długi, ale czysta statystyka, psychologia codziennych zakupów i sprytne mechanizmy prowizyjne, o których rzadko myślimy przy kasie w sklepie spożywczym.

Reklama

Interchange fee, czyli na czym zarabia każdy sklep

Mało kto zastanawia się nad tym, co dzieje się w ułamku sekundy, gdy zbliżamy kartę do terminala. Poza samym przepływem środków uruchamiany jest mechanizm opłat na rzecz organizacji płatniczych oraz samego wydawcy karty. W przypadku klasycznych kart debetowych stawki te są mocno ograniczone odgórnymi przepisami. Zupełnie inaczej wygląda to przy kartach kredytowych. Opłata interchange oraz prowizje rozliczeniowe są tam nieco wyższe, co sprawia, że każda transakcja opłacona kredytówką generuje dla banku stały, choć mikroskopijny w pojedynczym skali, przychód.

Gdy pomnożymy to przez setki tysięcy transakcji wykonywanych codziennie w całym kraju, robią się z tego potężne kwoty. Bank zarabia na samym obrocie bezgotówkowym. Nawet jeśli jesteś wzorowym klientem i co miesiąc spłacasz całe zadłużenie w trakcie trwania okresu bezodsetkowego, sklep, w którym zrobiłeś zakupy, oddaje część kwoty pośrednikom i Twojemu bankowi. W ten sposób instytucja finansowa zarabia na samym fakcie korzystania z infrastruktury płatniczej.

Psychologia odroczonego płacenia i wysokie odsetki

Oczywiście największe pieniądze w tym biznesie pojawiają się wtedy, gdy klient nie zdąży na czas uregulować całego zadłużenia. Statystyki pokazują, że spora część posiadaczy kart korzysta z nich elastycznie, zostawiając część długu na kolejny miesiąc. Wtedy do gry wchodzą odsetki. Przykładowo, rzeczywista roczna stopa oprocentowania (RRSO) dla standardowych limitów kredytowych w ofertach polskich banków oscyluje zazwyczaj w granicach 26-27% w skali roku. To stawki znacznie wyższe niż w przypadku tradycyjnych kredytów gotówkowych czy hipotek.

Reklama

Do tego dochodzi potężny mechanizm psychologiczny znany w ekonomii behawioralnej. Płacąc cudzymi pieniędzmi z limitu karty, znacznie łatwiej przychodzi nam podejmowanie impulsywnych decyzji zakupowych. Badania konsumenckie od lat potwierdzają, że robiąc zakupy kartą kredytową, wydajemy średnio więcej niż wtedy, gdy fizycznie wyciągamy gotówkę z portfela lub widzimy ubywające środki na koncie osobistym. Bank doskonale o tym wie. Dając Ci do ręki linię finansowania, stymuluje większą aktywność handlową, na której sam zarabia.

Ukryte opłaty, ubezpieczenia i sprytne usługi dodatkowe

Karta z darmowym prowadzeniem? To najczęstszy chwyt marketingowy. Warunkiem zniesienia opłaty miesięcznej jest zazwyczaj wykonanie określonej liczby transakcji lub obrót na określoną kwotę w miesiącu. Jeśli zapomnisz zrobić dwóch czy trzech płatności, bank automatycznie naliczy opłatę za obsługę plastiku. Do tego dochodzą kosztowne usługi dodatkowe, takie jak ubezpieczenia spłaty rat, opcjonalne pakiety assistance czy prowizje za wypłatę gotówki z bankomatu przy użyciu karty kredytowej, które potrafią być boleśnie wysokie.

Nie można też zapominać o tzw. cross-sellingu, czyli sprzedaży krzyżowej. Karta kredytowa to dla banku doskonałe narzędzie diagnostyczne. Analizując historię transakcji klienta, instytucja dokładnie wie, na co wydaje on pieniądze, gdzie podróżuje, jakie ma nawyki konsumpcyjne i kiedy potrzebuje dodat zastrzyku gotówki. Dzięki temu algorytmy bankowe mogą precyzyjnie podsunąć mu w odpowiednim momencie pożyczkę gotówkową, ubezpieczenie samochodu czy ofertę inwestycyjną. Karta staje się zatem nie tylko źródłem bezpośredniego zysku, ale przede wszystkim kluczem otwierającym drzwi do portfela klienta na wiele innych sposobów.

Rynek finansowy jest bezwzględny pod względem matematyki. Skoro banki tak chętnie inwestują w produkcję i dystrybucję tysięcy nowych kart, oznacza to jedno – bilans zysków z prowizji, odsetek od spóźnionych płatności oraz powiązanych produktów z nawiązką pokrywa koszty obsługi tych, którzy z karty korzystają idealnie.

KATEGORIE
TAGI
Udostępnij to

Komentarze

Wordpress (0)
Disqus ( )