Puste mieszkania: problem społeczny czy naturalna część rynku?

Puste mieszkania: problem społeczny czy naturalna część rynku?

Z jednej strony regularnie słyszymy o potężnym głodzie mieszkaniowym, wspinających się cenach metra kwadratowego i młodych dorosłych, którzy z braku alternatyw latami gnieżdżą się w rodzinnych domach. Z drugiej statystyki rzucają na stół liczby, które na pierwszy rzut oka zupełnie nie pasują do tej układanki. Według oficjalnych danych z Narodowego Spisu Powszechnego w Polsce znajduje się **około 1,8 miliona mieszkań i domów, w których nikt nie mieszka**.

Gdy słyszysz tę liczbę po raz pierwszy, nietrudno o odruch oburzenia. Jak to możliwe, że w kraju borykającym się z kryzysem dostępności lokali niemal co dziesiąte mieszkanie stoi puste? Czy to dowód na spekulację, bezduszność rynku i błędy w polityce państwa? Sprawa jest znacznie ciekawsza i bardziej wielowymiarowa, niż sugerują to proste nagłówki.

Reklama

Skąd się wzięło 1,8 miliona pustostanów?

Główny Urząd Statystyczny posługuje się pojęciem „mieszkania niezamieszkanego”. Oznacza ono po prostu lokal, w którym w danym momencie – konkretnie w dniu spisu – nikt stale ani czasowo nie przebywał. W tej puli znajduje się jednak wszystko: od nowoczesnych apartamentów kupionych w celach inwestycyjnych w Warszawie, przez domy na wsiach wyludniających się regionów, aż po domki letniskowe nad morzem i w górach.

Warto też pamiętać o kontekście czasowym. Spis powszechny bazował na danych z **31 marca 2021 roku**. To był środek pandemii COVID-19, okres lockdownów oraz powszechnej nauki i pracy zdalnej. Wielu studentów czy pracowników najmujących lokale w dużych miastach spakowało się i na długie miesiące wróciło do rodzinnych domów. Część mieszkań faktycznie była pusta, ale z powodów czysto przejściowych.

Problem strukturalny czy dwa zupełnie różne rynki?

Kiedy analizujemy puste mieszkania, popełniamy często błąd wrzucania wszystkiego do jednego worka. Prawda jest taka, że w Polsce funkcjonują w zasadzie dwa niezależne światy nieruchomości.

Reklama

Pierwszy z nich to dynamiczne aglomeracje – Warszawa, Kraków, Wrocław czy Gdańsk. Tam puste lokale w dużej mierze pełnią funkcję kapitałową lub są obsługiwane w ramach najmu krótkoterminowego. W samej Warszawie odsetek lokali niezamieszkanych w trakcie spisu wynosił aż **20 procent**. Z kolei w mniejszych gminach, szczególnie na ścianie wschodniej czy w miejscowościach do 20 tysięcy mieszkańców, pustostany to najczęściej efekt kurczącej się demografii. Ludzie wyjeżdżają za pracą do dużych ośrodków, a po starszym pokoleniu zostają domy, na których utrzymanie lub remont nikt nie ma ani środków, ani pomysłu.

Eksperci z Instytutu Rozwoju Miast i Regionów zwracają uwagę, że barierą w przypadku gminnych pustostanów – na przykład starych kamienic w miastach – są po prostu gigantyczne koszty rewitalizacji. Samorządy często nie mają pieniędzy na ich kompleksowy remont, a prywatni właściciele wolą trzymać nietknięty lokal jako bezpieczną przystań dla oszczędności przed inflacją.

Naturalna elastyczność rynku czy patologia?

Ekonomiści często powtarzają, że zdrowy, płynnie działający rynek nieruchomości musi dysponować pewnym buforem pustych lokali. Gdyby każde mieszkanie było stale zajęte, zmiana pracy, przeprowadzka do innego miasta czy założenie rodziny graniczyłyby z cudem, a ceny najmu szybowałyby jeszcze szybciej z powodu całkowitego braku alternatyw. Pewien odsetek pustostanów – wynikający z czasu potrzebnego na znalezienie najemcy, remont czy przygotowanie transakcji – to zjawisko całkowicie naturalne.

Problem zaczyna się wtedy, gdy puste mieszkania przestają być buforem dla ludzi poszukujących dachu nad głową, a stają się wyłącznie pasywnymi instrumentami finansowymi. Sytuacja, w której część lokali w centrach miast czeka zamknięta na wzrost wartości kapitału, podczas gdy popyt winduje ceny do niebotycznych poziomów, wywołuje zrozumiały sprzeciw społeczny.

Prognozy demograficzne na kolejne dekady pokazują, że ten problem będzie ewoluował. Zgodnie z analizami rynkowymi opisywanymi w mediach gospodarczych, w miarę starzenia się społeczeństwa i spadku liczby ludności, do **2045 roku** liczba niezamieszkanych lokali w Polsce może wzrosnąć nawet do **3,6 miliona**. Dotknie to przede wszystkim mniejsze ośrodki, tworząc polskie odpowiedniki wyludnionych miasteczek.

Zjawisko pustych mieszkań nie jest więc czarno-białe. To po części naturalny margines elastyczności rynku, po części zaś bolesny symptom nierówności regionalnych, problemów demograficznych i kryzysu dostępności, z którym polska polityka mieszkaniowa będzie musiała się w najbliższych latach zmierzyć.

KATEGORIE
TAGI
Udostępnij to

Komentarze

Wordpress (0)
Disqus ( )