Osiedle które zmienia wartość całej okolicy

Osiedle które zmienia wartość całej okolicy

Gdy na obrzeżach miasta albo w poprzemysłowej dzielnicy wyrasta nowoczesny kompleks mieszkaniowy, najczęściej myślimy o tym, ile osób znajdzie tam nowy dach nad głową. Rzadziej zadajemy sobie pytanie o to, co dzieje się kilkaset metrów dalej. Tymczasem mechanizm rynkowy działa w tym przypadku bardzo przewidywalnie. Nowe osiedle rzadko pozostaje autonomiczną wyspą. Zazwyczaj działa jak finansowa pompa, która winduje ceny wszystkich okolicznych nieruchomości.

Wystarczy spojrzeć na dane rynkowe z ostatnich lat, aby zauważyć tę zależność. Jak pokazują analizy branżowe, w ujęciu ogólnokrajowym koszty i wyceny nieruchomości w dużych aglomeracjach potrafią rosnąć o kilka, a nawet kilkanaście procent rocznie, wyraźnie wyprzedzając wskaźniki inflacji. Jednak punktowe skoki cen najsilniej widać tam, gdzie pojawia się duża, nowoczesna inwestycja deweloperska. Zgodnie z obserwacjami rynku wtórnego, właściciele starszych mieszkań w sąsiedztwie błyskawicznie korygują swoje oczekiwania finansowe, patrząc na stawki nowego sąsiada.

Reklama

Jak beton i szkło zmieniają okoliczną mapę cen

Mechanizm ten opiera się na prostej psychologii i ekonomii. Kiedy deweloper wchodzi na zaniedbaną lub pustą dotąd działkę, wnosi ze sobą kapitał na rozwój. Wraz z budynkami pojawia się infrastruktura, o której wcześniej mieszkańcy starszych bloków mogli co najwyżej pomarzyć. Chodzi o wyasfaltowane drogi, nowoczesne oświetlenie, chodniki, a przede wszystkim o punkty usługowe na parterach nowych budynków.

Nagle w promieniu kilkuset metrów wyrastają piekarnie, małe markety, kawiarnie, prywatne żłobki i nowoczesne place zabaw. Z punktu widzenia kogoś, kto mieszka w wysłużonym bloku z wielkiej płyty naprzeciwko, wartość jego nieruchomości rośnie skokowo nie dlatego, że odświeżył klatkę schodową, ale dlatego, że zmieniło się otoczenie. Zgodnie z danymi publikowanymi przez serwisy analityczne, w miastach takich jak Warszawa, Wrocław czy Poznań odsetek mieszkań oferowanych w najwyższych przedziałach cenowych stale rośnie, co pociąga za sobą urealnienie cen w starszych budynkach.

Efekt kotwicy i zmiana profilu okolicy

W ekonomii nieruchomości funkcjonuje pojęcie efektu kotwicy. Nowe osiedle działa jak potężna cena referencyjna. Skoro za metr kwadratowy w nowym stanie deweloperskim trzeba zapłacić ponad 15 czy 20 tysięcy złotych, to mieszkanie w trzydziestoletnim bloku obok, choć wymaga remontu, nagle przestaje wydawać się warte połowę tej kwoty. Sprzedający zaczynają żądać więcej, a kupujący akceptują te stawki, bo wolą starszy budynek w dobrze doinwestowanej i żywej okolicy niż nowe osiedle na totalnym pustkowiu.

Reklama

Warto też zwrócić uwagę na demografię. Nowe inwestycje przyciągają ludzi z zasobniejszym portfelem, najczęściej młodych profesjonalistów i rodziny z dziećmi. Ta zmiana struktury społecznej wymusza na samorządach lokalnych oraz prywatnych przedsiębiorcach inwestycje w transport publiczny, szkoły i tereny zielone. Okolica, która jeszcze pięć lat temu uchodziła za senną lub wręcz niebezpieczną, staje się pożądanym punktem na mapie miasta.

Druga strona medalu

Ten nagły wzrost wartości ma jednak swoje ciemniejsze strony, o których rzadziej mówią materiały promocyjne deweloperów. Wzrost cen gruntów i lokali niesie za sobą lawinowy wzrost podatków od nieruchomości oraz rosnące koszty najmu. Stali mieszkańcy, którzy przez dziesięciolecia żyli w danej dzielnicy, mogą poczuć presję ekonomiczną, z którą trudno wygrać. Zjawisko to, choć naturalne w rozwijającej się gospodarce rynkowej, prowadzi do stopniowej wymiany tkanki społecznej.

Faktem pozostaje jednak, że pojedyncza, dobrze zaprojektowana inwestycja potrafi wyleczyć zaniedbaną przestrzeń z kompleksów. Kto odpowiednio wcześnie dostrzegł potencjalny impuls dany przez duże osiedle w swojej okolicy, ten dzisiaj patrzy na rosnącą wycenę swojego majątku z wyraźną ulgą.

KATEGORIE
TAGI
Udostępnij to

Komentarze

Wordpress (0)
Disqus (0 )