
Ile kosztuje pracownika dojazd do pracy?
Poranny widok sznurka samochodów to dla miliona Polaków stały element rzeczywistości. Gdy miasto dopiero budzi się do życia, tysiące kierowców rusza w trasę, rzucając okiem na wskaźnik paliwa i utyskując na rosnące ceny na stacjach benzynowych. Mało kto jednak kalkuluje, ile ten codzienny rytuał kosztuje w szerszej perspektywie. I nie chodzi tu wyłącznie o parę banknotów zostawionych przy dystrybutorze.
Ile kilometrów i godzin zostawiamy na drodze do pracy?
Statystyki pokazują bardzo wyraźny obraz naszej zawodowej mobilności. Z międzynarodowego badania 2026 HR & Payroll Pulse przygotowanego przez SD Worx wynika, że ponad połowa, dokładnie 56,3 proc. pracowników w Polsce, dojeżdża do swojego miejsca zatrudnienia pięć dni w tygodniu. Średnia liczba dni z dojazdem w tygodniu wynosi 4,2.
Gdy połączymy dom z biurem, okazuje się, że przeciętny dystans pokonywany w obie strony to 48,7 km. Przekłada się to na średnio 58,1 minuty spędzone za kółkiem lub w środkach transportu każdego dnia. Co więcej, ponad jedna czwartość badanych, bo aż 28 proc., przyznaje, że na sam dojazd w obie strony poświęca ponad godzinę, a nieco ponad 21 proc. pokonuje codziennie dystans przekraczający 50 km.
Cztery koła kosztują najwięcej
Najpopularniejszym środkiem transportu niezmiennie pozostaje samochód. Z danych zgromadzonych w raporcie Bolt Business wynika, że z własnych czterech kółek korzysta około 55 proc. Polaków. I tu zaczynają się schody, bo utrzymanie auta to worek bez dna.
Analizy rynkowe wskazują, że średni koszt samego dojazdu do pracy dla przeciętnego Kowalskiego wynosi około 137 zł. Brzmi niewinnie? Taka kwota to równowartość kilku dni podstawowych zakupów spożywczych albo miesięcznego rachunku za internet. Warto jednak pamiętać, że ta kwota to w dużej mierze czyste paliwo, liczone przy założeniu standardowego spalania i aktualnych stawek za benzynę czy olej napędowy. Do tego dochodzi realna eksploatacja pojazdu, czyli:
- regularne przeglądy i wymiana oleju,
- szybciej zużywające się klocki hamulcowe oraz opony,
- koszty ubezpieczenia OC i AC,
- utrata wartości rynkowej auta wynikająca z rosnącego przebiegu.
Kiedy zsumujemy te wszystkie czynniki, koszt przejechania każdego pojedynczego kilometra prywatnym autem robi się zaskakująco wysoki.
Alternatywy i ukryte wydatki
Nie wszyscy jednak jeżdżą autami. Część osób wybiera transport publiczny, kierując się głównie niższym kosztem biletów okresowych lub wygodą. Komunikacja miejska pozwala też częściowo odzyskać czas – badania pokazują, że wielu pasażerów potrafi w tym czasie nadrabiać zaległości w wiadomościach czy planować obowiązki. Z kolei piechota lub rower to koszty finansowe bliskie zeru, jednak sprawdzą się wyłącznie wtedy, gdy biuro znajduje się stosunkowo blisko domu.
Interesująco wyglądają też kwestie systemowe i podatkowe. W polskim prawie funkcjonują zryczałtowane koszty uzyskania przychodu dla pracowników, które wynoszą 250 zł miesięcznie przy pracy w tej samej miejscowości lub 300 zł, jeśli dojeżdża się z innej miejscowości. W dobie realnych wydatków na paliwo i bilety kwoty te często wydają się oderwane od rzeczywistości, nie pokrywając nawet ułamka faktycznych wydatków ponoszonych co miesiąc przez zatrudnionych.
Kiedy pracodawca podaje pomocną dłoń
Rosnące koszty mobilności sprawiają, że na rynku pracy zmieniają się oczekiwania wobec szefów. Coraz głośniej mówi się o tzw. benefitach mobilnościowych. Z badań wynika jednak, że zaledwie około 9 proc. firm w Polsce aktywnie dopłaca do dojazdów swoich pracowników, oferując na przykład częściowy zwrot kosztów paliwa, karty na komunikację miejską czy pakiety współdzielonych przejazdów. Dla wielu osób możliwość uzyskania takiego wsparcia staje się kluczowym argumentem przy wyborze pracodawcy lub decyzji o powrocie do stacjonarnego trybu pracy z biura.
Codzienna droga do pracy to zatem wydatek, który o wiele łatwiej przeoczyć niż podsumować w domowym budżecie. Kiedy jednak zsumujemy litry zużytego paliwa, ubywający bieżnik opon oraz stracony czas, rachunek okazuje się zaskakująco wysoki. Czasami krótka kalkulacja pokazuje, że zmiana pracy na bliższą domowi albo twarde negocjacje o pracę zdalną mogą przynieść domowemu budżetowi więcej korzyści niż kolejna podwyżka wynegocjowana w zamian za godziny spędzone w korkach.

