
Co kosztuje świat jeden dzień blokady Kanału Sueskiego?
Wyobraź sobie drogę wodną o długości nieco ponad 190 kilometrów, przez którą przepływa około 10 do 15 procent światowego handlu i niemal jedna trzecia globalnego ruchu kontenerowego. Wystarczy jeden potężny kontenerowiec obrócony bokiem, jak pamiętny **Ever Given** w **2021 roku**, aby ta precyzyjna maszyna globalnej gospodarki nagle stanęła w miejscu. Zastanawianie się nad tym, co dzieje się, gdy w tym wąskim przesmyku zamiera ruch, przypomina liczenie strat po uderzeniu meteorytu w serce logistycznej metropolii.
Gdy w marcu 2021 roku gigantyczna jednostka osiadła na mieliźnie, paraliżując ruch na **sześć dni**, analitycy rynkowi oraz instytucje ubezpieczeniowe chwyciły za kalkulatory. Według szacunków dziennika gospodarczego **Lloyd’s List**, blokada Kanału Sueskiego wstrzymywała każdego dnia towary o wartości aż **9,6 miliarda dolarów**. Przeliczając to na mniejsze odcinki czasu, każda godzina przestoju oznaczała zablokowanie ładunków o wartości około **400 milionów dolarów**. To kwoty, które na papierze wyglądają abstrakcyjnie, ale w praktyce oznaczają opóźnienia w dostawach komponentów do fabryk, żywności czy paliw.
Nie można zapominać o czystej matematyce samej przepustowości. W normalnych warunkach przez kanał w ciągu doby średnio przepływa około **50 do 80 statków** przewożących miliony ton towarów. Gdy ta arteria zostaje odcięta, armatorzy mają do wyboru dwie drogi: albo czekać w gigantycznej kolejce liczącej setki jednostek, albo skierować statki dookoła Afryki, wybierając trasę przez **Przylądek Dobrej Nadziei**. Ta druga opcja wydłuża rejs o **10 do 14 dni** i generuje dodatkowe koszty paliwa idące w setki tysięcy dolarów na pojedynczy rejs.
Swoje straty liczy także sam zarząd drogi wodnej. Zarząd Kanału Sueskiego (SCA), na czele którego stoi admirał Osama Rabie, informował wprost, że podczas całkowitego przestoju Egipt tracił od **14 do 15 milionów dolarów dziennie** z tytułu niezabranych opłat tranzytowych. Nic dziwnego, że późniejsze roszczenia finansowe i koszty akcji ratowniczych urosły do kwoty rzędu **miliarda dolarów**.
Warto też spojrzeć na szerszy obraz kreowany przez ubezpieczycieli. Niemiecki gigant **Allianz** szacował wówczas, że każdy tydzień zamknięcia szlaku obcina globalny wzrost handlu i generuje straty dla światowej gospodarki sięgające od **6 do 10 miliardów dolarów**. Co więcej, najnowsze analizy ekonomiczne pokazują, że w takich kryzysach największym obciążeniem nie są same koszty paliwa czy opóźnień statku, lecz tzw. koszty utrzymania zapasów (inventory-carrying costs), wynikające z zamrożenia kapitału w tysiącach ton towarów utknących na morzu.
Kryzysy na Kanale Sueskim powtarzają się w różnych formach, czego dowodem są późniejsze zawirowania związane z bezpieczeństwem na Morzu Czerwonym, gdzie napięcia geopolityczne zmusiły wielu armatorów do stałego omijania tego skrótu. Pokazuje to, jak kruchy jest współczesny system dostaw just-in-time. Jeden punkt zapalny, jedna awaria lub kryzys polityczny potrafią w ułamku sekundy wywołać efekt domina, odbijając się na cenach w sklepach i stabilności całych gałęzi przemysłu.

