
Ciężarówka stojąca w korku – koszt, którego nie widzi kierowca
Z perspektywy siedzenia za kierówką wielotonowej ciężarówki tkwiącej w zatorze drogowym, problem wydaje się dość prosty i frustrujący zarazem. Stoisz, tracisz czas, a silnik bezużytecznie spala paliwo, podczas gdy termin dostawy nieubłaganie ucieka. Dla wielu osób postronnych sprawa kończy się na irytacji szofera i lekkim opóźnieniu w rozładunku. Prawdziwa arytmetyka takich przestojów jest jednak znacznie bardziej złożona, a koszty, jakie generuje stojący w korku tir, obciążają nie tylko firmę transportową, ale w ostatecznym rozrachunku całą gospodarkę.
Kiedy rozmawiamy o kosztach posiadania i utrzymania floty, eksperci od logistyki posługują się pojęciem TCO, czyli całkowitym kosztem posiadania pojazdu. Obejmuje ono finansowanie, ubezpieczenia, serwisy, ogumienie, ale przede wszystkim dwie kluczowe zmienne: paliwo oraz czas pracy kierowcy. W warunkach płynnej jazdy na trasie te proporcje dają się łatwo skalkulować. Sytuacja zmienia się diametralnie w momencie, gdy zestaw utknie w zatorze na autostradzie lub obwodnicy dużego miasta.
Współczesna ciężarówka o DMC 40 ton napędzana jest potężnym silnikiem o dużej pojemności. Nawet na biegu jałowym taki motor potrzebuje określonych ilości oleju napędowego do podtrzymania pracy układów i osprzętu, nie mówiąc o intensywnej pracy klimatyzacji czy ogrzewania postojowego, bez których kabina staje się miejscem trudnym do wytrzymania. Zgodnie z analizami rynkowymi dotyczącymi kosztów operacyjnych, paliwo potrafi pochłonąć od 30 do 40 procent całkowitych wydatków przewoźnika. Każda godzina bezproduktywnego stania w miejscu to czysta strata, ponieważ silnik pracuje, zużywa paliwo, a licznik kilometrów pozostaje nietknięty.
Do tego dochodzi czynnik ludzki, czyli czas pracy kierowcy. Zgodnie z rygorystycznymi unijnymi przepisami o czasie pracy i odpoczynku, każda minuta spędzona za kółkiem w korku wlicza się do tzw. innej pracy lub prowadzenia, co bezpośrednio wpływa na dobowe i tygodniowe limity. Kierowca nie odpoczywa, lecz marnuje swoje okno czasowe na bezczynność. W dobie chronicznego braku kadr w branży TSL, gdzie koszty płacowe stale rosną i stanowią kolejne 25 do 30 procent budżetu firmy, marnowanie efektywnych roboczogodzin jest luksusem, na jaki żaden przewoźnik nie może sobie pozwolić.
Co więcej, polski transport drogowy znajduje się pod olbrzymią presją finansową. Jak pokazuje opublikowany raport Związku Pracodawców Transport i Logistyka Polska (TLP), branża zmaga się z najpoważniejszym kryzysem od ponad dwóch dekad, odnotowując skokowy wzrost udziału postępowań upadłościowych i restrukturyzacyjnych. W takich warunkach dodatkowe obciążenia, jakimi są nieprzewidziane opóźnienia i straty paliwowe w korkach, uderzają bezpośrednio w kurczące się marże przedsiębiorstw.
Warto spojrzeć na ten problem szerzej, wychodząc poza mikroskalę jednego pojazdu. Zatory drogowe w skali makro oznaczają zerwanie łańcuchów dostaw typu just-in-time, które dominują we współczesnej logistyce produkcyjnej. Fabryka czekająca na komponenty zablokowane w korku może wstrzymać linię montażową, co generuje kary umowne idące w tysiące euro. Ostatecznie za te ukryte koszty stania w korkach zapraszamy wszyscy w cenach kupowanych codziennie produktów i usług.

