Kiedy promocja przestaje być promocją? Ekonomia „-50%”.

Kiedy promocja przestaje być promocją? Ekonomia „-50%”.

Czerwona metka z napisem minus pięćdziesiąt procent potrafi zdziałać cuda. W naszym mózgu natychmiast zapala się lampka z napisem okazja życia, a ręka sama sięga po portfel. W końcu oszczędność połowy kwoty brzmi jak czysty zysk i sprytny cios wymierzony w drożyznę. Ekonomia rabatów rzadko bywa jednak tak altruistyczna, jak chcłoby tego marketingowe zaplecze wielu marek.

Przez lata handlowcy doskonale opanowali sztukę manipulowania naszym postrzeganiem wartości. Zanim na produkcie pojawi się dumnie prezentowana połowa ceny, wartość ta często wędruje w górę, żeby po chwili spaść do punktu wyjścia. To mechanizm tak powszechny, że Unia Europejska musiała postawić sprawę jasno. Od początku 2023 roku w Polsce i innych krajach wspólnoty obowiązuje unijna dyrektywa Omnibus. Zgodnie z jej przepisami, sklep organizujący obniżkę musi pokazać nie tylko przekreśloną kwotę wyjściową, ale także najniższą cenę danego towaru z trzydziestu dni poprzedzających wyprzedaż.

Reklama

Mimo tych przepisów i ciągłych kontroli ze strony Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów, pojęcie promocji bywa mocno rozciągliwe. Kiedy więc tak naprawdę przestaje ona nią być?

Matematyka, która nie zgadza się na etykiecie

Najprostsza odpowiedź kryje się w marży producenta oraz kosztach samej produkcji. Współczesny handel detaliczny rzadko sprzedaje cokolwiek poniżej faktycznych kosztów wytworzenia, chyba że mamy do czynienia z całkowitą likwidacją asortymentu lub pozbywaniem się wadliwego towaru. Standardowe towary odzieżowe, kosmetyki czy drobna elektronika potrafią mieć tak wysokie marże początkowe, że obniżka o połowę wciąż zostawia sprzedawcy bezpieczną górkę zysku.

Jeżeli bluzka uszyta za kilkanaście złotych trafia na półkę z metką za dwieście, a po miesiącu zostaje przeceniona na sto, sklep nadal na niej zarabia. Pytanie brzmi: jaka była jej prawdziwa wartość rynkowa na samym początku? Z perspektywy ekonomii behawioralnej, cena wyjściowa bywa jedynie fikcyjnym punktem odniesienia, chwytem psychologicznym mającym nadać produktowi prestiż i uzasadnić późniejszy spadek cen.

Reklama

Jak oszukujemy się sami

Kupowanie rzeczy tylko dlatego, że są tanie, to pułapka, w którą wpada większość z nas. Promocja minus pięćdziesiąt procent uruchamia mechanizm pilnej konieczności. Myślimy sobie, że jeśli nie kupimy tego teraz, stracimy okazję, która się nie powtórzy. W ten sposób w naszych szafach lądują rzeczy niepotrzebne, a domowe budżety topnieją na rzecz bezmyślnego konsumpcjonizmu.

Warto spojrzeć na to bez emocji. Wydanie stu złotych na produkt przeceniony z dwustu nie oznacza oszczędności stu złotych. Oznacza wydanie stu złotych na przedmiot, którego realna wartość mogła wynosić trzydzieści. Prawdziwa oszczędność pojawia się wyłącznie wtedy, gdy faktycznie potrzebujemy danej rzeczy, planowaliśmy jej zakup, a jej jakość idzie w parze z ceną.

Czujność popłaca

Rynkowa rzeczywistość wymusza dziś na konsumentach większą uważność. Narzędzia do śledzenia historii cen w sklepach internetowych szybko obnażają chwyty marketingowe, pokazując, jak wyglądał faktyczny wykres kwot na przestrzeni ostatnich tygodni. Zanim więc damy się skusić wielkiemu bannerowi z krzykiem minus pięćdziesiąt procent, warto na chłodno przekalkulować, czy płacimy za realną okazję, czy po prostu za sprawnie opowiedzianą historię.

KATEGORIE
TAGI
Udostępnij to

Komentarze

Wordpress (0)
Disqus (0 )