Czy Polska może obniżyć podatki bez cięcia usług publicznych?

Czy Polska może obniżyć podatki bez cięcia usług publicznych?

Każdy z nas chętnie podpisałby się pod apelem o niższe podatki. Wizja, w której w portfelu zostaje więcej zarobionych pieniędzy, brzmi kusząco dla każdego pracownika czy przedsiębiorcy. Równocześnie jednak dokładnie ta sama osoba oczekuje, że wizyta u lekarza na NFZ będzie darmowa, szkoła dobrze wyposażona, a drogi równe i bezpieczne. Kiedy te twoje codzienne oczekiwania zderzasz z rzeczywistošću gospodarki, pojawia się fundamentalne pytanie: czy państwo może pozwolić sobie na ulgi fiskalne, nie wyłączając przy tym wtyczki od kluczowych usług publicznych?

Odpowiedź wcale nie jest czarno-biała, a współczesne finanse publiczne przypominają naczynia połączone, w których każde dotknięcie poziomu cieczy wywołuje falę w zupełnie innym miejscu.

Reklama

Skąd biorą się pieniądze na państwowe usługi?

Zanim zacznimy domagać się rewolucji w podatkach, warto spojrzeć na twarde liczby. Wydatki sektora rządowego i samorządowego w Polsce od dłuższego czasu dynamicznie rosną, zbliżając się lub przekraczając pułap 40-50 proc. PKB. Oznacza to, że niemal połowa tego, co wypracowuje cała polska gospodarka, przepływa przez państwowe instytucje.

Te gigantyczne środki nie biorą się znikąd. Trzy główne filary zasilające budżet to składki na ubezpieczenia społeczne, podatki związane z produkcją i importem (na czele z wszechobecnym VAT-em) oraz podatki dochodowe PIT i CIT. Jeśli państwo nagle decyduje się na obcięcie stawek podatkowych, w kasie państwa powstaje dziura. Pytanie brzmi zatem nie tyle czy da się obniżyć podatki, ile kto ma za ten manewr zapłacić.

Iluzja bezbolesnych cięć

Politycy bardzo lubią obiecywać gruszki na wierzbie. Przez ostatnie lata słyszeliśmy o licznych planach podnoszenia kwot wolnych czy modyfikowania progów podatkowych. Gdy Ministerstwo Finansów podlicza koszty takich operacji, okazuje się, że mowa o kwotach rzędu kilkudziesięciu miliardów złotych. Przykładowo, szeroko dyskutowane zmiany w skali podatkowej czy próby ulżenia podatnikom generują ogromne ubytki we wpływach.

Reklama

Skoro budżet traci miliardy, a rezygnacja z finansowania szkód, policji czy szpitali politycznie i społecznie jest praktycznie niemożliwa, rządzący stają pod ścianą. Zazwyczaj kończy się to tak zwaną grą w sumie zero. Próbując obniżyć PIT dla wybranej grupy obywateli, państwo szuka finansowania gdzie indziej – podnosząc składki, zwiększając obciążenia dla korporacji (takich jak wyższe stawki CIT dla największych firm) albo po prostu mocniej się zadłużając.

A zadłużanie Polski ma swoją realną cenę. Deficyt sektora finansów publicznych oraz rosnący dług publiczny sprawiają, że agencje ratingowe uważnie patrzą nam na ręce, a koszty obsługi samego zadłużenia pochłaniają gigantyczne kwoty, które mogłyby pójść na szpitale czy transformację energetyczną.

Czy da się obniżyć podatki mądrze?

Eksperci gospodarczy od lat wskazują, że obniżka podatków bez cięcia usług jest możliwa pod jednym warunkiem: drastycznej poprawy efektywności państwa. Zamiast dotować nieefektywne struktury, można szukać oszczędności w administracji czy ograniczać biurokrację. Problem polega na tym, że strukturalne reformy administracyjne są bolesne i niewdzięczne politycznie, więc rzadko kto chce się ich podjąć.

Innym kluczem jest struktura samego systemu. Polski system podatkowy uchodzi za jeden z najbardziej skomplikowanych i nieprzejrzystych w OECD. Zamiast prostego obniżania stawek na oślep, państwo powinno skupić się na stabilności przepisów. Przedsiębiorcy powtarzają jak mantrę, że wolą płacić umiarkowane podatki, ale mieć pewność, że prawo nie zmieni się trzykrotnie w ciągu jednego roku kalendarzowego.

Gdzie leży granica rozsądku?

Krótkoterminowo da się obniżać wybrane podatki, łatając dziury budżetowe długiem lub przerzucając ciężar na inne podmioty. Na dłuższą metę jest to jednak droga donikąd. Jeśli chcemy utrzymać usługi publiczne na przyzwoitym poziomie, musimy zaakceptować fakt, że państwo potrzebuje stabilnych wpływów.

Zamiast szukać politycznych cudów i populistycznych obietnic natychmiastowych obniżek, warto rozmawiać o tym, jak mądrze wydawać każdą złotówkę z naszych podatków. Bo ostatecznie problem nie polega wyłącznie na tym, ile oddajemy państwu, ale przede wszystkim na tym, co dostajemy w zamian za te pieniądze.

KATEGORIE
TAGI
Udostępnij to

Komentarze

Wordpress (0)
Disqus (0 )