Polska za nasze podatki od kuchni

Polska za nasze podatki od kuchni

Każdy z nas co miesiąc oddaje państwu część swojej wypłaty. Kiedy robisz zakupy, tankujesz samochód albo kupujesz poranną kawę, w cenie każdego z tych produktów ukryty jest kolejny haracz na rzecz państwowej kasy. Pieniądze z naszych kieszeni płyną szerokim strumieniem do Warszawy, a potem… no właśnie, co się z nimi dzieje od kuchni?

Zgodnie z oficjalnymi danymi Ministerstwa Finansów, polski budżet operuje na gigantycznych kwotach. Dochody podatkowe państwa sięgają setek miliardów złotych rocznie, z czego same podatki pośrednie, czyli wszechobecny VAT i akcyza, generują ponad 380 mld zł. Do tego dochodzą wpływy z PIT oraz CIT. Kiedy spojrzy się na te liczby w skali makro, łatwo dostrzec, że państwo dysponuje potężnym kapitałem. Problem polega na tym, że wydatki rosną jeszcze szybciej niż wpływy, co regularnie generuje ogromny deficyt budżetowy liczony w dziesiątkach, a nawet setkach miliardów złotych.

Reklama

Gdzie zatem lądują te środki? Spoglądając na strukturę wydatków państwowych, nietrudno zauważyć kilku głównych pożeraczy budżetowego tortu. Pierwszym z nich są szeroko pojęte wydatki społeczne oraz transfery finansowe. Programy socjalne, waloryzacja świadczeń emerytalno-rentowych czy dopłaty do systemu ubezpieczeń społecznych pochłaniają gigantyczną część tortu. Same koszty waloryzacji i utrzymania stabilności systemów emerytalnych to co roku wydatki rzędu kilkudziesięciu miliardów złotych.

Drugim potężnym filarem, na który obecnie przeznaczamy rekordowe kwoty w historii, jest obronność. W obliczu napiętej sytuacji geopolitycznej wydatki na polskie wojsko wystrzeliły w górę. Zgodnie z ustawami budżetowymi, łączne nakłady na obronę narodową (uwzględniając fundusze celowe) sięgają już blisko 4,7 proc. PKB, co stawia nas w europejskiej czołówce pod względem tempa zbrojenia. To setki miliardów złotych pompowane w czołgi, samoloty i nowoczesne uzbrojenie.

Kiedy jednak odwrócimy tę finansową patelnię i zajrzymy głębiej, widać mechanizmy, które budzą największy niepokój ekonomistów. Ogromne sumy przepływają przez tak zwany sektor publiczny, biurokrację oraz liczne agencje rządowe. Utrzymanie rozbudowanej administracji, a także rosnące koszty obsługi długu publicznego – czyli odsetki, które musimy płacić od zaciągniętych wcześniej pożyczek – pożerają miliardy, które mogłyby trafić na nowoczesne drogi, szpitale czy transformację energetyczną.

Reklama

Warto też pamiętać o samorządach, które po ostatnich reformach systemowych w podatkach PIT i CIT zupełnie inaczej rozliczają się z centrum. Pieniądze krążą w skomplikowanym obiegu między budżetem centralnym a lokalnym, a przeciętny obywatel często gubi się w tym, kto tak naprawdę odpowiada za dziurę w lokalnej szkole czy brak środków na remont chodnika.

System finansów publicznych w Polsce przypomina skomplikowaną machinę, w której rury i zawory poukrywane są tak, by nikt postronny nie doczekał się jasnego rachunku sumienia. Płacimy coraz więcej, bo rosnące pensje i inflacja napędzają wpływy podatkowe, ale korzyści odczuwane na co dzień w postaci jakości usług publicznych wcale nie rosną w tym samym tempie. Dopóki finansiści rządowi nie zaczną precyzyjnie liczyć każdego wydanego grosza, dopóty polskie podatki od kuchni będą smakować co najwyżej cierpko.

KATEGORIE
TAGI
Udostępnij to

Komentarze

Wordpress (0)
Disqus ( )