Kredyt na 30 lat rozłożony na czynniki pierwsze

Kredyt na 30 lat rozłożony na czynniki pierwsze

Decyzja o podpisaniu umowy na trzydzieści lat rzadko bywa impulsem. Zazwyczaj poprzedzają ją miesiące oglądania ogłoszeń, kalkulacji i przekonywania samego siebie, że własne M jest w zasięgu ręki. Z danych Biura Informacji Kredytowej wynika, że średnia wartość wnioskowanych i udzielanych hipotek regularnie pobiła kolejne rekordy, a kwoty rzędu 400-500 tysięcy złotych nikogo już nie dziwią. Wydłużenie okresu spłaty do maksymalnego pułapu trzydziestu lat stało się dla wielu jedyną metodą na obniżenie raty i uzyskanie wymaganej przez bank zdolności kredytowej.

Kiedy doradca bankowy pokazuje harmonogram rozpisany na 360 miesięcy, w oczach klienta pojawia się ulga. Rata wydaje się do przełknięcia, zwłaszcza w porównaniu z cenami najmu. Warto jednak przyjrzeć się temu zobowiązaniu bez różowych okularów. Kredyt na trzydzieści lat to mechanizm, w którym czas działa bezwzględnie na niekorzyść pożyczkobiorcy. Banki zarabiają nie na samej marży, ale przede wszystkim na skali czasu. Przy obecnym poziomie stóp procentowych oraz ofertach komercyjnych, gdzie oprocentowanie oscyluje w okolicach 5.5 do 6.3%, ostateczny rachunek potrafi przyprawić o zawrót głowy.

Reklama

Weźmy prosty rachunek matematyczny. Pożyczając w banku pół miliona złotych na trzydzieści lat, miesięczna rata przy aktualnych warunkach wynosi zazwyczaj około 2900-3300 złotych w wariancie rat równych. Brzmi rozsądnie? Owszem, do momentu, w którym zsumujemy wszystkie przelewy wykonywane co miesiąc przez trzy dekady. Łączna kwota, jaką oddasz instytucji finansowej, wyniesie często ponad milion złotych. To oznacza, że za jedno mieszkanie kupione na kredyt, po doliczeniu odsetek i ubezpieczeń, zapłacisz de facto dwa.

Dlaczego tak się dzieje? Odpowiedź kryje się w konstrukcji raty annuitetowej, czyli równej. Przez pierwsze kilkanaście lat spłacania hipoteki, Twoje pieniądze wędrują przede wszystkim na pokrycie odsetek dla banku, a kapitał, czyli realny dług, maleje w żółwim tempie. Dopiero połowa okresu kredytowania przynosi moment przełomowy, w którym proporcje się odwracają. Z tego powodu osoby, które decydują się na sprzedaż nieruchomości po pięciu czy dziesięciu latach, z zaskoczeniem odkrywają, że mimo regularnego opłacania rat, ich zadłużenie w banku spadło zaledwie o niewielki procent.

Kolejnym elementem układanki jest stabilność, a raczej jej brak. Większość Polaków wybiera oprocentowanie zmienne oparte o wskaźnik WIBOR lub zbliżające się do rynkowego standardu alternatywne rozwiązania, bądź decyduje się na okresowo stałą stopę na pierwsze 5 lat. Co dzieje się po tym czasie? Jeśli stopy procentowe w gospodarce pójdą w górę, rata wzrośnie. Trzydzieści lat to w polskiej gospodarce całe eony. Wystarczy przypomnieć sobie, jak wyglądał rynek finansowy i koszty pieniądza dekadę temu, a jak prezentują się dzisiaj. Planowanie domowego budżetu z perspektywą 2050 roku przypomina wróżenie z fusów.

Reklama

Czy trzydziestoletni kredyt ma zatem same minusy? Niekoniecznie, pod warunkiem, że traktuje się go świadomie. Długi okres kredytowania daje tarczę bezpieczeństwa w postaci niższej raty miesięcznej. Pozwala zachować płynność finansową na wypadek utraty pracy czy nagłych wydatków zdrowotnych. Co więcej, polskie prawo chroni konsumentów przed drakońskimi karami za wcześniejszą spłatę. Po upływie 3 lat większość banków nie pobiera prowizji za nadpłacanie zobowiązania, a wcześniejsze regulowanie kapitału drastycznie skraca rzeczywisty czas trwania umowy oraz tnie koszty odsetkowe.

Strategia małych kroków, polegająca na braniu kredytu na maksymalny okres ze względu na bezpieczeństwo, ale jednoczesnym regularnym wrzucaniu nadwyżek finansowych w nadpłaty, to dla wielu jedyny rozsądny kompromis. Trzydzieści lat na papierze wcale nie musi oznaczać trzydziestu lat w rzeczywistości. Wszystko zależy od dyscypliny, stabilności zarobków i gotowości do rezygnacji z części bieżącej konsumpcji na rzecz świętego spokoju w przyszłości.

KATEGORIE
TAGI
Udostępnij to

Komentarze

Wordpress (0)
Disqus ( )