
Kto zapłaci za trzecie mieszkanie? Nowy pomysł na kataster budzi emocje
Temat podatku katastralnego w Polsce powraca jak bumerang i za każdym razem wywołuje potężne tąpnięcie w dyskusjach o rynku nieruchomości. Tym razem za sprawą propozycji Lewicy, która uderza w konkretną grupę właścicieli – osoby posiadające co najmniej trzy lokale. Jak zauważył w rozmowie z mediami Piotr Kuczyński, analityk rynków finansowych z Domu Inwestycyjnego Xelion, wprowadzenie takiego podatku od trzeciego mieszkania to kierunek, nad którym zdecydowanie warto się pochylić. Zwolennicy tego rozwiązania argumentują, że ma ono ukrócić spekulacyjne wykupywanie mieszkań przez inwestorów, którzy traktują betonowe złoto jako lokatę kapitału, windując ceny dla zwykłych ludzi.
Projekt przyniósł konkretne liczby, które szybko stały się kością niezgody. Zgodnie z założeniami twórców, pierwsze i drugie mieszkanie miało być objęite symboliczną stawką wynoszącą zaledwie **0,02% wartości**, co w praktyce oznacza niemal całkowite zwolnienie z obciążeń. Prawdziwe schody zaczynają się jednak przy trzeciej nieruchomości. Tam stawka w pierwszym roku miała wynosić **0,5%** i rosnąć co dwanaście miesięcy o **0,1 punktu procentowego**, aż do osiągnięcia pułapu **1,5%**. Przy mieszkaniu wartym pół miliona złotych daje to już całkiem konkretne sumy, które z roku na rok mocniej obciążałyby portfel właściciela.
Reakcja polskiej sceny politycznej była jednak przewidywalna. Minister finansów Andrzej Domański otwarcie odciął się od inicjatywy, podkreślając wprost, że poselski projekt nie ma szans na rządowe poparcie. Podobnego zdania są inni politycy koaliczący w rządzie, którzy studzą zapał lewicowych ministrów. Krytycy pomysłu wskazują na proste ryzyko – dodatkowe koszty nałożone na wynajmujących bardzo szybko uderzą w samych najemców, bo właściciele po prostu przerzucą wyższe rachunki na comiesięczny czynsz.
Z drugiej strony eksperci rynkowi zauważają, że tradycyjny model opodatkowania nieruchomości w oparciu o sam metr kwadratowy dawno przestał pasować do realiów gospodarczych. Liczenie podatku od rynkowej lub ustawowej wartości lokalnej pozwalałoby lepiej dopasować daninę do rzeczywistego majątku obywateli. Pytanie tylko, czy polski rynek jest gotowy na tak głębokie zmiany, czy też skończy się na politycznej dyskusji bez pokrycia w ustawach.
Źródło: www.fxmag.pl

