Dlaczego ceny administracji rosną, nawet gdy urzędy są coraz bardziej cyfrowe?

Dlaczego ceny administracji rosną, nawet gdy urzędy są coraz bardziej cyfrowe?

Z każdej strony słyszymy o potędze cyfryzacji. Urzędy chwalą się kolejnymi aplikacjami, platformami do elektronicznego zarządzania dokumentami czy wszechobecnym systemem EZD. Załatwianie spraw przez Profil Zaufany czy aplikację mObywatel stało się codziennością dla milionów Polaków. Logika podpowiada prosty scenariusz: skoro dokumenty krążą w sieci, a petent rzadziej przychodzi do okienka, koszty utrzymania państwowej machiny powinny gwałtownie spadać. Rzeczywistość okazuje się jednak zupełnie inna, a wydatki na administrację publiczną rosną z roku na rok.

Gdy spojrzymy na twarde dane finansowe państwa, szybko uderzy nas dysonans między cyfrowym wizerunkiem urzędów a rosnącymi kosztami ich utrzymania. Według oficjalnych danych budżetowych oraz analiz Najwyższej Izby Kontroli, wydatki na stanowiące prawo, administrację publiczną i kontrolę liczą w skali kraju dziesiątki miliardów złotych – sama funkcja administracyjna w mapach wydatków sektora publicznego pochłania ponad 70 miliardów złotych rocznie. Skąd ten paradoks? Przecież komputery nie pobierają pensji, a algorytmy nie potrzebują składek zdrowotnych.

Reklama

Odpowiedź tkwi w fundamentalnym błędzie myślowym: cyfryzacja nie zastępuje starego systemu z dnia na dzień. Przez długi czas generuje ona koszty podwójne. Urzędy muszą utrzymywać tradycyjne, papierowe ścieżki obsługi dla osób wykluczonych cyfrowo, a równolegle opłacać gigantyczną infrastrukturę informatyczną. Budowa nowoczesnych e-usług wcale nie jest tania. Jak pokazują rejestry wydatków na IT w administracji centralnej, samorządowej oraz w wyspecjalizowanych agencjach, mowa o miliardowych kwotach pompowanych w licencje, cyberbezpieczeństwo i utrzymanie systemów w chmurze.

Kolejnym elementem układanki są ludzie, a dokładniej zmiana struktury kompetencji w urzędach. Dawny pracownik biurowy, który jedynie stemplował dokumenty, ustępuje miejsca specjalistom od cyberbezpieczeństwa, analitykom danych, architektom systemów oraz administratorom sieci. O takich fachowców na rynku pracy niezwykle trudno. Administracja publiczna musi konkurować o nich z prywatnym sektorem IT, co oznacza jedno: wyższe pensje. Koszty osobowe rosną, bo zamiast redukować zatrudnienie, urzędy muszą zatrudniać nowych ludzi do obsługi i rozwoju skomplikowanej technologii.

Nie można też zapominać o tym, że apetyt rośnie w miarę jedzenia. Obywatele oczekują wyższych standardów. Skoro w banku czy sklepie internetowym wszystko działa w ułamku sekundy, dokładnie tego samego oczekują od ZUS-u, urzędu skarbowego czy ratusza. Spełnienie tych oczekiwań wymaga ciągłych aktualizacji oprogramowania, wdrażania nowych standardów takich jak e-Doręczenia czy dostosowywania systemów do wciąż zmieniających się przepisów prawa. Prawo w Polsce potrafi zmienić się z miesiąca na miesiąc, co zmusza informatyków do ciągłego przepisywania i testowania rządowych aplikacji.

Reklama

Cyfryzacja bez wątpienia ułatwia nam życie i oszczędza czas w kolejkach, ale w krótkiej i średniej perspektywie nie jest cudownym lekiem na oszczędności budżetowe. Zamiast taniego państwa zyskujemy państwo sprawniejsze, ale droższe w utrzymaniu, ponieważ technologia wymaga stałych inwestycji, drogich ekspertów i bezustannnego serwisu.

KATEGORIE
TAGI
Udostępnij to

Komentarze

Wordpress (0)
Disqus ( )