
Ile naprawdę kosztuje pracodawcę pracownik zarabiający 10 tys. zł brutto?
Gdy rozmawiamy o pieniądzach, najczęściej operujemy dwiema kwotami. Pracownik patrzy na to, co ląduje na jego koncie, czyli na kwotę netto. Szef lub dział kadr widzi z kolei kwotę brutto wpisaną w umowie o pracę. Szybki rzut oka na ogłoszenia o pracę pokazuje, że 10 000 zł brutto to próg, który dla wielu brzmi solidnie. Daje on pracownikowi około 7 147 zł netto na rękę. Jednak dla przedsiębiorcy ta kwota to dopiero początek drogi, a nie ostateczny rachunek.
W polskim systemie podatkowo-składkowym funkcjonuje pojęcie całkowitego kosztu zatrudnienia, często nazywane potocznie kwotą superbrutto. Oznacza ono, że umowa o pracę to nie tylko pensja pracownika, ale też cały pakiet obowiązkowych składek, które pracodawca musi przelać do Zakładu Ubezpieczeń Społecznych z własnej kieszeni. Ile zatem wynosi rzeczywisty rachunek za pracownika zarabiającego 10 tysięcy złotych brutto?
Co składa się na dodatkowe koszty pracodawcy?
Kiedy w umowie pojawia się okrągła suma 10 000 zł brutto, firma nie zapłaci ani grosza mniej niż ta kwota, ale na samym przelewie dla pracownika się nie kończy. Do skarbca ZUS-u trzeba dorzucić narzuty, które w standardowym wariancie wynoszą około 20,48% ponad wartość brutto.
Na te dodatkowe obciążenia składają się konkretne filary:
- Składka emerytalna – 9,76%, czyli 976 zł
- Składka rentowa – 6,50%, czyli 650 zł
- Składka wypadkowa – zazwyczaj 1,67% (choć stawka zależy od branży i wielkości firmy), co daje 167 zł
- Fundusz Pracy (FP) oraz Fundusz Solidarnościowy (FS) – 2,45%, czyli 245 zł
- Fundusz Gwarantowanych Świadczeń Pracowniczych (FGŚP) – 0,10%, czyli równe 10 zł
Po zsumowaniu tych pozycji okazuje się, że państwo dolicza do pensji pracownika dokładnie 2 048 zł miesięcznie. W skali roku robi się z tego pokaźna górka dodatkowych pieniędzy, o których rzadko myślimy, analizując domowe budżety.
Ostateczna kwota na rachunku firmy
Gdy zsumujemy podstawowe wynagrodzenie oraz obowiązkowe składki opłacane przez płatnika, łączny miesięczny koszt zatrudnienia pracownika zarabiającego 10 tysięcy złotych brutto wynosi 12 048 zł.
Oznacza to, że państwo za sam fakt istnienia tego etatu pobiera od pracodawcy ponad 24 tysiące złotych rocznie w postaci samych narzutów składkowych. A to przecież wciąż nie koniec potencjalnych wydatków. Jeśli firma zdecydowała się na wdrożenie Pracowniczych Planów Kapitałowych (PPK), do ogólnego rachunku trzeba dopłacić podstawową wpłatę pracodawcy w wysokości 1,5%, co przy tej pensji oznacza kolejne 150 zł miesięcznie. Z PPK całkowity koszt rośnie do blisko 12 200 zł w skali miesiąca.
Różne umowy, różne zasady
Warto pamiętać, że powyższe wyliczenia dotyczą klasycznej umowy o pracę. Rynek pracy od lat szuka alternatyw i elastyczności. Gdyby ten sam pracownik świadczył usługi w ramach działalności gospodarczej (B2B) na kwotę 10 000 zł netto plus VAT, faktura wystawiona przez niego byłaby jedynym kosztem dla firmy – przedsiębiorca nie płaci wtedy składek ZUS za kontrahenta, a cała odpowiedzialność za ubezpieczenia spada na samozatrudnionego. Z kolei przy umowie zlecenia koszty mogą wyglądać zupełnie inaczej, zwłaszcza jeśli zleceniobiorcą jest student poniżej 26. roku życia – wtedy koszty pracodawcy zamykają się dokładnie w kwocie z umowy, bez dodatkowych składek ZUS.
Podsumowując, próg 10 tysięcy złotych na umowie o pracę w rzeczywistości kosztuje firmę o ponad jedną piątą więcej. Zrozumienie tej mechaniki pozwala lepiej planować finanse przedsiębiorstwa i tłumaczy, dlaczego pracodawcy tak ostrożnie podchodzą do każdej podwyżki.

