Kto zarabia na dolarze jako światowej walucie?

Kto zarabia na dolarze jako światowej walucie?

Zielony banknot od dziesięcioleci rządzi globalną gospodarką. Z danych Banku Rozrachunków Międzynarodowych (BIS) wynika, że dolar amerykański brał udział w około 89% wszystkich transakcji na światowym rynku walutowym. To potężna skala, biorąc pod uwagę, że każda wymiana angażuje dwie strony. Skoro cały świat posługuje się tą walutą do handlu ropą, zaciągania kredytów czy trzymania państwowych oszczędności, naturalnie pojawia się pytanie: kto właściwie na tym zarabia i ile z tego mają zwykli Amerykanie?

Przez lata ekonomistom towarzyszyło pojęcie tak zwanego wygórowanego przywileju (ang. exorbitant privilege), sformułowane w latach 60. XX wieku przez francuskiego ministra finansów Valéry’ego Giscarda d’Estainga. Ideą tego zjawiska była teza, że USA czerpią niemal nielimitowane korzyści z faktu drukowania waluty, którą chce mieć każdy. W praktyce jednak mechanizm ten jest nieco bardziej złożony, a zyski rozkładają się nierównomiernie.

Reklama

Pierwszym i najbardziej bezpośrednim beneficjentem jest sam amerykański rząd. Ponieważ popyt na dolary na całym świecie jest ogromny – czego dowodem jest fakt, że około 58% oficjalnych rezerw walutowych banków centralnych na świecie stanowią aktywa w USD – Stany Zjednoczone mogą pożyczać pieniądze taniej niż ktokolwiek inny. Inwestorzy z Azji, Europy czy Bliskiego Wschodu chętnie kupują amerykańskie obligacje skarbowe, traktując je jako najbezpieczniejszą przystań w momentach kryzysu. Niższe koszty obsługi długu publicznego oznaczają gigantyczne oszczędności dla budżetu państwa, które można przeznaczyć na inne cele.

Drugą grupą są duże amerykańskie banki i korporacje międzynarodowe. Firmy ze Stanów Zjednoczonych prowadzące globalną ekspansję nie muszą martwić się ryzykiem kursowym w takim stopniu, jak podmioty z innych krajów. Ponieważ większość surowców, na czele z ropą naftową, jest wyceniana w dolarach, amerykańscy importerzy i eksporterzy rozliczają transakcje we własnej walucie. Oszczędzają w ten sposób na prowizjach i kosztach przewalutowań, zyskując przewagę konkurencyjną nad konkurencją z Europy czy Azji.

Warto jednak spojrzeć na drugą stronę medalu. Dawni i obecni eksperci finansowi zwracają uwagę, że korzyści dla całego społeczeństwa wcale nie są tak gigantyczne, jak mogłoby się wydawać. Były szef Rezerwy Federalnej (Fed), Ben Bernanke, wielokrotnie podkreślał, że zyski z tytułu samego sejniorażu – czyli korzyści z emitowania gotówki krążącej poza granicami kraju – szacuje się na około 20 miliardów dolarów rocznie. W skali amerykańskiego PKB, liczonego w bilionach dolarów, to zaledwie ułamek procenta.

Reklama

Co więcej, globalna rola dolara ma swoją cenę, w co mocno uderzają tradycyjny przemysł i eksporterzy w USA. Olbrzymi popyt zagraniczny na dolara sztucznie winduje jego kurs w górę. Silna waluta sprawia, że amerykańskie towary stają się droższe na rynkach zagranicznych, a towary importowane znikomo tanie. To z kolei prowadzi do chronicznego deficytu handlowego i utraty miejsc pracy w tradycyjnych amerykańskich fabrykach, co boleśnie odczuły przemysłowe regiony Stanów Zjednoczonych.

Na dolarowej dominacji zarabiają również międzynarodowe rynki finansowe i instytucje z siedzibą na Wall Street. Globalny system finansowy jest ściśle zintegrowany z amerykańską infrastrukturą rozliczeniową. Banki inwestycyjne czerpią prowizje z obsługi gigantycznych przepływów kapitałowych, a dolar służy jako uniwersalne smarowidło globalnego handlu. Kiedy zagraniczne firmy chcą wyemitować dług międzynarodowy, w blisko 60% przypadków robią to właśnie w dolarach, co napędza zyski amerykańskim pośrednikom finansowym.

Na koniec dochodzi wymiar polityczny, który rzadko przelicza się bezpośrednio na dolary, ale ma kolosalne znaczenie. Pozycja globalnej waluty daje Waszmontowi potężne narzędzie nacisku w postaci sankcji gospodarczych. Kontrola nad globalnym systemem przepływów finansowych pozwala zamknąć dowolnemu podmiotowi na świecie dostęp do międzynarodowego handlu. To mechanizm władzy, którego nie da się łatwo wycenić w bilansie budżetowym.

Kto zatem ostatecznie zarabia? Najwięcej zyskują amerykański rząd dzięki taniemu finansowaniu długu oraz gigantyczny sektor finansowy i korporacyjny. Zwykły obywatel USA korzysta na stabilności i tańszych towarach z importu, ale jednocześnie płaci za to mniejszą konkurencyjnością rodzimego przemysłu. Globalny system trzyma się mocno, choć kraje zrzeszone w grupie BRICS coraz głośniej szukają alternatyw, starając się ukrócić tę jednostronną dominację.

KATEGORIE
TAGI
Udostępnij to

Komentarze

Wordpress (0)
Disqus ( )