
Polska jako logistyczne centrum Europy — kto na tym zarabia?
Gdy ktoś pyta o logistyczne serce Europy, coraz ruszciej myśli o Niemczech czy Beneluksie. Nad Wisłą wyrósł gigant, który w branży TSL (transport, spedycja, logistyka) odgrywa rolę absolutnego mocarstwa. Całkowite zasoby nowoczesnej powierzchni magazynowej w kraju przekroczyły już 36 milionów metrów kwadratowych, a polscy przewoźnicy drogowi odpowiadają za potężną część unijnego transportu międzynarodowego. Kto jednak realnie czerpie z tego zyski, a kto dopłaca do interesu?
Skala tego fenomenu robi wrażenie, ale za efektownymi słupkami kryje się prosta proza biznesu. Z najnowszych danych wynika, że sam popyt brutto na powierzchnie magazynowe w pierwszym kwartale osiągnął poziom 1,58 miliona metrów kwadratowych, co oznacza skok o 47 procent w ujęciu rocznym. Magazyny rosną jak grzyby po deszczu głównie wokół Warszawy, na Śląsku, w Polsce Centralnej oraz na Dolnym Śląsku. I chociaż dla gospodarki to potężny zastrzyk gotówki, tort dzieli się w bardzo nierówny sposób.
Międzynarodowy kapitał i fundusze inwestycyjne
Na podium tych, którzy zarabiają najwięcej, stoją zagraniczne fundusze inwestycyjne, deweloperzy hal przemysłowych oraz międzynarodowe korporacje. Warto pamiętać, że większość wielkich parków logistycznych nie należy do rodzimych firm. Za ich budową stoją globalne podmioty, które czerpią stałe zyski z długoterminowych umów najmu. Jak pokazuje rynek inwestycyjny, sektor magazynowo-produkcyjny odpowiada za blisko 44 procent całkowitego wolumenu transakcji na rynku nieruchomości komercyjnych w Polsce.
Zarabiają też gigantyczni operatorzy logistyczni i platformy e-commerce, dla których Polska stała się głównym przyczółkiem do obsługi rynków zachodnich i skandynawskich. Bliskość granicy z Niemcami, świetne skrzyżowanie autostrad i niższe koszty operacyjne sprawiają, że zagraniczne marki optymalizują swoje wydatki kosztem polskiej infrastruktury i pracowników.
Polscy przewoźnicy w cieniu presji kosztowej
A co z polskimi firmami transportowymi, które przez lata budowały pozycję lidera w Europie? Tutaj sytuacja wcale nie jest tak kolorowa, jak mogłoby się wydawać. Z raportów branżowych wynika, że po latach spektakularnych sukcesów, polska branża transportowa zmaga się z ogromną presją. Wzrost kosztów prowadzenia działalności dotyka aż 88 procent operatorów logistycznych. Do tego dochodzi chroniczny brak rąk do pracy – z niedoborem kadr boryka się aż 72 procent firm z sektora logistycznego.
Wielu mniejszych przewoźników balansuje na granicy opłacalności. Ceny paliw, drogie ubezpieczenia, podwyżki płac oraz unijne regulacje, takie jak Pakiet Mobilności, skutecznie podcinają skrzydła rodzinnym biznesom transportowym. Zamiast kokosów, wielu przedsiębiorców walczy po prostu o przetrwanie i utrzymanie płynności finansowej.
Kto jeszcze zyskuje? Regiony i lokalne samorządy
Nie można jednak zapominać o drugiej stronie medalu. Regiony, w których powstają gigantyczne clustry logistyczne, zyskują stałe źródło dochodów z podatków od nieruchomości. Dla mniejszych gmin hala logistyczna to często zastrzyk gotówki, który pozwala na budowę dróg, szkół czy kanalizacji. Miejscowi mieszkańcy znajdują tam zatrudnienie, choć dominują zazwyczaj oferty pracy na stanowiskach operacyjnych, które rzadko należą do najlepiej opłacanych w gospodarce.
Polska jako logistyczne centrum Europy to fakt bezdyskusyjny, napędzany rosnącym handlowym glosem internetu i przenoszeniem łańcuchów dostaw bliżej rynków zbytu. Zyskuje na tym globalny kapitał, wielkie fundusze i konsumenci, którzy cieszą się szybką dostawą paczek następnego dnia. Jednak polski kręgosłup tej branży, czyli kierowcy i rodzimi przewoźnicy, musi dziś mocno zacisnąć zęby, by utrzymać się na powierzchni w starciu z rosnącymi kosztami i unijną konkurencją.

