
Ceny paliw pod presją Bliskiego Wschodu. Czy ropa naftowa naprawdę może stanieć?
Sytuacja na Bliskim Wschodzie od miesięcy trzyma w napięciu rynki surowcowe na całym świecie. Notowania ropy naftowej Brent regularnie szybują powyżej 100 USD za baryłkę, co bezpośrednio przekłada się na droższe paliwa na stacjach benzynowych. Takie numery na pylonach mocno dają w kość kierowcom, a gwałtowne skoki cen wywołują nerwowe ruchy również w politycznych gabinetach, w tym w Białym Domu.
Głównym zapalnikiem problemów pozostaje rejon Cieśniny Ormuz oraz nawracające napięcia w Zatoce Perskiej. Każdy incydent z udziałem tankowców czy ataki na infrastrukturę przesyłową sprawiają, że inwestorzy natychmiast doliczają do ceny surowca tzw. premię za ryzyko geopolityczne. W efekcie rynek reaguje nerwowo, a ceny paliw szybują w górę, napędzając obawy przed powrotem silnej inflacji.
Mimo że obecna drożyzna spędza sen z powiek konsumentom, część ekspertów patrzy w przyszłość z większym spokojem. W dyskusjach rynkowych pojawiają się nawet śmiałe scenarze mówiące o tym, że w dłuższym horyzoncie surowiec może mocno stracić na wartości. Jak w rozmowach z analitykami zauważał m.in. Piotr Cymcyk, współzałożyciel DNA Rynków, obecna fala ekstremalnie wysokich cen wcale nie musi na stałe zakotwiczyć się w gospodarce. Historycznie silne skoki wywołane czynnikami politycznymi często ustępują miejsca głębszym korektom, gdy tylko napięcia opadają lub popyt zaczyna się dywersyfikować.
Tymczasem instytucje międzynarodowe próbują ratować sytuację. Państwa zrzeszone w Międzynarodowej Agencji Energetycznej zdecydowały o uwalnianiu kolejnych milionów baryłek z strategicznych rezerw ropy, aby nieco ulżyć rynkom i zwiększyć podaż paliw gotowych. Pytanie tylko, czy doraźne zastrzyki wystarczą, by powstrzymać presję na portfele kierowców, czy też najbliższe miesiące upłyną pod znakiem ciągłej walki z drożyzną na stacjach.
Źródło: www.fxmag.pl

