
Wielka gra o polską infrastrukturę. Mirbud walczy na rynku kolejowym i szuka nowych przejęć
Rynek budowlany w Polsce przypomina czasem pole bitwy, gdzie o losach miliardowych kontraktów decydują nie tylko potężne maszyny i kalkulacje inżynierów, ale też paragrafy, procedury i sądowe batalie. Przekonał się o tym ostatnio Mirbud, który mimo że mocno stawia na rozwój w segmencie kolejowym, musi mierzyć się z bolesnymi zwrotami akcji.
Głośnym echem odbiła się sprawa gigantycznego przetargu na modernizację fragmentu Rail Baltica na odcinku Białystok–Ełk. Choć konsorcjum z udziałem Mirbudu i Torpolu przedstawiło najkorzystniejszą ofertę wartą około 4,57 mld zł, drogi do podpisania umowy nie udało się otworzyć. Sprawa utknęła w proceduralnym labiryncie, w którym kluczową rolę odegrała administracyjna kara środowiskowa w wysokości zaledwie 15 tys. zł. Sąd Okręgowy w Warszawie ostatecznie oddalił skargę spółki na decyzję Krajowej Izby Odwoławczej, co zamknęło furtkę do realizacji tego historycznego zlecenia. Takie sytuacje pokazują, jak bezwzględne potrafią być przepisy o zamówieniach publicznych, gdzie drobny błąd formalny potrafi wyeliminować gracza z gry o gigantyczne pieniądze.
Mimo potknięcia na Rail Baltica, strategia spółki pozostaje niezmieniona. Kolej to wciąż priorytet, czego dowodem są mniejsze, ale wciąż bardzo solidne kontrakty. Spółka zależna Mirbudu – Transkol – wspólnie z partnerami zdobyła zlecenie od PKP PLK na prace na linii nr 8 na odcinku Sitkówka Nowiny–Miąsowa, warte 496,37 mln zł brutto. Takie umowy pozwalają zachować ciągłość pracy i budować pozycję w sektorze, który dla wielu rodzimych firm wciąż jest trudnym terenem ze względu na dużą konkurencję i specyfikę zamawiającego.
Szefostwo spółki nie ukrywa, że bacznie przygląda się rynku pod kątem fuzji i przejęć. Nie chodzi tu jednak wyłącznie o tory. Sprzedaż akcji Torpolu dała grupie większą elastyczność finansową, otwierając drzwi do ekspansji w innych obszarach, takich jak energetyka oraz prefabrykacja [szczegóły w materiałach źródłowych]. W branży budowlanej dywersyfikacja to często najlepsza polisa ubezpieczeniowa na wypadek zawirowań w przetargach publicznych.
Warto też zwrócić uwagę na szerszy problem, o którym głośno mówią menedżerowie z branży. Kwestia tak zwanego local content, czyli realnego udziału krajowych przedsiębiorstw w wielkich inwestycjach, wciąż pozostawia sporo do życzenia. Polskie firmy budowlane potrafią budować sprawnie i na skalę europejską, jednak zawiłe procedury oraz ostra konkurencja ze strony zagranicznych konsorcjów sprawiają, że droga na szczyt bywa wyboista. Przed Mirbudem i innymi rodzimymi podmiotami stoi teraz wyzwanie przejścia procedur samooczyszczenia i powrotu do gry o kolejne państwowe miliony.
Źródło: www.parkiet.com

