
Dlaczego drabinowa kariera pęka? Młodzi specjaliści tracą pierwszy szczebel
Wejście na rynek pracy po studiach czy po kursie programowania przestało przypominać schody, po których idzie się szczebel po szczebelku. Dla dzisiejszych absolwentów to raczej pionowa ściana wspinaczkowa, do której brakuje liny a uchwyty są smarowane oliwą. Sektor technologiczny i szeroko pojęty biznes w Polsce wciąż generują niezłe zyski, ale działy rekrutacji zamykają drzwi przed osobami bez doświadczenia. Z danych Eurostatu wynika, że stopa bezrobocia wśród osób poniżej 25. roku życia oscyluje wokół 11,2 proc., podczas gdy dla starszych grup wiekowych to zaledwie niespełna 3 proc.
Skąd ten zgrzyt? Przecież polska gospodarka od lat zmaga się z brakiem rąk do pracy. Problem polega na tym, że firmy szukają gotowych ekspertów, którzy od razu zaczną dowozić wyniki, a nie osób wymagających wdrażania. Dawny model kariery, w którym świeżo upieczony junior dostawał proste zadania, powoli odchodzi w przeszłość. Jak zauważa prof. Krzysztof Piech z Uczelni Łazarskiego, największym skutkiem sztucznej inteligencji wcale nie musi być natychmiastowa likwidacja całych zawodów, lecz ciche odcięcie dopływu nowych kadr
Sztuczna inteligencja zjada własny ogon
Algorytmy i narzędzia generatywne przejęły zadania, które do niedawna stanowiły idealny poligon doświadczalny dla początkujących pracowników. Pisanie prostego kodu, wstępna analiza danych, redagowanie dokumentacji czy rutynowa obsługa klienta to dziś domena programów wspomaganych przez AI. Skoro jeden doświadczony senior wspierany przez sztuczną inteligencję potrafi wykonać pracę trzech juniorów, korporacje kalkulują chłodno. Po co zatrudniać kogoś, kogo trzeba uczyć podstaw przez pół roku, skoro system zrobi to taniej i w kilka sekund?
Taka kroczona optymalizacja rodzi jednak potężne ryzyko w dłuższej perspektywie. Jeśli przedsiębiorstwa przestaną szkolić najniższy szczebel, kto za kilka lat zastąpi odchodzących na emeryturę lub wyższych stanowiskach seniorów? Tworzy się tak zwana pustynia szkoleniowa. Brak naturalnej rotacji i dopływu świeżej krwi sprawi, że rynek pracy może wpaść w gigantyczną lukę kompetencyjną.
Konkurencja zjada najmłodszych
Na platformach z ogłoszeniami o pracę widać to gołym okiem. Z analiz branżowych wynika, że oferty dla osób rozpoczynających karierę w IT stanowią czasem zaledwie od 2 do 5 procent wszystkich wakatów. Co gorsza, na jedno takie ogłoszenie potrafi odpowiedzieć nawet kilkuset kandydatów. Młodzi ludzie czują się oszukani przez narrację o hossie w nowoczesnych usługach, bo rzeczywistość weryfikuje ich dyplomy i certyfikaty w niezwykle brutalny sposób.
Eksperci od rynku pracy zwracają uwagę, że kluczem do przetrwania staje się nie tyle samo opanowanie technologii, ile umiejętność korzystania z niej w sposób unikalny. Pokolenie Z ma tu akurat naturalną przewagę, bo z narzędziami cyfrowymi obcuje od dziecka. Jednak sama znajomość narzędzi to za mało, jeśli brakuje przestrzeni na popełnianie błędów, które kiedyś były wpisane w rolę młodszego specjalisty.
Bez rewizji podejścia pracodawców do szkoleń wewnętrznych, drabinowa struktura awansów rozsypie się na dobre. Państwo i biznes muszą zacząć myśleć w perspektywie dekady, a nie tylko najbliższego kwartału rozliczeniowego, bo oszczędzanie na juniorach to w rzeczywistości podcinanie gałęzi, na której siedzi cała gospodarka.

