Firmy, które zarabiają na tym, że Polacy oszczędzają – biznes wokół taniego życia, promocji i zakupów z drugiej ręki.

Firmy, które zarabiają na tym, że Polacy oszczędzają – biznes wokół taniego życia, promocji i zakupów z drugiej ręki.

Kiedy w domowym budżecie zaczyna brakować oddechu, pierwszą naturalną reakcją nas wszystkich jest zaciskanie pasa. Zamiast droższych marek w koszyku lądują tańsze zamienniki, a wyjścia do restauracji ustępują miejsca gotowaniu w domu. To jednak tylko jedna strona medalu. Istnieje bowiem całkiem spora gałęzi gospodarki, która nie tylko nie traci na tym, że Polacy oglądają każdą złotówkę z dwóch stron, ale wręcz rośnie na tym zjawisku jak na drożdżach. Biznes oparty na tanim życiu i polowaniu na okazje ma się świetnie.

Wystarczy spojrzeć na twarde dane rynkowe. Z raportów branżowych wynika, że polski rynek produktów z drugiego obiegu osiągnął imponującą wartość 12,3 miliarda złotych,notując skok o ponad 26 procent w ujęciu rocznym. Jeszcze kilka lat temu zakupy w miejscach z używaną odzieżą czy na platformach internetowych kojarzyły się głównie z koniecznością cięcia kosztów. Dziś to pełnoprawny, niezwykle dochodowy sektor handlu, w którym obracają się wielkie pieniądze. Platformy takie jak Vinted, OLX czy Allegro Lokalnie przejęły rolę gigantycznych galerii handlowych XXI wieku.

Reklama

Co ciekawe, ten mechanizm napędzają nie tylko portfele, ale też czysta psychologia. Z badań agencji Havas wynika, że ponad 6 na 10 Polaków regularnie kupuje rzeczy z drugiej ręki, co daje nam czołowe miejsce w globalnych zestawieniach konsumpcji cyrkularnej. Firmy doskonale to wyczuły. Zamiast walczyć ze zjawiskiem kryzysu, stworzyły narzędzia, które zarabiają na ludzkiej potrzebie oszczędzania. Pobierają prowizję od każdej transakcji, oferują płatne wyróżnienia ogłoszeń czy ubezpieczenia wysyłek. Im więcej osób szuka tańszych alternatyw, tym większe zyski spływają na konta właścicieli tych cyfrowych ekosystemów.

Aplikacje w kieszeni, czyli monetyzowanie skąpstwa

Spójrzmy na własne smartfony. Przeciętny użytkownik ma w nich przynajmniej kilka aplikacji pomagających kontrolować wydatki, wyszukiwać kody rabatowe lub agregować gazetki promocyjne z dyskontów, takie jak Gazetkowo czy Blix. Korzystanie z nich nic nie kosztuje konsumenta, co tworzy złudzenie całkowitej darmowości. Biznes jednak działa zupełnie inaczej. Aplikacje te zarabiają krocie na modelach b2b, sprzedając sieciom handlowym precyzyjne dane o nawykach zakupowych Polaków oraz kierując do nich miliony potencjalnych klientów.

Do tego dochodzą platformy typu cashback, które obiecują zwrot części wydanych pieniędzy. Działają one na prostej zasadzie prowizyjnej – sklep płaci pośrednikowi za przyprowadzenie klienta, a ten część zysku oddaje kupującemu, zatrzymując dla siebie marżę. W skali miliona użytkowników robią się z tego milionowe kwoty. Oszczędzanie stało się usługą, na której ktoś zawsze zarabia.

Reklama

Koniec wstydu, początek wielkiego kapitału

Zmieniło się też samo postrzeganie taniego życia. Oszczędzanie przestało być tematem tabu czy powodem do kompleksów. Dla młodszego pokolenia kupowanie na wyprzedażach, polowanie na tzw. toodoodoogowe paczki z nadwyżkami żywności czy wybieranie odzieży z drugiego obiegu to wręcz powód do dumy i wyraz troski o planetę. Korporacje handlowe szybko dostrzegły tę zmianę wajchy. Sieci dyskontów prześcigają się w aplikacjach lojalnościowych, które pod płaszczykiem personalizowanych zniżek budują potężną bazę danych i gwarantują lojalność klienta przywiązanego do programu punktowego.

Biznes wokół taniego życia udowadnia jedną prostą prawdę. Niezależnie od tego, czy gospodarka przyspiesza, czy zwalnia, ludzka potrzeba szukania korzystnych ofert pozostaje stałym elementem krajobrazu. I choć na końcu tego łańcucha pojedynczy konsument cieszy się z zaoszczędzonych dziesięciu złotych, na początku piramidy ktoś sprytnie liczy prowizję od każdego tak zwanego dobrego interesu.

KATEGORIE
TAGI
Udostępnij to

Komentarze

Wordpress (0)
Disqus ( )