
Zakupy za 200 zł. Ile z tej kwoty naprawdę zostaje sklepowi?
Pakujesz do koszyka bułki, kawałek sera, mleko, paczkę kawy i kilka drobiazgów. Przy kasie spoglądasz na paragon i widzisz okrągłą sumę: 200 zł. Wychodzisz ze sklepu z mocnym wrażeniem, że zostawiłeś tam solidny kawałek domowego budżetu. I masz rację, bo dla portfela to odczuwalny wydatek. Z punktu widzenia matematyki handlowej sprawa wygląda jednak zupełnie inaczej. Zastanawiałeś się kiedyś, ile z tej dwustuzłotowej kwoty realnie zostaje w kasie właściciela jako czysty zysk? Odpowiedź może zaskoczyć, bo zyski w handlu detalicznym wcale nie przypominają kokosów, o jakich czasem myślimy.
Zanim te pieniądze zamienią się w jakikolwiek dochód dla właściciela placówki, muszą przejść przez gruby filtr podatków i kosztów operacyjnych. Zacznijmy od państwa. W zależności od tego, co dokładnie znalazło się w Twojej siatce, w cenie ukryty jest podatek VAT – zazwyczaj 5% na podstawowe produkty żywnościowe, 8% na inne artykuły lub standardowe 23% na chemię gospodarczą czy kosmetyki. Przyjmując uśredniony koszyk zakupowy w polskim sklepie, z 200 zł zapłaconych przy kasie do państwowej skarbniczki w formie VAT trafia średnio kilkanaście lub kilkadziesiąt złotych, zanim sklep w ogóle zaczęty cokolwiek liczyć dla siebie. Sklep jest tu tylko poborcą podatkowym.
To, co zostaje po odliczeniu podatków, to przychód netto ze sprzedaży. I dopiero od tego momentu zaczyna się prawdziwa walka o przetrwanie, którą toczą handlowcy. Według danych rynkowych i analiz sektora handlowego, średnia marża brutto w tradycyjnych sklepach spożywczych oscyluje najczęściej w granicach 20-30%. W przypadku wielkich dyskontów, które nadrabiają gigantyczną skalą obrotów, marże operacyjne i wskaźniki takie jak EBITDA mieszczą się zazwyczaj w przedziale od 6% do 9%. Przykładowo, raporty finansowe popularnej sieci Dino pokazują marżę EBITDA na poziomie około 6,8-8,5%. Przełóżmy to na nasze 200 zł. Jeśli sieć operuje na 7-procentowej marży EBITDA, oznacza to, że z Twoich dwustu złotych na pokrycie kosztów i wypracowanie zysku zostaje około 14 zł. Ale uwaga – to wciąż nie jest zysk do kieszeni właściciela.
Z tych kilkunastu złotych trzeba opłacić machinę, która sprawia, że sklep w ogóle działa. A koszty prowadzenia handlu w Polsce wystrzeliły w ostatnich latach w kosmos. Rachunki za prąd chłodni i oświetlenia potrafią przyprawić o zawrót głowy. Do tego dochodzą drastycznie rosnące pensje pracowników, koszty wynajmu atrakcyjnych lokali, logistyka, transport, a także straty wynikające z marnowania się żywności czy kradzieży, które w branży spożywczej są wpisane w codzienne ryzyko biznesowe. Kiedy sklep zapłaci już za gaz, prąd, zusy pracowników i faktury hurtownikom, z pierwotnych 200 zł zostaje tzw. zysk netto.
Ile wynosi on na czysto? W skali całego handlu detalicznego rentowność netto rzadko przekracza 2-4%. Jeśli więc zostawiasz w sklepie 200 zł, realny zysk na czysto, jaki zostaje w dyspozycji właściciela po opłaceniu absolutnie wszystkiego, wynosi często zaledwie od 4 do 8 zł. Czasami, przy wyjątkowo drogich produktach albo w małych sklepach osiedlowych ratujących się wyższą marżą na niszowym asortymencie, kwota ta może być nieco wyższa, ale w twardej dyskontowej rzeczywistości decyduje wyłącznie skala. Sklepy nie zarabiają fortuny na pojedynczym kliencie – zarabiają wtedy, gdy takich koszyk po 200 zł przez ich kasy przewijają się dziesiątki tysięcy dziennie.

