Czy Polacy naprawdę są coraz bogatsi? Dochód kontra majątek.

Czy Polacy naprawdę są coraz bogatsi? Dochód kontra majątek.

Gdy zerknąć na najnowsze doniesienia statystyczne, nietrudno odnieść wrażenie, że Polska gospodarka pędzi jak dobrze naoliwiona maszyna. Eurostat regularnie przypomina nam, że dochody Polaków rosną w czołowym tempie w całej Unii Europejskiej, a PKB per capita w przeliczeniu na mieszkańca osiągnęło poziom 81 proc. średniej unijnej. Statystyczny Kowalski zarabia więcej niż kiedykolwiek w historii, a portfele pęcznieją pod wpływem rosnących pensji. Z drugiej strony, gdy wychodzimy na ulicę lub rozmawiamy ze znajomymi o kredytach, perspektywie zakupu własnych czterech kątów czy poduszkach finansowych, optymizm nagle topnieje. Czy zatem Polacy rzeczywiście stają się zamożniejszym narodem, czy to tylko złudzenie generowane przez słupki w Excelu?

Dochód rośnie w oczach, ale co z tego zostaje?

Żeby dobrze zrozumieć tę układankę, musimy odróżnić dwie fundamentalne rzeczy: ile zarabiamy od tego, co faktycznie posiadamy. Dochód to strumień pieniędzy, który co miesiąc spływa na nasze konto. Majątek to z kolei nasz całkowity stan posiadania pomniejszony o długi – wszystko to, co zgromadziliśmy przez lata w postaci oszczędności, nieruchomości czy akcji.

Reklama

Pod kątem dochodów nie mamy się czego wstydzić. Z danych Głównego Urzędu Statystycznego i Eurostatu wynika, że realne dochody do dyspozycji polskich gospodarstw domowych rosły w ostatnich okresach w czołowym tempie w UE. Krajowy Produkt Krajowy per capita w ujęciu nominalnym przekroczył niemal 24,6 tys. euro. Brzmi dumnie, prawda? Problem polega na tym, że wzrost ten przez długi czas mocno deptała podwyższona inflacja, a kiedy przeliczamy te zarobki na warunki zachodnioeuropejskie, wciąż zauważamy spory dystans. Średnia pensja nad Wisłą w przeliczeniu na euro to wciąż kwoty, które w krajach takich jak Niemcy czy Francja oscylują w okolicach tamtejszych stawek minimalnych.

Biliony w bankach i statystyczne fatamorgana

Spójrzmy jednak na drugą stronę medalu – na majątek. Z opublikowanego raportu Polskiego Funduszu Rozwoju (PFR) wynika, że łączny majątek finansowy Polaków przekroczył rekordowy poziom 4,1 bln zł. Gdy podzielimy tę potężną kwotę przez liczbę mieszkańców, statystycznie na każdego obywatela – wliczając w to niemowlęta – przypada 109 390 zł brutto (co po odliczeniu średniego zadłużenia daje około 85 621 zł czystego majątku netto). Dorosły Polak dysponuje średnio kwotą rzędu 107 tys. zł netto, a przeciętne gospodarstwo domowe ma zgromadzone ponad 221 tys. zł.

Skoro te liczby wyglądają tak dobrze, skąd ten powszechny sceptycyzm? Odpowiedź tkwi w strukturze tych oszczędności oraz w różnicy między średnią a medianą. Średnia arytmetyczna ma to do siebie, że potrafi mocno zakrzywić rzeczywistość. Jeśli w jednym pokoju siedzi dziesięć osób, a jeden z nich to milioner, to statystycznie wszyscy są bogaczami. Podobnie jest w skali całego kraju. Majątek najbogatszych Polaków, właścicieli prężnie działających firm oraz potężne portfele nieruchomości w największych metropolii windują średnią w górę. Mediana majątku, czyli punkt, w którym dokładnie połowa społeczeństwa ma mniej, a połowa więcej, pokazuje już znacznie skromniejszy obraz.

Reklama

Mamy domy, ale brakuje nam płynnych aktywów

Kolejnym elementem układanki są nieruchomości. Polacy uwielbiają cegły i zaprawę. Przez dekady najpewniejszym synonimem sukcesu i bogactwa było kupno mieszkania na własność. Nic więc dziwnego, że lwią część naszego majątku stanowią cztery kąty. Mamy wysoki wskaźnik tzw. homeownership – większość z nas mieszka we własnych lub obciążonych kredytem hipotecznym domach i lokalach. Tyle że mieszkanie, w którym na co dzień jemy śniadania, rzadko bywa kapitałem, który można łatwo upłynnić w razie nagłej potrzeby.

Co więcej, dane z raportów analitycznych pokazują, że polskie oszczędności w dużej mierze spoczywają na tradycyjnych, często słabo oprocentowanych kontach bieżących. Ponad bilion złotych trzymamy na luźnych ROR-ach, co sprawia, że inflacja powoli podgryza te rezerwy. Mimo że programy takie jak Pracownicze Plany Kapitałowe (PPK) czy zainteresowanie obligacjami skarbowymi zyskują na popularności, wciąż pod względem budowania długoterminowej poduszki kapitałowej odstajemy od starszych państw Unii Europejskiej, które miały dziesięciolecia na spokojne kumulowanie majątku pokoleniowego bez historycznych zawirowań ustrojowych.

Wnioski: Czy więc bogacimy się naprawdę?

Odpowiedź brzmi: tak, bogacimy się, ale proces ten odbywa się nierównomiernie i powoli. Dochody rosną najszybciej w Europie, co poprawia naszą bieżącą jakość życia, siłę nabywczą oraz pozwala na konsumpcję na poziomie, o jakim dwadzieścia lat temu mogliśmy pomarzyć. Jednak nadrabianie wieloletnich zaległości majątkowych do krajów Europy Zachodniej to maraton, a nie sprint. Przeciętny Polak ma dziś pełniejszy portfel i większe aktywa niż kiedykolwiek w swojej postkomunistycznej historii, ale nasza gospodarka wciąż opiera się w dużej mierze na bieżącej pracy i konsumpcji, a nie na grubych portfelach akcji, obligacji czy odziedziczonych fortunach. Zostajemy narodem, który zarabia coraz lepiej, ale swój prawdziwy, bezpieczny majątek dopiero zaczyna budować.

KATEGORIE
TAGI
Udostępnij to

Komentarze

Wordpress (0)
Disqus (0 )