Koniec tanich małpek w Polsce? Rząd szykuje skokowy wzrost opłat od małych alkoholi

Koniec tanich małpek w Polsce? Rząd szykuje skokowy wzrost opłat od małych alkoholi

Małe butelki z alkoholem, powszechnie nazywane małpkami, na stałe wpisały się w krajobraz polskich miast i sklepowych półek. Codziennie do rąk konsumentów trafiają w naszym kraju miliony takich opakowań. Rząd zdecydował jednak, że pora ukrócić tę popularność i mocno uderzyć po kieszeni zarówno producentów, jak i kupujących. W kuluarach politycznych i medialnych od dawna dyskutowano o tym, czy państwo faktycznie walczy z problemem społecznego uzależnienia, czy po prostu desperacko szuka gotówki na zasypanie rosnącej dziury budżetowej.

Zgodnie z planami, które trafiły do wykazu prac legislacyjnych, stawka tak zwanej opłaty alkoholowej (ALK) ma wzrosnąć z dotychczasowych 25 zł do aż 100 zł za każdy pełny litr 100-procentowego alkoholu w opakowaniach nieprzekraczających 300 ml. Oznacza to dokładnie czterokrotne podbicie tej daniny. Dla zwykłego klienta w sklepie przekłada się to na realną podwyżkę – dodatkowa opłata doliczana do jednej małej butelki wódki o pojemności 100 ml i mocy 40 proc. skoczy z ok. 1 zł do nawet 4 zł, co w praktyce może wywindować końcową cenę produktu do poziomu 10-12 zł za sztukę.

Reklama

Zdrowie narodu czy ratowanie finansów państwa?

Oficjalny przekaz rządzących jest jasny i klarowny. Chodzi o profilaktykę, zmniejszenie tzw. dostępności ekonomicznej trunków oraz walkę z plagą alkoholizmu. Zależność jest prosta i potwierdzana przez ekonomistów – im tańszy i bardziej dostępny alkohol, tym chętniej sięgają po niego konsumenci, w tym osoby młode czy sięgające po trunki z samego rana. Statystyki pokazują, że koszty ponoszone przez system ochrony zdrowia w związku z leczeniem chorób wywołanych lub powiązanych z nadużywaniem procentów idą w dziesiątki miliardów złotych rocznie.

Z drugiej strony trudno uciec od kontekstu makroekonomicznego. Stan finansów publicznych i gigantyczne potrzeby pożyczkowe sprawiają, że resort finansów musi wyciskać z podatników i gospodarki każdą możliwą złotówkę. Dotychczasowa opłata od małych butelek przynosiła budżetowi około 500-600 mln zł rocznie. Po skokowej podwyżce wpływy te – nawet przy założeniu, że część Polaków ograniczy zakupy lub przerzuci się na większe formaty – mogą wzrosnąć do ponad 1,7 mld zł. Co ciekawe, w ramach planowanych zmian rząd chce, aby 100 proc. tych wpływów trafiało bezpośrednio do Narodowego Funduszu Zdrowia, co ma nieco uwiarygodnić prozdrowotny charakter całej regulacji.

Kto straci na zmianach?

Wprowadzenie wyższej opłaty nie obywa się bez tarć politycznych i samorządowych. Dotychczas połowa wpływów z opłaty małpkowej zasilała budżety gmin, które finansowały z nich lokalne działania profilaktyczne. Odebranie tych środków i przekierowanie całości do centralnego budżetu NFZ spotyka się ze sporym oporem lokalnych władz. Z kolei organizacje zrzeszające przedsiębiorców wskazują, że w obecnej rzeczywistości gospodarczej każda dodatkowa presja fiskalna jest dla branży handlowej i spirytusowej sporym wyzwaniem.

Reklama

Jedno jest pewne – era tanich, dyskretnych małpek powoli dobiega końca. Pytanie tylko, czy drastyczny wzrost cen faktycznie zmusi Polaków do zmiany nawyków, czy po prostu sprawi, że w kasie państwa zostanie nieco więcej pieniędzy na ratowanie budżetowego deficytu.

Źródło: www.fxmag.pl

KATEGORIE
TAGI
Udostępnij to

Komentarze

Wordpress (0)
Disqus ( )