
Ile kosztuje utrzymanie państwa przypadające na jednego mieszkańca?
Gdy słyszymy w wiadomościach o miliardach czy bilionach złotych przeupywanych w budżecie, ludzki mózg naturalnie się wyłącza. Takie kwoty są tak abstrakcyjne, że nie wywołują żadnych emocji. Zupełnie inaczej sprawa wygląda, gdy te wielkie liczby sprowadzimy do poziomu pojedynczego portfela. Z corocznych analiz przygotowywanych przez analityków Forum Obywatelskiego Rozwoju (FOR) w ramach inicjatywy „Rachunek od państwa” wyłania się obraz, który daje do myślenia. Utrzymanie polskiego aparatu państwowego kosztuje coraz więcej, a koszty te rosną w tempie, za którym ledwie nadążają nasze pensje.
Z najnowszych danych wynika, że całkowite wydatki sektora publicznego w Polsce osiągnęły poziom niemal 2 bilionów złotych. W przeliczeniu na każdego mieszkańca naszego kraju daje to średnio ponad 53 222 zł rocznie. Jeszcze mocniej ten rachunek odczuwają osoby aktywne zawodowo – w przeliczeniu na jednego pracującego koszty te są oczywiście znacznie wyższe, bo państwo utrzymuje się głównie z pracy tych, którzy tę gospodarkę ciągną do przodu.
Na co dokładnie idą te pieniądze?
Gdy spojrzymy na strukturę wydatków per capita, łatwo zauważyć, które obszary pochłaniają najwięcej środków. Największą pozycją w tym budżetowym torcie od lat pozostają emerytury i renty. W ubiegłym roku na ten cel przeznaczono około 13,9 tys. zł na jednego mieszkańca, a po doliczeniu dodatkowych świadczeń, takich jak trzynaste czy czternaste emerytury, kwota ta zbliżyła się do niemal 14,7 tys. zł. Społeczeństwo się starzeje, co sprawia, że ta presja finansowa z roku na rok będzie tylko rosnąć.
Tuż za wydatkami socjalnymi i emerytalnymi plasują się inne kluczowe sektory życia publicznego. W przeliczeniu na jedną osobę państwo wydało ponad 6,1 tys. zł na ochronę zdrowia oraz około 6 tys. zł na bezpieczeństwo i wymiar sprawiedliwości. Kolejne duże bloki to pomoc społeczna z kwotą około 5,6 tys. zł oraz edukacja i nauka pochłaniające w granicach 5,5 tys. zł na mieszkańca. Oznacza to, że szeroko pojęte transfery społeczne i emerytury pożerają ponad jedną trzecią całości wydatków publicznych.
Państwo żyje ponad stan. Różnicę pokrywa dług
Największym problemem polskiej polityki fiskalnej nie jest jednak to, ile państwo wydaje, ale fakt, że wydaje znacznie więcej, niż udaje mu się zebrać z podatków i innych dochodów. Różnica między tym, co państwo inkasuje, a tym, co faktycznie przepuszcza przez swoje agendy, tworzy ogromną dziurę budżetową. W praktyce wydatki publiczne były wyraźnie wyższe od dochodów przypadających na jednego mieszkańca, a powstałą lukę rząd musiał zasypać zwiększaniem zadłużenia.
Eksperci zwracają uwagę na jeszcze jeden alarmujący aspekt – najszybciej rosnącymi pozycjami w budżecie wcale nie są inwestycje w nowoczesne technologie czy rozwój infrastruktury. Największą dynamiką wzrostu odznaczają się koszty obsługi długu publicznego, które podskoczyły o ponad 23 procent rok do roku, oraz wydatki na administrację publiczną, które wzrosły o ponad 20 procent. Pożyczanie pieniędzy staje się po prostu coraz droższe, ponieważ rządy muszą emitować obligacje z wyższym oprocentowaniem w warunkach podwyższonych stóp procentowych.
Co to oznacza dla zwykłego obywatela?
Kiedy państwo generuje gigantyczny deficyt, koszty te nie biorą się znikąd. Margaret Thatcher miała w zwyczaju powtarzać, że nie ma czegoś takiego jak publiczne pieniądze – są tylko pieniądze podatników. Każda obietnica kolejnych darmowych programów, subwencji czy rozbudowy struktur administracyjnych musi zostać sfinansowana. Jeśli brakuje bieżących wpływów z podatków takich jak VAT, akcyza czy PIT, państwo sięga po dług, który w przyszłości przełoży się albo na wyższe daniny, albo na ukrytą pod postacią inflacji utratę siły nabywczej oszczędności.
Świadomość tego, że utrzymanie państwa kosztuje każdego z nas ponad 53 tysiące złotych rocznie, pozwala zupełnie inaczej spojrzeć na codzienne dyskusje o polityce gospodarczej. Zamiast kłócić się o to, komu należy się kolejna zapomoga, warto czasem zadać proste pytanie o to, czy nasza gospodarka jest w stanie długofalowo dźwigać tak mocno napompowany aparat państwowy bez wpadania w spiralę niekontrolowanego zadłużenia.

