Bilet lotniczy za 99 zł – jak to w ogóle jest możliwe?

Bilet lotniczy za 99 zł – jak to w ogóle jest możliwe?

Widzisz w sieci nagłówek o locie za 99 zł i od razu szukasz haczyka. Zupełnie normalna reakcja. Przecież za te pieniądze w dużym mieście ciężko zatankować samochód do połowy baku albo zjeść dwaniastodniową kolację w średniej jakości restauracji. A tu proszę – ktoś oferuje przelot kilkaset, a czasem ponad tysiąc kilometrów nad Europą. Jak to w ogóle jest możliwe, że linie lotnicze nie dokładają do tego interesu?

Odpowiedź tkwi w bezwzględnej matematyce, optymalizacji kosztów do granic możliwości oraz w sprytnie poukładanym systemie dodatków. Zgodnie z analizami Międzynarodowego Zrzeszenia Przewoźników Powietrznych (IATA), czysty zysk linii lotniczej z biletu pojedynczego pasażera w skaliglobalnej bywa zaskakująco niski i wynosi średnio zaledwie ok. 2,2 USD, czyli około 10 złotych. Skoro zarobek na czysto jest tak niewielki, skąd biorą się te słynne ceny z pierwszych stron wyszukiwarek?

Reklama

Przede wszystkim tani przewoźnik nie patrzy na samolot jak na luksusowy środek transportu, tylko jak na latający autobus miejski. Maszyny takie jak Boeing 737 czy Airbus A320 są maksymalnie zagęszczone – fotele są cieńsze, nie odchylają się, a kieszenie w oparciach często znikają, żeby skrócić czas sprzątania między rejsami. Czas to pieniądz. Kiedy tradycyjne linie potrafią trzymać samolot na płycie lotniska przez godzinę, tanie linie organizują rotację w 25 do 30 minut. Im szybciej samolot znów jest w powietrzu, tym więcej zarabia.

Kolejny element układanki to wybieranie portów lotniczych. Zamiast płacić gigantyczne stawki za obsługę na głównych, miejskich lotniskach, tanie linie latają na mniejsze, często oddalone o kilkadziesiąt kilometrów od centrum lotniska. Opłaty za lądowanie i obsługę naziemną są tam wielokrotnie niższe, co bezpośrednio rzutuje na ostateczną cenę w systemie rezerwacyjnym.

No dobrze, ale skąd te 99 zł? Taki bilet to często tzw. chwyt marketingowy i czubek góry lodowej. Działa tu mechanizm cen dynamicznych. Algorytmy monitorują popyt w czasie rzeczywistym. Jeśli na dany lot nikt nie chce lecieć, cena spada do minimalnego poziomu, żeby wypełnić puste miejsce – bo pusty fotel w samolocie to czysta strata. Jednak kiedy klikniesz „kupuję”, zaczyna się prawdziwa gra.

Reklama

Linie lotnicze doskonale wiedzą, że na samym bilecie za 99 zł nie zarobią. Prawdziwe pieniądze pojawiają się w momencie, gdy zaczynasz dokładać do koszyka dodatki. Standardowy bilet w tej cenie pozwala na zabranie wyłącznie malutkiego plecaka mieszczącego się pod siedzeniem. Chcesz wziąć większą walizkę podręczną do schowka nad głową? Dopłacasz. Chcesz usiąść koło bliskiej osoby? Dopłacasz. Priorytetowe wejście na pokład? Kolejna opłata. W ten sposób bilet za 99 zł po skompletowaniu podstawowych wygód nagle rośnie do 300 czy 400 zł.

Do tego dochodzą usługi pozalotnicze – prowizje za hotele, wypożyczanie samochodów czy sprzedaż kanapek i napojów z wózka na pokładzie, które mają wyższe marże niż niejedna restauracja. Tani przewoźnik działa w gruncie rzeczy jak sprawna platforma e-commerce, która jako wabik wykorzystuje skrajnie niską cenę wejściową.

Czy bilet za 99 zł to fikcja? Nie, da się tak polecieć, pod warunkiem, że podróżujesz na lekko, z samym plecakiem, nie zależy Ci na konkretnym miejscu i masz elastyczny grafikiem. To podróżowanie na twardych zasadach rynkowych, gdzie płacisz dokładnie za to, z czego korzystasz, a cała reszta ukryta jest w precyzyjnie zaprojektowanym modelu biznesowym.

KATEGORIE
TAGI
Udostępnij to

Komentarze

Wordpress (0)
Disqus ( )