
Migranci na polskim rynku pracy – jakie branże bez nich miałyby problem?
Gdy popatrzymy na najnowsze statystyki Zakładu Ubezpieczeń Społecznych, widać wyraźnie, że polski rynek pracy trzyma się mocno głównie dzięki temu, że dziury w grafikach zapełniają obcokrajowcy. Na koniec lipca ubiegłego roku liczba ubezpieczonych w ZUS cudzoziemców przekroczyła 1,35 miliona osób. Z danych wynika wprost to, o czym pracodawcy mówią od lat: bez rąk do pracy z zagranicy wiele sektorów gospodarki po prostu zwinęłoby manatki albo drastycznie ograniczyło działalność.
Krajowe społeczeństwo się starzeje, a rąk do pracy ubywa. Z danych ZUS wynika, że tylko w ostatnich latach liczba ubezpieczonych polskich obywateli regularnie spadała, co bezpośrednio wiąże się z demografią. Te braki skutecznie maskują migranci. Zgodnie z analizami zaprezentowanymi w raporcie „Migracja w Polsce”, przygotowanym przez Deloitte, Instytut Spraw Publicznych oraz Ipsos, wkład cudzoziemców w polski PKB w ostatnich latach szacowany był nawet na poziomie od 200 do ponad 400 miliardów złotych. To nie są już drobne korekty statystyczne, lecz potężny filar całej gospodarki.
Budownictwo i logistyka na kroplówce
Spójrzmy na konkretne sektory. Budownictwo to klasyczny przykład branży, w której braki kadrowe są codziennością. Szacunki rynkowe mówią o setkach tysięcy brakujących fachowców. Polscy murarze, cieśle czy zbrojarze masowo wyjeżdżali na zachód Europy lat temu kilkanaście, a ci, którzy zostali, zbliżają się do wieków emerytalnych. Bez pracowników z Ukrainy, Białorusi czy coraz częściej z państw azjatyckich, realizacja wielkich inwestycji infrastrukturalnych i mieszkań stałaby pod wielkim znakiem zapytania.
Podobnie wygląda sytuacja w transporcie, gospodarce magazynowej i logistyce, czyli w tzw. branży TSL. Obcokrajowcy stanowią tam ponad 14 procent wszystkich zatrudnionych. Wielkie centra logistyczne rozrzucone wokół polskich autostrad, które obsługują gigantyczny handel internetowy, bez migrantów nie byłyby w stanie domknąć grafiku zmianowego. Rywalizacja o pracownika jest zresztą coraz ostrzejsza, bo do gry wchodzą potężne azjatyckie platformy e-commerce, które również potrzebują tysięcy rąk do obsługi zamówień.
Usługi, gastronomia i rolnictwo bez wyjścia
Kolejnym obszarem są usługi wsparcia biznesu, agencje zatrudnienia oraz sektory sprzątania i ochrony. Tam co czwarty pracownik to obcokrajowcy. Gdyby nagle zniknęli, czyszczenie biurowców, obsługa recepcji czy ochrona obiektów sparaliżowałyby codzienne funkcjonowanie korporacji oraz urzędów w dużych miastach.
Nie można zapominać o hotelarstwie i gastronomii (branża HoReCa), gdzie obcokrajowcy odpowiadają za ponad 16 procent miejsc pracy. Restauracje i hotele w kurortach czy wielkich aglomeracjach od dawna opierają swoją płynność na pracownikach zza wschodniej granicy. Z kolei w rolnictwie i sadownictwie sprawa jest jeszcze bardziej jaskrawa. Sezonowe zbiory truskawek, malin czy borówek w zasadzie nie mają szans na powodzenie bez cudzoziemców. Jak wprost wskazują producenci żywności, znalezienie Polaków do tak ciężkiej pracy fizycznej na słońcu jest dzisiaj praktycznie niemożliwe.
Warto spojrzeć na te liczby bez politycznych emocji. ZUS odnotowuje, że struktura migracji się zmienia i do Polski przyjeżdżają ludzie z tak odległych krajów jak Kolumbia, Filipiny czy Indie. Młodzi, pracujący obcokrajowcy płacą składki, zasilają budżet państwa i stabilizują system emerytalny. Bez tego wsparcia polski rynek pracy zmierzyłby się z kryzysem, którego skutki odczułby każdy z nas w postaci pustych półek w sklepach, droższych usług i opóźnionych inwestycji.

