
Ile kosztuje państwo jedna emerytura?
Zastanawiasz się czasem, ile tak naprawdę kosztuje państwo utrzymanie jednego emeryta? Gdy słyszymy w telewizji o miliardowych dziurach w budżecie i rekordowych kwotach przelevanych co miesiąc przez Zakład Ubezpieczeń Społecznych, te liczby brzmią jak abstrakcja. Biliony, miliardy, setki tysięcy… Przenieśmy to jednak na realny grunt i sprawdźmy, co kryje się za pojedynczym świadczeniem. Koszty te składają się z twardej gotówki wypłacanej co miesiąc, dodatków oraz potężnej machiny administracyjnej, która to wszystko obsługuje.
Zgodnie z najnowszymi danymi ZUS, przeciętna miesięczna emerytury w Polsce wynosi około 4509 zł brutto. To jednak dopiero wierzchołek góry lodowej. Państwo nie tylko wypłaca te pieniądze, ale musi również zapewnić ciągłość całego systemu, w którym na jednego pobierającego świadczenie przypada określona liczba pracujących płacących składki. Z raportów Funduszu Ubezpieczeń Społecznych (FUS) wynika, że wydatki na same emerytury i renty pochłaniają lwią część budżetu, sięgając w skali roku astronomicznych kwot rzędu 444 miliardów złotych.
Kiedy analitycy z Forum Obywatelskiego Rozwoju (FOR) przeliczają te wydatki na pojedynczych mieszkańców w ramach corocznego raportu o wydatkach publicznych, wychodzi na jaw, że tzw. rachunek od państwa rośnie z roku na rok. Same wydatki publiczne na emerytury i renty w przeliczeniu na każdego mieszkańca kraju wynoszą blisko 14,7 tysiąca złotych rocznie – wliczając w to dodatkowe świadczenia, takie jak trzynaste i czternaste emerytury. Oznacza to, że utrzymanie systemu emerytalnego to najdroższa pozycja w krajowym budżecie, przewyższająca wydatki na edukację czy ochronę zdrowia.
Warto też spojrzeć na to od strony czysto matematycznej i strukturalnej. Choć składki wpłacane przez pracowników na bieżąco pokrywają większą część wydatków FUS (wskaźnik pokrycia oscyluje w granicach 80-82 proc.), to państwo i tak musi dosypywać do systemu gigantyczne dotacje z budżetu ogólnego. W praktyce każda pojedyncza emerytura jest częściowo finansowana ze składek samego seniora z czasów jego aktywności zawodowej, ale również z podatków nas wszystkich – ludzi, którzy pracują dzisiaj. Gdy więc spojrzymy na to, ile państwo dopłaca do pojedynczego świadczenia, okaże się, że przeciętny Kowalski pracujący na etat dokłada do cudzych i swojej przyszłej starości sporą część swojej pensji.
System musi radzić sobie z presją demograficzną. Liczba seniorów rośnie, żyjemy dłużej, a na rynku pracy brakuje rąk do pracy w takim tempie, by utrzymać dawne proporcje. Ostatecznie odpowiedź na pytanie o koszt jednej emerytury nie sprowadza się wyłącznie do średniej kwoty lądującej na koncie seniora. To skomplikowana układanka gospodarcza, w której każdy miesiąc wypłat oznacza dla państwa wielomiliardowy wydatek wymagający precyzyjnego balansowania między wpływami ze składek a dziurą budżetową łataną z naszych podatków.

