
Gdzie podział się dolar po 8 złotych? Sprawdzamy, jak ageingują śmiałe prognozy Cezarego Grafa
Świat finansów w interneciu kocha mocne tezy. Im głośniejsza i bardziej kategoryczna prognoza, tym szybciej niesie się po mediach społecznościowych. Doskonale wie o tym Cezary Graf, samozwańczy doradca majątkowy i twórca internetowy, który od lat powtarza swoim odbiorcom wizje o potężnym tąpnięciu polskiej waluty. Jeszcze kilka lat temu w przestrzeni publicznej głośno było o jego zapowiedziach mówiących o kursie dolara na poziomie 6 PLN, który z czasem w jego narracji urósł nawet do pułapu 8 PLN.
Kiedy rynki łapały zadyszkę, a inflacja w Polsce szalała, takie liczby działały na wyobraźnię tysięcy ciułaczy szukających ratunku dla oszczędności. Warto jednak przyjrzeć się bliżej temu, jak te śmiałe tezy starzeją się w zderzeniu z rzeczywistością gospodarki, bo w przypadku internetowych proroków horyzont czasowy lubi płatać figle.
Od sztywnej daty do luźnego „następnego ruchu”
Głównym problemem publicystyki finansowej opartej na sensacji jest precyzja. Początkowo prognozy dotyczące amerykańskiej waluty miały ramy i osadzenie w konkretnych realiach makroekonomicznych – wysokiej inflacji w Polsce, różnicach w stopach procentowych czy globalnej niepewności. Jednak im dłużej rynki testowały te założenia, tym bardziej definicje czasowe ulegały rozmyciu.
Zamiast konkretnych kwartałów czy dat granicznych, w wypowiedzach zaczął pojawiać się pojemny termin „następnego ruchu”. To sprytny zabieg retoryczny. Jeśli waluta umacnia się chwilowo w wyniku krajowych zawirowań politycznych lub decyzji Rady Polityki Pieniężnej o obniżkach stóp procentowych – tak jak miało to miejsce w 2023 roku, gdy kurs USD/PLN gwałtownie skakał – zwolennicy tej narracji ogłaszają sukces. Gdy jednak złoty odzyskuje siły, a dolar tanieje, temat terminu realizacji prognozy po prostu schodzi na dalszy plan.
Dlaczego portfele potrzebują chłodnej głowy
Warto oddzielić internetowy marketing personalny od realnego zarządzania ryzykiem. Cezary Graf od lat słusznie przypomina o konieczności dywersyfikacji i posiadania w portfelu twardych aktywów, takich jak złoto czy zagraniczne waluty. Trzymanie wszystkich oszczędności w jednej walucie i na jednym podwórku rzeczywiście bywa ryzykowne. Problem zaczyna się wtedy, gdy rozsądna zasada ochrony majątku zostaje ubrana w szaty apokaliptycznych scenariuszy o kursach oderwanych od realiów gospodarczych.
Rynki walutowe rzadko podlegają prostym, jednokierunkowym scenariuszom. Złotówka bywa kapryśna, a polska gospodarka zmaga się z wieloma wyzwaniami strukturalnymi, ale przepowiadanie skrajnych wartości bez uwzględnienia cykliczności rynków przypomina wróżenie z fusów. Zamiast czekać na katastrofę i dolara po osiem złotych, mądrzejsze wydaje się budowanie zdywersyfikowanego portfela w oparciu o chłodną kalkulację, a nie emocjonalne uniesienia co poniektórych influencerów.
Źródło: www.fxmag.pl

