
Podatek od nadzwyczajnych zysków uderza w gigantów. Orlen liczy miliardowe koszty
Podpisana przez prezydenta Karola Nawrockiego ustawa o podatku od nadzwyczajnych zysków w sektorze paliwowym szybko odbiła się na warszawskiej giełdzie. Nowe przepisy, nazywane często podatkiem typu windfall tax, zakładają 60-procentową stawkę od zysków uznanych za nadzwyczajne. Dla największych graczy na rynku, takich jak Orlen czy Unimot, oznacza to potężne obciążenie finansowe i zupełnie nową rzeczywistość biznesową.
Reakcja inwestorów była natychmiastowa. Akcje Orlenu i Unimotu zanotowały wyraźne zniżki, a rynkowi analitycy zwracają uwagę, że dla giełdowych spółek liczą się przede wszystkim długoterminowe przepływy pieniężne. Gdy państwo sięga po tak dużą część wypracowanego wyniku, ucierpieć mogą przyszłe zyski netto oraz potencjalne dywidendy.
Ile zapłaci Orlen? Pierwsze szacunki robią wrażenie
Koncern z Płocka błyskawicznie przeanalizował sytuację i opublikował wstępne dane. Zgodnie z oficjalnym komunikatem spółki, zobowiązanie z tytułu nowego podatku za okres od marca do sierpnia 2026 roku wyniesie aż 2 mld zł. Ustawa ma być stosowana do pierwszego kwartału 2027 roku, co oznacza, że ostateczna kwota, jaką krajowy lider energetyczny przekaże do budżetu, będzie jeszcze wyższa.
Sama ustawa budzi spore kontrowersje prawne. Prezydent Karol Nawrocki zdecydował się na jej podpisanie, ale równocześnie skierował dokument do Trybunału Konstytucyjnego w trybie kontroli następczej. Oznacza to, że mimo wejścia przepisów w życie, ich ostateczna legalność zostanie dopiero zweryfikowana.
Tańsze paliwo na stacjach w zamian za podatek?
Wprowadzenie nowej daniny to dla rządu narzędzie do sfinansowania programu obniżek cen paliw na stacjach. Zgodnie z zapowiedziami ministra finansów Andrzeja Domańskiego oraz ministerstwa energii, ceny benzyny i oleju napędowego mają spaść o około 1,2 do 1,3 zł na litrze. Maksymalne limity cenowe, obejmujące m.in. benzynę 95 czy olej napędowy, zaczęły obowiązywać już na początku weekendu i mają utrzymać się przynajmniej do końca grudnia 2026 roku.
Eksperci rynkowi podkreślają jednak, że interwersja państwa w mechanizmy rynkowe zawsze niesie za sobą ryzyko. Choć kierowcy z pewnością odczują ulgę przy dystrybutorach, spółki paliwowe muszą mierzyć się z nagłym uszczupleniem kapitału, który w normalnych warunkach mógłby zostać przeznaczony na transformację energetyczną lub inwestycje rozwojowe. Najbliższe miesiące pokażą, jak giganci paliwowi poradzą sobie z nowym, narzuconym odgórnie obciążeniem.
Źródło: www.fxmag.pl

