Cena mieszkania rozłożona na cegły, ziemię, pracę i marżę

Cena mieszkania rozłożona na cegły, ziemię, pracę i marżę

Kiedy przegląda się ogłoszenia mieszkań w dużym mieście, nietrudno o lekkie zawroty głowy. Ceny rzędu 10, 15 czy nawet ponad 20 tysięcy złotych za metr kwadratowy sprawiają, że człowiek zaczyna się zastanawiać, z czego właściwie składa się ta kwota. Przecież beton to po prostu piasek, żwir i cement, a ziemia pod blokiem na obrzeżach miasta też kiedyś była zwykłym polem. Gdzie więc uciekają te pieniądze i dlaczego ostateczny rachunek przypomina kosmos?

Odpowiedź nie kryje się w jednym czarodziejskim składniku, ale w układance, którą analizują zarówno analitycy rynkowi, jak i eksperci z Polskiego Związku Firm Deweloperskich. Gdy rozłożyć cenę mieszkania na czynniki pierwsze, okazuje się, że każdy element ma swoją konkretną wagę, termin ważności i oczywiście cenę, która przez ostatnie lata zdążyła solidnie urosnąć.

Reklama

Ziemia, czyli najdroższy fundament inwestycji

Zanim na działce pojawi się jakikolwiek dźwig, deweloper musi najpierw zdobyć to, na czym ten budynek faktycznie urośnie. Koszt zakupu gruntu to zazwyczaj od 15 do 25 procent ostatecznej ceny mieszkania. W mniejszych miejscowościach albo na dalekich przedmieściach bywa taniej, ale w sercu największych aglomeracji ten udział potrafi skoczyć nawet do około 40 procent.

Kupowanie ziemi pod budownictwo wielorodzinne przypomina grę w szachy z ograniczonym budżetem. Wolnych działek z odpowiednimi planami zagospodarowania ubywa, a samorządy nierzadko oczekują od inwestorów dodatkowych inwestycji w okoliczną infrastrukturę, na przykład budowy drogi dojazdowej czy przekazania części terenu pod szkołę. Te ukryte koszty automatycznie lądują w cenie metra kwadratowego, którą potem widzi klient w biurze sprzedaży.

Cegły, beton i stal, czyli twarde koszty budowy

Gdy grunt jest już nasz, do gry wkracza plac budowy. Bezpośrednie koszty wykonania inwestycji, czyli materiały budowlane oraz praca ekip, pochłaniają zazwyczaj od 40 do 50 procent ceny mieszkania. W tej kategorii mieszczą się tony stali zbrojeniowej, izolacje, okna, instalacje sanitarne oraz cała logistyka potrzebna do tego, by surowa dziura w ziemi zamieniła się w nowoczesny budynek.

Reklama

Przez pewien czas inflacja i zawirowania na rynkach surowców sprawiały, że ceny materiałów potrafiły zmieniać się z miesiąca na miesiąc. Choć sytuacja w ostatnich kwartałach nieco się uspokoiła, a najnowsze dane GUS wskazują momentami na delikatne korekty w kosztach nowych budynków oddawanych do użytku, to sama skala nakładów pozostaje na historycznie wysokim poziomie. Budowanie po prostu stało się drogie, a tanie surowce to przeszłość.

Praca ludzkich rąk i skomplikowany proces

Same materiały to jednak tylko połowa sukcesu, bo ktoś musi je połączyć w bezpieczną całość. Sektor budowlany od lat mierzy się z brakami kadrowymi, co bezpośrednio napędza wzrost stawek dla wykwalifikowanych fachowców – od murarzy i cieśli, przez operatorów ciężkiego sprzętu, aż po inżynierów nadzorujących budowę.

Warto pamiętać, że proces inwestycyjny to nie tylko machanie kielnią na rusztowaniu. To także praca sztabu ludzi na długo przed wbiciem pierwszej łopaty. Architekci, geodeci, projektanci instalacji, prawnicy rozplątujący zawiłości planistyczne oraz urzędnicy rozpatrujący wnioski – każdy z nich pobiera swoją pensję, a te koszty operacyjne są integralną częścią finalnego produktu. Czas oczekiwania na same decyzje administracyjne w Polsce potrafi mocno się wydłużyć, co zamraża kapitał firmy i winduje koszty finansowania całego przedsięwzięcia.

Marża dewelopera, czyli poduszka finansowa i zysk

Temat marży budzi największe emocje i najwięcej publicznych dyskusji. W powszechnej świadomości funkcjonuje mit, że deweloperzy windują ceny w nieskończoność, zgarniając gigantyczne kokosy. Rzeczywistość finansowa jest jednak bardziej prozaiczna. Marża brutto w branży deweloperskiej tradycyjnie oscyluje w granicach od 20 do 30 procent, choć w okresach dobrej koniunktury wskaźniki te bywały wyższe.

Trzeba jednak wyraźnie odróżnić marżę brutto od czystego zysku, który zostaje w kieszeni właścicieli. Z tej puli deweloper musi pokryć koszty utrzymania biura, obsługę wielomilionowych kredytów zaciągniętych na realizację inwestycji, podatki oraz koszty marketingu. Co więcej, biznes deweloperski to maraton rozciągnięty nierzadko na 5 do 7 lat – od momentu poszukiwania i zakupu działki, przez męczące procedury urzędowe, aż po sprzedaż ostatniego lokalu i zakończenie rękojmi. Wysoka marża ma więc za zadanie zrekompensować ogromne ryzyko rynkowe, na jakie narażona jest firma w tak długim horyzoncie czasowym.

Co to wszystko oznacza dla kupującego?

Kupując nowe mieszkanie, płacisz nie tylko za fizyczny beton i kilka tysięcy cegieł ułożonych jedna na drugiej. Płacisz za dostępność atrakcyjnej przestrzeni w mieście, ryzyko prawne, które wziął na siebie deweloper, pensje dziesiątek specjalistów oraz podatki zasilające lokalne samorządy. Zrozumienie tej układanki pozwala spojrzeć na rynek nieruchomości bez zbędnych emocji i ocenić, że ostateczna cena rzadko wynika z kaprysu sprzedającego, lecz stanowi wypadkową realnych kosztów gospodarczych.

KATEGORIE
TAGI
Udostępnij to

Komentarze

Wordpress (0)
Disqus ( )